FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Film
Patronat Monolith Films

„Drama” – czy naprawdę znamy tych, których kochamy? [RECENZJA]

Autor: Anna Rupacz
10-04-2026
„Drama” – czy naprawdę znamy tych, których kochamy? [RECENZJA]
„Drama” – czy naprawdę znamy tych, których kochamy? [RECENZJA]
fot. kadr z filmu „Drama” / materiały prasowe Monolith Films

Nowy film Kristoffera Borgliego pokazuje, jak kruche potrafią być relacje, gdy zostaną skonfrontowane z prawdą – szczególnie, gdy ta pojawia się w najmniej odpowiednim momencie.

Emmę (Zendaya) i Charliego (Robert Pattinson) poznajemy tuż przed ślubem. Ich przedmałżeńskie życie wydaje się niemal idealne – uczęszczają na lekcje tańca, dopracowują weselne przemówienia i z entuzjazmem patrzą w przyszłość. Wszystko zmienia się jednak podczas spotkania z przyjaciółmi, kiedy – pod wpływem kilku kieliszków wina – postanawiają opowiedzieć sobie o najgorszej rzeczy, jaką kiedykolwiek zrobili. Zaczynają Mike (Hailey Gates) i Rachel (Alana Haim), którzy wyznali sobie już te sekrety przed własnym ślubem i teraz zachęcają Charliego i Emmę, by zrobili to samo.

Kiedy przyszła panna młoda dzieli się swoim mrocznym i niepokojącym sekretem, wszyscy milkną. Chwilę później Rachel niemal wybucha, a jej przesadna reakcja sprawia, że reszta szybko zaczyna przyjmować jej punkt widzenia. Jednostronna reakcja na wyznanie Emmy prowadzi do poważnej zmiany – zarówno w relacji narzeczonych, jak i przyjaźniach, wokół których osnuta jest fabuła filmu.

Od tej chwili wątpliwości i niepewność narastają. Charlie zaczyna się zastanawiać, czy rzeczywiście zna swoją przyszłą żonę. Z każdą kolejną sceną zdaje się popadać w coraz większy obłęd, poddając w wątpliwość uczucie, którym darzy Emmę. Każdy znak – kubek z konkretnym symbolem czy jedno przypadkowo użyte słowo – tylko potęguje jego niepewność. Tym samym Borgli pokazuje, jak łatwo zmienić opinię o drugiej osobie pod wpływem tego, co myślą i mówią inni.

Charlie rozpaczliwie próbuje zracjonalizować zachowania i myśli Emmy, posuwając się nawet do kłamstwa, by zmienić pespektywę Mike'a i Rachel. Ostatecznie to on sam niszczy wesele i sprawia, że choć Emma realnie nie zrobiła nic złego, zaczyna być postrzegana jako niezrównoważona, a nawet winna. Co ciekawe, przez większą część filmu, reżyser gra z widzem i prowadzi go tak, że oglądający również zdaje się być nastawiony przeciwko niej.

W którymś momencie kończy się szczerość. Zaczyna się sabotowanie relacji poprzez brak otwartej i szczerej rozmowy. Usilna próba ratowania czegoś, czego do końca nie da się już uratować. Stopniowe, często mimowolne oddalanie się od drugiej osoby. Kwestionowanie wszystkiego, co znało się do tej pory. To trudny, momentami wymagający film o tym, na czym właściwie polega znajomość drugiego człowieka i co to znaczy go kochać, a także na ile jesteśmy gotowi zostać, gdy jego sekrety wychodzą na jaw.

Prowadzi to do znacznie głębszej refleksji na temat tego, czy jesteśmy w stanie naprawdę poznać drugiego człowieka – i czy w ogóle jest to konieczne, by go kochać. W istocie nigdy nie mamy pełnego wglądu w to, co dzieje się w czyjejś głowie, ani w doświadczenia, które ukształtowały go i doprowadziły do miejsca, w którym znajduje się obecnie.

Zendaya i Robert Pattinson wiarygodnie odnajdują się w rolach pary, której relacja stopniowo się rozpada. Choć pojawiają się opinie, że jako Emma i Charlie przełamują swoje dotychczasowe aktorskie schematy, ich wcześniejsze dokonania pokazują, że już wcześniej świetnie radzili sobie z intensywnymi, emocjonalnie złożonymi historiami. Wystarczy przypomnieć „Malcolm i Marie” czy niedawne „Zgiń, kochanie”, w których mierzyli się z podobnie skomplikowanymi relacjami. Ich obsadzenie wydaje się więc nie tylko trafne, ale wręcz oczywiste.

Stale narastające napięcie potęguje sama forma filmu – poszarpana narracja, dynamiczny montaż i niespokojna praca kamery sprawiają, że widz, podobnie jak Charlie, zaczyna dopatrywać się znaczeń w najdrobniejszych detalach. Każdy gest, słowo czy przedmiot urasta do rangi potencjalnego dowodu. Norweski reżyser już w „Chorej na siebie” i „Dream Scenario” sięgał po nietypowe rozwiązania narracyjne, balansując między humorem a niepokojem. Swoim najnowszym filmem tylko potwierdza, że jest jednym z najbardziej nieprzewidywalnych scenarzystów współczesnego kina. Jego twórczość pozostaje nieoczywista, pełna zaskoczeń, a przy tym niepokojąco aktualna.

„Drama” porusza przy tym znacznie szersze wątki – próbę odnalezienia się w otaczającej rzeczywistości, wpływ przeszłości, samotność, odrzucenie i presję środowiska. Dorastanie, internet, system, w którym tkwimy – wszystkie te elementy składają się na obraz panicznej potrzeby przystosowania się i bycia normalnym, przy jednoczesnym wypieraniu niepokojących myśli, które pojawiają się i powracają na różnych etapach życia. Emocje nieufnego, zagubionego Charliego i niemal bezsilnej wobec osądów innych Emmy, trafnie oddają stan wszechobecnego chaosu i dezorientacji.

Choć film utrzymany jest w mrocznym tonie, nie brakuje w nim elementów humorystycznych – często subtelnych, momentami przewrotnych. „Drama” stanowi intrygującą mieszankę romansu, napięcia i niepokoju. To jedna z bardziej nietypowych i pokręconych historii miłosnych ostatnich lat, balansująca na granicy różnych gatunków. Borgli po raz kolejny udowadnia swoją oryginalność, tworząc film, który wymyka się jednoznacznym kategoriom i pozostawia widza w stanie konsternacji – z wieloma pytaniami i przemyśleniami.

„Drama” w kinach od 10 kwietnia.

FacebookInstagramTikTokX