Miesiączkuje mniej niż 2% ssaków – reszta, nawet jeśli krwawi, to ma ruję, a błonę śluzową macicy po prostu wchłania spowrotem. Dlaczego ludzka reprodukcja poszła zupełnie inną, kosztowniejszą drogą?
Ssaki charakteryzują się dość bliską relacją z matką – wychodzą bowiem z jej ciała żywe (wyjątkiem są tu stekowce), a wiedzę o świecie wysysają z jej mlekiem. Samice wielu gatunków w okresie rozrodczym krwawią – ale cykle menstruacyjne w świecie przyrody mają tylko ludzie i inne wyższe naczelne, kilka gatunków nietoperzy, ryjkonosy oraz kolczomysz kairska.
U ludzi komórka jajowa jest osadzona głębiej niż u innych ssaków
W odpowiedzi na hormony rozrodcze co miesiąc macica człowieka przygotowuje się do ciąży. Jej wewnętrzna wyściółka grubieje, dzieli się na różne warstwy i rozwija rozległą sieć naczyń krwionośnych, by przyjąć zarodek. Jeśli do ciąży nie dojdzie, gruba tkanka endometrium zaczyna się złuszczać – opuszczając ciało w formie miesiączki.
Deena Emera, Roberto Romero i Günter Wagner w artykule opublikowanym w „BioEssays” zauważyli, że u większości ssaków zmiany w macicy są wywoływane przez sygnały z zarodka, a nie – jak u człowieka – regularnie, pod wpływem progesteronu.
Dodatkowo, u większości zwierząt zarodek ten leży na powierzchni błony śluzowej macicy lub delikatnie w nią wnika – w związku z czym w przypadku braku zapłodnienia może zostać po prostu ponownie wchłonięty. Dlatego krwawienie, tym bardziej połączone z wydalaniem obumarłych fragmentów endometrium, nie jest konieczne.
U ludzi i innych naczelnych, których ciało przygotowuje się do ciąży jak do walki, błona śluzowa jest zbyt gruba, zbyt mocno ukrwiona i zbyt skomplikowana, żeby dało się ją wchłonąć. Zostaje całkowite złuszczenie i wydalenie, żeby miesiąc później powtórzyć cały proces. To właśnie to wydalanie jest widoczne jako krwawienia menstruacyjne.
Miesiączka swoje kosztuje
Najprościej byłoby uznać, że skoro wchłanianie wymagałoby ogromnego wkładu energetycznego, wydalanie jest po prostu bardziej optymalne. Emera, Romero i Wagner odwracają jednak kolejność tego rozumowania. Ich zdaniem sama miesiączka nie jest adaptacją. Powstała – inaczej niż u większości ssaków – bez udziału zarodka tkanka, usunięta musi być także bez jego udziału. Krwawienie nie jest więc tańszym energetycznie sposobem na pozbycie się zgrubienia, lecz następstwem niezależności macicy od zarodka.
Macica kontroluje jakość zarodka
Ludzka reprodukcja jest obarczona bardzo wysokim ryzykiem wad genetycznych u zarodków. Pogrubiona błona śluzowa, obecna w okresie płodnym, potrafi wykryć błędy genetyczne w zarodku i odciąć mu dopływ substancji odżywczych, eliminując wadliwe embriony na samym starcie – co często wygląda na spóźniony okres albo bardzo wczesne poronienie. W ten sposób ciało osoby z macicą chroni się przed inwestowaniem zasobów energetycznych w ciążę, która nie miałaby szans na przeżycie, a tym bardziej takiej, która mogłaby zagrażać jej życiu.
W przypadku ludzkiej ciąży ingerencja zarodka w ciało osoby z macicą jest znacznie większa niż w przypadku innych zwierząt. U ludzi i innych naczelnych płód przekopuje się przez błonę macicy, w celu całkowitego scalenia z organizmem, w którym się rozwija. Zarodek wczepia się w to ciało dużo bardziej bezpośrednio, niż ma to miejsce u innych zwierząt.
Z perspektywy układu odpornościowego ciąża przypomina proces inwazyjny, do którego ciało osoby z macicą musi się drastycznie dostosowywać. Sam proces zagnieżdżania się zarodka to jego agresywna próba przetrwania, poprzez przejęcie kontroli nad zasobami organizmu osoby z macicą.
Wojna, która toczy się co miesiąc
Wszystkie te obserwacje – gruba błona śluzowa, wychwytywanie wadliwych zarodków, agresywne zagnieżdżanie – układają się w jeden mechanizm, który biologia ewolucyjna nazywa konfliktem matczyno-płodowym. Interesy obu stron nie są tożsame. Zarodkowi opłaca się wziąć maksimum zasobów tu i teraz. Organizm osoby z macicą ma je do rozdzielenia między tę ciążę, ewentualne kolejne i własne przetrwanie, więc nie chce oddać wszystkiego, co ma.
Przygotowując macicę samodzielnie, zanim jeszcze pojawi się zarodek, ciało odbiera mu kontrolę nad procesem, który u innych ssaków uruchamia właśnie on. Comiesięczne krwawienie jest ceną tej przewagi. Ciało osoby z macicą płaci ją regularnie przez kilkadziesiąt lat, w zdecydowanej większości cykli zupełnie bez powodu.
Menopauza jako dowód siły
Hormonalne zmiany związane z menopauzą najczęściej nie należą do przyjemnych – w końcu przewlekłe zmęczenie, zaburzenia snu czy stany lękowe raczej nikogo nie cieszą. Trudno jednak traktować ją czysto negatywnie, patrząc na cel, jaki za sobą niesie – bo długie życie po ustaniu płodności jest w świecie ssaków równie rzadkie jak sama miesiączka.
Udokumentowano je u ludzi i u pięciu gatunków waleni uzębionych: orek, grindwali krótkopłetwych, narwali, bieług i mieczyków czarnych. Zdecydowana większość samic ssaków rozmnaża się praktycznie do śmierci.
Najbardziej znane wyjaśnienie to hipoteza babci. Zakłada ona, że starsza samica wnosi więcej do przetrwania własnych genów, opiekując się wnukami i prowadząc grupę, niż rodząc kolejne potomstwo. Jednocześnie, u gatunków u których ciąża wiąże się z dużym ryzykiem zdrowotnościowym, fizjologiczne wycofanie się z procesu rozrodczego jest po prostu bezpieczniejsze dla osoby z macicą.
Istnieje też druga hipoteza – konflikt reprodukcyjny. W tym ujęciu starsza samica wycofuje się z rozrodu nie po to, żeby komukolwiek pomóc, tylko dlatego, że konkurowanie o zasoby z młodszymi samicami z własnej grupy przestaje jej się opłacać.
Ciała osób miesiączkujących na wielu płaszczyznach dalej pozostają enigmą. Miesiączka jest bowiem jednym z tych zjawisk, które są jednocześnie doskonale znane – w końcu połowa populacji doświadcza jej regularnie przez większość życia – i słabo zrozumiane. A to mówi wiele o historii nauki.





![[Z archiwum K MAG] „Nie marzę o Hollywood” – wywiad z Michelem Franco](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Ro_IBM_7_Kg_6594d3444a.jpg&w=1920&q=80)



