Pride Month w pełni, a pogoda za oknem konsekwentnie doradza wychodzenie z domu. Trudno o lepszy pretekst, żeby zabrać książkę. Wybraliśmy dziesięć naszym zdaniem najlepszych – od peerelowskiego obozu rolniczego po weneckie Lido.
Literatura queer ma w sobie pewien paradoks. Przez większość XX wieku nie wolno było jej pisać wprost, więc pisano ją bokiem: w aluzji, w niedopowiedzeniu, w bohaterze, który „nigdy się nie ożenił”. Cenzura okazała się tu nie tyle kagańcem, ile szkołą stylu – zmuszała do precyzji, która do dziś robi z tych książek lekturę lepszą niż niejedna dzisiejsza, pisana już bez żadnych ograniczeń.
Dlatego nasza dziesiątka nie jest kursem historii ruchu ani listą lektur obowiązkowych. To książki, które bronią się jako książki – niezależnie od tego, kogo kochają ich bohaterowie. Niektóre znajdziecie w szkolnym kanonie, inne na najwyższej, najtrudniej dostępnej półce w księgarni. Są wśród nich debiuty i dzieła życia, romanse i powieści o samotności, Paryż, Wenecja i Buenos Aires. Zaczynamy od pozycji najświeższej i, jak na klasykę gatunku, zaskakująco młodej.

Debiut Jędrowskiego to historia romansu Ludwika i Janusza – dwóch chłopaków, którzy poznają się na obozie rolniczym gdzieś w PRL-u, między staniem w kolejce a marzeniem o dżinsach z Pewexu. Lato sprzyja. Powrót do miasta już nie, bo dzielić ich zaczyna nie temperament, lecz polityka: Janusz wybiera układ z władzą, Ludwik nie potrafi. Ciekawostka, która książce nie zaszkodziła: Jędrowski napisał ją po angielsku, w 2020 roku wydał ją londyński Bloomsbury, a w maju 2024 Dua Lipa wzięła ją do swojego klubu Service95.












