Czerwiec się kończy, konfetti sprzątnięto, tęczowe flagi zwijane są w smutne rulony, a my wracamy do rzeczywistości, która znowu jest szara, nudna i śmiertelnie poważna. Ale drag, ten prawdziwie nieśmiertelny i zionący ogniem, nigdy nie idzie spać. On przenosi się tam, gdzie całe korzenie jego najbardziej groteskowego „ja”: do piwnicy, do lamusa klasy B, do kina, w którym peruki są z taniego nylonu, a ambicji wystarczy, żeby wysadzić ten cały mieszczański porządek w powietrze.










![„Co do... kury?”: podlaska Godzilla, która wykluła się z lalkarskiego buntu [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_000_MYWU_33_H8_PWFDN_C124_ce7379dae2.webp&w=1920&q=80)

![„Co do... kury?”: podlaska Godzilla, która wykluła się z lalkarskiego buntu [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_000_MYWU_33_H8_PWFDN_C124_ce7379dae2.webp&w=1920&q=75)

