Magdalena Cielecka spędziła na scenie poznańskiej Malty dobę. W w hali Międzynarodowych Targów Poznańskich, w towarzystwie stu mężczyzn, których wcześniej nie znała. I wyszła z tego zwycięsko.
„The Second Woman” to formuła pozornie banalna, a w działaniu bezlitosna. Przez dwadzieścia cztery godziny, nieprzerwanie, jedna aktorka odgrywa tę samą krótką scenę – rozmowę pary na rozstaniu – sto razy z rzędu, za każdym razem z innym partnerem. Każde spotkanie trwa około dziesięciu minut. Mężczyzn wyłoniono w otwartym castingu. W poznańskiej obsadzie znaleźli się i rozpoznawalni zawodowcy i ludzie bez żadnego scenicznego doświadczenia. Prób z aktorką nie było. Znali tekst, znali rytm, resztę musieli wymyślić w chwili, gdy otwierały się drzwi.
Cała konstrukcja opiera na jednym zdaniu. W kulminacyjnym momencie partner musi wybrać: „zawsze cię kochałem” albo „nigdy cię nie kochałem”. To, co dzieje się przed tym wyborem i po nim, decyduje o temperaturze całej sceny i właśnie dlatego sto powtórzeń nie produkuje rutyny, tylko coraz drobniejsze różnice. Pauza o sekundę dłuższa. Dłoń, która nie wie, gdzie się podziać. Spojrzenie, które ucieka, zanim padnie kwestia. Kamery rejestrują to wszystko na żywo i wyrzucają na duży ekran, więc widz ogląda dwa spektakle naraz: ten na scenie i ten złożony z mikroreakcji, których z dziesiątego rzędu nie dałoby się dostrzec.
Spektakl ruszył w piątek 26 czerwca o osiemnastej w Sali Ziemi i skończył się dokładnie dobę później. Można było wejść na jedną odsłonę albo zostać na sześć godzin, wyjść, wrócić, porównać.
Aktorka od zadań specjalnych
Cielecka przed premierą nie kryła lęku. „Nigdy nie spędziłam dwudziestu czterech godzin na scenie. Nie zagrałam tej samej sceny sto razy z setką partnerów w ciągu doby” – mówiła, by zaraz dodać z charakterystyczną dla siebie autoironią, że „podobno jest aktorką od zadań specjalnych, więc to chyba coś idealnego”. Nastawiała się, jak powiedziała PAP, „na surwiwalowy wyjazd w nieznane”.
Do roli przygotowywała się w Nowym Teatrze z Rafałem Maćkowiakiem, przerabiając możliwe warianty spotkań, bo jedyne, co da się tu wyćwiczyć, to gotowość na to, czego wyćwiczyć nie sposób. „Każdy z tych stu mężczyzn jest innym kosmosem, inną osobowością” – tłumaczyła. „Przychodzi z inną energią, w innej psychofizycznej formie i ma inne oczekiwania”. Jej zadaniem było najpierw odebrać tę energię, a dopiero potem zagrać rozstanie. Sto razy odebrać, sto razy rozstać się od nowa.
Po wszystkim padło pytanie, które samo prosiło się o tabloidowy nagłówek: czy częściej wybierano „kochałem”, czy „nie kochałem”? Cielecka odpowiedziała – wygrało „kochałem". Można by z tego ulepić budujący morał o polskich mężczyznach, którzy w decydującej chwili wybierają miłość. Powstrzymajmy się. Sto przypadków to nie socjologia, a sala festiwalu Malta z całym jej autoselekcyjnym tłumem ludzi, którzy zgłosili się, by przez dziesięć minut udawać kochanka u boku gwiazdy – to nie reprezentatywna próbka narodu. Wynik mówi coś o tym konkretnym wieczorze i tych konkretnych stu mężczyznach.
Bo gdyby spektakl rozstrzygał cokolwiek, byłby ankietą, nie sztuką. „The Second Woman” działa właśnie dlatego, że nie domyka. Ten sam projekt grały już Ruth Wilson w Londynie, Alia Shawkat w nowojorskim BAM, Natali Broods w Gandawie, aktorki w Toronto i w tajwańskim Kaohsiungu i za każdym razem ta sama scena znaczyła coś innego, bo wokół niej było inne miasto, inna męskość, inna kulturowa pamięć tego, jak się żegna i jak się kłamie. Kobieta zostaje. Zmienia się wszystko dookoła niej.
Cassavetes nakręcił film o aktorce, która nie potrafiła wypowiedzieć swojej kwestii – zacinała się, buntowała, nie mogła udźwignąć słów napisanych dla niej przez kogoś innego. Cielecka swoją kwestię wypowiedziała sto razy, bez jednej przerwy, do końca trzymając kontrolę nad pokojem, do którego sto razy ktoś wchodził i z którego sto razy wychodził. Test wytrzymałości wygrała Magdalena Cielecka.





![„Co do... kury?”: podlaska Godzilla, która wykluła się z lalkarskiego buntu [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_000_MYWU_33_H8_PWFDN_C124_ce7379dae2.webp&w=1920&q=80)



