TikTok znowu przejmuję rolę psychologicznego medium i wprowadza nowy typ narracji w relacjach. Powinniśmy patrzeć na nie jak na podróż pociągiem, a osoby, które odchodzą jak pasażerów, którzy już wysiedli.
My też do cudzych żyć wsiadamy i wysiadamy, gdy nadchodzi właściwa pora. W ten sposób łatwiej nam zrozumieć stratę i to, że nawet skończone relacje są ważne – bo były częścią naszej podróży.
Teoria pociągu nie funkcjonuje w oficjalnym dyskursie psychologicznym. Jest to raczej współczesna, popkulturowa idea przewijająca się w konwersacjach, książkach i mediach społecznościowych. Pomaga znaleźć odpowiedź na pytanie, które po zerwaniu zadają sobie wszyscy: „Dlaczego nie wyszło, skoro tak bardzo nam na sobie zależało?”.
Na czym polega ta teoria?
Stoimy na peronie, na którym panuje chaos. To nasze życie – chaotyczne, nieprzewidywalne i wymagające ciągłych decyzji. Pociągi w kółko przyjeżdżają i odjeżdżają. Każdy z nich reprezentuje osobę, relację lub okazję – a mamy do każdego możemy wsiąść. Jest jednak jeden problem: pociągi na nas nie czekają.
Kładzie to emfazę na czas, kiedy dana rzecz się dzieje – i pozwala łatwiej zrozumieć, że nie zawsze chodzi tylko o emocje. Jeśli pociągi nie zatrzymują się na tej samej stacji, tylko jadą równolegle, to nie mamy możliwości przesiąść się z jednego do drugiego. Tak samo jak nie mamy możliwości wejść do czyjegoś życia, jeśli nie jest on gotowy.
Efekt ramowania
Słowa i skojarzenia, których użyjemy, opisując dane zjawisko, mogą diametralnie zmienić to, jak je postrzegamy. Gdy na relacje romantyczną patrzymy jako na partnerstwo, oczekujemy podobnego wkładu z obu stron i pozytywnego efektu – relacja ma nam przynosić konkretne korzyści. Jeśli zaś spojrzymy na nią przez pryzmat dwóch połówek, to wkład nie musi być równomierny. Jesteśmy przecież jedną całością. Wpływ narracji na rzeczywistość nazywamy ramowaniem.
Zmiana ram, w których postrzegamy elementy rzeczywistości jest jedną z podstawowych technik psychologicznych. Ubieranie informacji w określoną perspektywę budzi emocje i kieruje myśleniem.
Zakończenie relacji zazwyczaj wkładamy w ramę straty, za którą idą cierpienie, płacz i samotność. Przy takiej narracji boimy się końca relacji jak ognia – próbujemy ratować ją na wszelkie sposoby, często poświęcając komfort i łamiąc postanowienia. Reanimujemy, aż padniemy z wyczerpania, a wszystkie myśli o relacji stają się gorzkie i nieprzyjemne. A można tego uniknąć, zmieniając punkt widzenia.
Głupiutka teoria z TikToka miała więc działanie terapeutyczne. Wprowadzając alternatywną narrację pozwoliła na zupełnie nowe spojrzenie – bez straty i smutku, ale z refleksją i spokojem.
Najpiękniejsze w tej teorii jest to, że nie każe nam zapominać o przeszłości – tylko nauczyć się patrzeć na nią jak na kolejne przystanki w podróży. Każda osoba, która wsiadła do naszego wagonu zostawiła ślad – a ważne jest nie to, gdzie wspólnie dotarliśmy, ale jaką przebyliśmy drogę.


