Ekstremalne zbliżenie na władzę Donalda Trumpa. Christopher Anderson w sesji dla Vanity Fair udowadnia, że fotografia i sztuka może być narzędziem bezkompromisowej ekspresji. Anderson oddziela polityków od ich kontrolowanych medialnych wizerunków. Portretuje ich w taki sposób, że narracja przestaje być możliwa do wyreżyserowania. Aktorzy polityczni zostali postawieni przed obiektywem bez narzędzi PR-u, bez filtrów i bez edycji.
Materiał fotograficzny „Trump’s Inner Circle” powstał jako wizualne dopełnienie reportażu Chrisa Whipple’a, który zabiera czytelników za kulisy Białego Domu. To dwuczęściowa publikacja oparta na roku wnikliwych rozmów, odsłaniająca mechanizmy władzy w USA i ludzi, którzy ją dziś sprawują. Anderson za pomocą obiektywu demaskuje najbliższy krąg Donalda Trumpa.
Siła przekazu prac Christophera Andersona tkwi w jego zdolności do przekazywania autentycznego obrazu, który jednocześnie silnie oddziałuje na odbiorcę. Nadając fotografiom określoną narrację, a tym samym pozostawiając przestrzeń do interpretacji Anderson tworzy przenikliwe portrety władzy. Każde ujęcie daje politykom rządu Trumpa szansę na pokazanie się po raz pierwszy bez zasłony kłamstw. Brak kompozycyjnej równowagi i zaburzone proporcje tworzą wrażenie chwiejności i niestabilności, które bezpośrednio nawiązuje do stanu rządu. Postacie wzbudzają odczucie przytłoczonych przestrzenią, a czasem wręcz pomniejszonych, co odbiera im wizerunek autorytetu. Nie trzeba sięgać po karykaturę, aby skutecznie poniżyć osoby przed obiektywem.
Szczególną uwagę użytkowników sieci przyciągnęła fotografia Karoline Leavitt, rzeczniczki prasowej Białego Domu. Anderson uchwycił jej twarz w niepokojąco bliskim planie, pokazując jej oblicze bez żądnego retuszu. Wywołało to burzliwe reakcje w mediach społecznościowych, głównie spowodowane widocznymi śladami po zabiegach kosmetycznych na jej ustach. W dzisiejszych czasach, gdy każde publikowane zdjęcie poddawane jest edycji, nie jesteśmy przyzwyczajeni do tak szczerych i realnych obrazów. Szok, jaki wzbudziła ta fotografia, wynika przede wszystkim z jej autentyczności.
„Trump’s Inner Circle” wpisuje się w konsekwentnie rozwijaną strategię twórczą Andersona, znaną od 2013 roku z projektu „Stump”, w którym ekstremalne zbliżenia określał on jako „X-ray icons”. Podobnie jak w powyższym przypadku, ujęcia przenikają powierzchnię wizerunku, odsłaniając prawdziwe skazy fotografowanych postaci.


