Choć dostęp do nauki na uczelniach wyższych nigdy wcześniej nie był tak egalitarny, zdobywane przez studentów dyplomy w coraz mniejszym stopniu odzwierciedlają faktycznie posiadane przez nich umiejętności. Według badań koordynowanych przez OECD studenci uzyskują w testach wyniki równe poziomowi uczniów szkoły podstawowej lub wręcz słabsze.
OECD przeprowadziło badania na 160 tysiącach osób, a redakcja „The Economist” poprosiła o dane dotyczące uczestników poniżej 35. roku życia, którzy nadal kształcą się na poziomie uniwersyteckim. Zgodnie z wynikami aż jedna piąta polskich studentów wykazuje braki w czytaniu ze zrozumieniem, plasując się na poziomie równym uczniom szkół podstawowych bądź niższym. Jako Polacy znajdujemy się w czołówce listy najmniej kompetentnych, wyprzedzając między innymi Stany Zjednoczone. Znajdujemy się tym samym powyżej średniej dla krajów OECD, która wynosiła 8%. Najlepiej w zestawieniu wypada Estonia, gdzie problemy z rozumieniem tekstu dotykają tylko 2% studentów. Nieco lepiej radzimy sobie w matematyce – w tym przypadku odsetek osób osiągających wyniki na poziomie dziesięciolatków wynosi 15%.
Z kolei według badania PIAAC 2023, przeprowadzonego tym razem na grupie osób w wieku 16–65 lat, Polska odnotowała spadek o 31 punktów w czytaniu ze zrozumieniem i o 21 punktów w matematyce względem wyników z 2012 roku. Z badania wynika, że aż 39% dorosłych Polaków ma problemy z rozumieniem tekstu, 38% z matematyką, a 48% z rozwiązywaniem problemów. Zgodnie z danymi PISA 2022 spadek odnotowano również u piętnastolatków – tam braki kompetencyjne sięgają kolejno 22% oraz 23%.
Analfabetyzm wtórny
Analfabetyzm wtórny nie oznacza nieznajomości liter czy słów. Przeciwnie – to zdolność do ich odczytania przy jednoczesnej niemożności przeanalizowania przyswojonej treści i wykorzystania tekstu w życiu codziennym. Badanie przeprowadzone przez OECD na poziomie 1. zawierało proste zadania, z którymi powinni radzić sobie dziesięcioletni uczniowie szkół podstawowych. Chodziło np. o zrozumienie dawkowania leku opisanego na etykiecie czy wyliczenie ilości tapety potrzebnej do pokrycia ścian w pokoju. Na wyższych poziomach badano zdolność analizowania bardziej złożonych tekstów, danych i wykresów. To właśnie w tym badaniu aż 20% polskich studentów osiągnęło wyniki równe uczniom szkół podstawowych lub niższe.
W analizie opublikowanej przez „The Economist” wskazano, że profesorowie Harvardu zmuszeni są do skracania zadawanych tekstów, ponieważ studenci nie radzą sobie ze złożoną prozą. Wykładowcy skarżą się również, że podopieczni nie są w stanie przeczytać w całości nawet jednej książki. W Polsce natomiast na uczelniach wyższych pojawia się coraz więcej zajęć wyrównawczych dla studentów pierwszego roku. Obejmują one przedmioty ścisłe, takie jak matematyka, fizyka czy chemia (na poziomie szkoły średniej), oraz wykłady typu „poprawna polszczyzna” czy „język polski w praktyce”.
CheatGPT, media społecznościowe i brak książek
Choć pandemia odegrała kluczową rolę w regresie intelektualnym młodych ludzi, którzy znaczną część lat szkolnych spędzili na mało skutecznych zajęciach online, problemy zaczęły się wcześniej. Zanik umiejętności czytania ze zrozumieniem nie wynika wyłącznie z wadliwej edukacji – bierze się przede wszystkim z braku czytania. Regres obserwowany jest w końcu u wszystkich dorosłych: coraz rzadziej sięgamy po książki prywatnie i coraz rzadziej stykamy się ze złożonymi tekstami w życiu zawodowym. Z danych Eurostatu wynika, że ponad 47% mieszkańców UE powyżej 16. roku życia nie przeczytało w ciągu roku żadnej książki. Według Pew Research Center aż 25% Amerykanów nie przeczytało w ciągu dwunastu miesięcy ani fragmentu książki czy e-booka, ani nawet nie przesłuchało audiobooka. Dane Biblioteki Narodowej w Polsce za 2025 rok wskazują, że 59% Polaków nie sięgnęło w tym czasie po żadną lekturę.
Czytanie zostało wyparte przez media społecznościowe i masową konsumpcję krótkich treści, które osłabiają zaangażowanie mózgu i trwale obniżają zdolność koncentracji. Przyczynia się do tego także rozwój sztucznej inteligencji, coraz częściej wyręczającej nas w sytuacjach wymagających podstawowego myślenia. W Wielkiej Brytanii do korzystania z AI przy pracach zaliczeniowych przyznaje się 94% studentów, z czego 12% deklaruje, że bezrefleksyjnie kopiuje wygenerowane treści. W USA najwięcej nadużyć związanych z AI obserwuje się u studentów ekonomii i dziennikarstwa. Polscy studenci na forach takich jak Reddit otwarcie doradzają sobie w kwestii generowania prac licencjackich i magisterskich, co stało się w ostatnim czasie masowym problemem na uczelniach.
Czy studia w takim razie coś znaczą?
Szkoły wyższe stały się dostępne jak nigdy wcześniej. W USA zrezygnowano z egzaminów wstępnych, a uczelnie – zwłaszcza te prywatne – obniżają progi, by zapewnić sobie odpowiednią liczbę studentów. Istotnym zjawiskiem jest „inflacja ocen” – aż jedna czwarta osób uczęszczających na zajęcia wyrównawcze z matematyki na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego miała wcześniej z tego przedmiotu oceny celujące.
W Polsce studia również drastycznie zyskały na dostępności. Zjawisko to niesie ze sobą ryzyko dewaluacji wyższego wykształcenia – dyplom przestaje być świadectwem elitarności intelektualnej, stając się jedynie kolejnym certyfikatem uczestnictwa. „Inflacja stopni” prowadzi do paradoksu, w którym rynek pracy przestaje ufać akademickim poświadczeniom kompetencji. W dobie powszechnego dostępu do dyplomów kluczowe staje się pielęgnowanie zdolności, które wykraczają poza ramy formalnej edukacji – w świecie zalewanym przez gotowe odpowiedzi warto zadbać o umiejętność analizy cudzych wypowiedzi i formułowania własnych myśli.

![Magistrzy analfabeci. Studenci polskich uniwersytetów osiągają wyniki niższe niż dziesięciolatki [BADANIE]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_joshua_hoehne_igg_W_Dx_HTAUQ_unsplash_a64328aeed.jpg&w=1920&q=80)









