Ted Bundy, Jeffrey Dahmer, Kuba Rozpruwacz czy Zodiak – te nazwiska i pseudonimy znamy niemal od przedszkola. Sława seryjnych morderców minionego milenium dorównywała sławie gwiazd rocka. Od przełomu wieków jest ich jednak coraz mniej.
Przeglądając stronę główną jakiegokolwiek serwisu streamingowego łatwo dojść do wniosku, że seryjny morderca czai się na nas na każdym rogu. Większość wywołujących dreszcz na karku historii jest jednak inspirowana latami dzieci kwiatów i rock’n’rolla – bowiem to w latach 70. i 80. morderców było najwięcej.
Czy liczby rzeczywiście spadły?
Rzeczywiście, James Alan Fox, Jack Levin i Emma Fridel na podstawie baz danych Radford University i Florida Gulf Coast University opisali liczbę seryjniaków.
Według Foxa, profesora kryminologii na Northeastern University, spadek wynika z wielu czynników, od rozwoju kryminalistyki, przez zmiany w prawie, aż do prozaicznego rozwoju technologicznego, który umożliwił śledczym łatwiejszą identyfikację i znajdowanie dowodów. Istnieją też jednak mniej oczywiste teorie.
To wszystko wina heavy metalu
Hipoteza o ołowiu i przestępczości, czyli lead-crime hypotesis, bezpośrednio łączy ciężki metal z rekordową liczbą seryjnych morderców oraz ogólnej liczby przestępstw z użyciem przemocy w latach 80. XX wieku. Badania sugerują, że wysoki poziom ołowiu u dzieci upośledza ich rozwój umysłowy, zdolność uczenia się i kontrolowanie zachowania. Wykazano też silne powiązania metalu w krwi z agresją i zachowaniami antyspołecznymi.
W przeszłości, ołów był wszechobecny w codziennym życiu – w benzynie, rurach wodociągowych czy farbach budowlanych – co prowadziło do masowej ekspozycji populacji. Wraz z sukcesywnym wycofywaniem ołowiu z paliw i farb, nowe pokolenia dzieci przestały być narażone na jego toksyczne działanie – a w podawanych jako przykład Stanach Zjednoczonych – od lat 80. XX wieku wskaźnik zabójstw spadł o połowę.
Niektórzy badacze zauważyli stronniczość w literaturze naukowej – opracowania potwierdzające związek między ołowiem a spadkiem morderstw były częściej publikowane niż te, które go nie znajdowały. Część naukowców uważa także, że ołów mógł mieć jedynie marginalny wpływ na wzrost i spadek przestępczości.
Chemiczna kastracja
Farmakologiczne ograniczanie popędu, stosowane jako dodatek do kary, działa podobnie jak kastracja. Terapia lekowa drastycznie zmniejsza poziom testosteronu i dehydrotestosteronu w organizmie, powodując spadek częstotliwości natrętnych myśli i fantazji erotycznych, obniżają zdolność do erekcji i redukują fizjologiczny przymus zaspokojenia popędu. Mechanizm różni się jednak od kastracji – jest odwracalny.
Uznawana za kontrowersyjną metoda rehabilitacji pozwala na zmniejszenie prawdopodobieństwa recydywy. Zastosowana wobec sprawców wykrytych wcześnie – co umożliwia postęp kryminalistyki – może realnie ograniczyć seryjność przestępstw. Same zastrzyki nie są jednak wystarczające – skuteczne leczenie wymaga połączenia farmakologii z terapią psychologiczną.
Morderstwa są też mniej medialne
Czynnikiem, który nie jest bez znaczenia, są też grupy, które targetują zabójcy. Podczas gdy bogatsze warstwy społeczeństwa zabezpieczają się przy użyciu nowoczesnych narzędzi, osoby z marginalizowanych grup, czy osoby w różnorakich kryzysach pozostają narażone na działanie przestępców. Ich nieszczęście nie budzi jednak w mediach takiego odzewu, jak nieszczęście spotykające klasy uprzywilejowane – więc mówi się o nim mniej.
Bazy danych liczą wyłącznie tych sprawców, których złapano i o których policja poinformowała. Jeśli ofiarami są osoby, których zaginięcia nikt nie zgłasza, a media nie odnotowują, to spadek liczb może być po części po prostu spadkiem widoczności.










