Gdy w 1999 roku na ekrany wszedł „Oczy szeroko zamknięte” Stanleya Kubricka, rytualna scena w rezydencji Somerton wzbudziła niemałe poruszenie. Nikt nie spodziewał się, że niewiele później stanie się ona inspiracją dla organizatorów imprez na całym świecie.
Enigmatyczny link i równie enigmatyczne zdjęcie. Wejście do niepozornej kamienicy, przy którym ochroniarz sprawdza listę. Hasło znane wybranym. Imprezy otoczone tajemnicą nie są już tymi, o których się nie mówi. Dziś mówi się o nich najgłośniej.
Dlaczego tajne imprezy przyciągają? Psychologia niewiedzy
George Loewenstein, ekonomista behawioralny i profesor Carnegie Mellon University, opisał w pracy „The Psychology of Curiosity” ciekawość jako reakcję na lukę informacyjną. Pojawia się ona wtedy, gdy uświadamiamy sobie, że dzieli nas przepaść między tym, co wiemy, a tym, co chcielibyśmy wiedzieć.
Media społecznościowe i marketing internetowy przyzwyczaiły nas do przejrzystości – dwa tygodnie przed imprezą znamy line-up, oglądamy zdjęcia z poprzedniej edycji i film z wnętrza. Gdy słyszymy o wydarzeniu, o którym nie wiemy prawie nic, mózg odzwyczajony od niewiedzy zaczyna pisać własne scenariusze. Impreza, zamiast być tematem na sobotni wieczór, rozgrywa się w naszych głowach na długo wcześniej.
Z teorii Loewensteina płynie jednak wniosek praktyczny dla organizatorów. Ciekawość nie rodzi się z pustki, bo żeby dostrzec brak, trzeba coś już wiedzieć. Choć wystarczy niewiele – dresscode, hasło czy motyw przewodni – trzeba zapewnić haczyk, na który odbiorca może się złapać.
Elitaryzm czy bezpieczna przestrzeń?
Każda społeczność jest w pewnym stopniu ekskluzywna, choć grupy, przed którymi się zamyka, mogą się skrajnie różnić. Stworzenie przestrzeni, w której każdy poczuje się komfortowo, graniczy z cudem, a granica między społecznością, która ma gwarantować poczucie bezpieczeństwa, a elitaryzmem jest cienka. Zwłaszcza gdy o tym, kto wejdzie, decyduje profil na Instagramie i to, kto ze środowiska cię obserwuje.
Nie rewolucja, a renesans
Owiane tajemnicą spotkania nie są jednak nowością. W osiemnastowiecznej Wenecji, choć karnawał był publiczny, maska ukrywała tożsamość i status postaci. Noszono ją w całym mieście, od możnych po biednych, przez kilka miesięcy w roku. Anonimowość działała odwrotnie niż dzisiejsza lista gości – zamiast selekcjonować, zacierała różnice i pozwalała spotkać się ludziom, którzy poza karnawałem nigdy by się nie zetknęli.
Kultura klubowa też się ukrywała. Po Drugim Lecie Miłości w 1988 roku fala nielegalnych imprez rozlała się po Wielkiej Brytanii, a symbolem szczytu był Castlemorton w 1992 roku, gdzie przez tydzień bawiło się 30–40 tysięcy osób. Odpowiedzią parlamentu była ustawa Criminal Justice and Public Order Act, która weszła w życie 3 listopada 1994 roku i pozwalała policji na interwencję w przypadku zauważenia zgromadzenia puszczającego muzykę o powtarzalnym rytmie. Choć ustawa nie zakończyła kultury free party, zmieniła rachunek ryzyka.
Jeśli nie pasujesz do tłumu, nie wejdziesz
Choć bramki w Berghain to nie secret party, schemat jest podobny. O wejściu decyduje to, z kim przyjdziesz i jak będziesz wglądać. Ale choć dostanie się do środka czasami graniczy z cudem, a kolejka ubranych w konkretny sposób osób może wydawać się pretensjonalna, atmosfera w środku najczęściej okazuje się zaskakująco przyjazna. Bo wszyscy czują, że są wewnątrz swojej społeczności.




![Blink-182 × Linkin Park. Piosenka, której nigdy nie wydano [TRAILER]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_linkin_park_choice_doc_fc559c5667.jpg&w=1920&q=80)




![Dlaczego łatwiej nam zgłębić historię gwiazd niż własnej rodziny? [FELIETON]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_chris_curry_Y_Mt_Nvg_Ld_J_Qc_unsplash_c93a907a28.jpg&w=1920&q=75)
