Kobiece jęki zamiast muzyki u Toma Forda, namiętnie całujące się pary na widowni Diesla, gwiazdy OnlyFans na London Fashion Week i współpraca R&M Leathers z Pornhubem. Skąd wzięła się tegoroczna obsesja na punkcie seksu?
Pożądanie zawsze miało bliską relację z modą. Od szeroko komentowanych wybiegów Victoria's Secret po wykorzystanie motywów kojarzonych z sex workingiem. Gdy w 1967 roku Roland Barthes pisał w „Systemie Mody”, że ubiór stanowi semiotyczną maszynę produkującą znaczenia, jego tezę uznano za daleko idącą i rewolucyjną. Dziś, ponad pół wieku później, znaczenia pozostają, ale kontekst się zamazuje – a gorsety, sukienki typu „naked dress” czy lateks nie wrzucają nas już do konkretnego pudełka.
Przez dekady branżowym pewnikiem pozostawało wyświechtane hasło marketingowe: seks się sprzedaje. Choć media piszą, że pokolenie Z uprawia znacznie mniej seksu niż poprzednie pokolenia w tym samym wieku, nie jest to równoznaczne z brakiem zainteresowania nim – pornografia cieszy się bowiem większą popularnością niż kiedykolwiek wcześniej. Największe platformy, takie jak Pornhub, odnotowują miliardy wizyt miesięcznie, a najwięcej użytkowników to osoby poniżej 35. roku życia.
Czytaj także
Zmienia się podejście do erotyki, zmienia się też jej przedstawienie
Lata 70. trudno oddzielić od kontrkulturowej działalności Vivienne Westwood i jej sklepu SEX na King's Road w Londynie. Skóra, lateks, agrafki, podwiązki i koszulki z prowokacyjnymi grafikami miały na celu wprowadzenie estetyki BDSM do mody codziennej. Erotyka nie miała przy tym służyć uwodzeniu, lecz szokowaniu.
Erotyka w modzie to jednak nie tylko zasługa Brytyjki. Wystarczy wspomnieć zdekonstruowaną, podkreślającą w przerysowany sposób kobiecą sylwetkę bieliznę Jeana Paula Gaultiera, wypełnioną uprzężami kolekcję „Miss S&M” Gianniego Versace czy poszarpane koronki i spodnie z niskim stanem McQueena. Każdy z projektantów przemawiał własnym językiem i używał erotyki jako narzędzia do komunikowania innych znaczeń. Wszystkie te kolekcje łączy jedno – należą do najbardziej rozpoznawalnych w portfolio marek.
Tegoroczne nawiązania też są różnorodne
Haider Ackermann, dyrektor kreatywny Toma Forda, kilka dni przed pokazem wstawił na swojego prywatnego Instagrama nagranie, na którym Scott Barnhill uwodzi swoje odbicie w lustrze, zbliżając się do niego niemal na odległość pocałunku. Była to jednak tylko namiastka erotyzmu, który kilka dni później zobaczyliśmy na wybiegu. Modele w różnych stadiach rozebrania podziwiali siebie nawzajem i swoje odbicia, w uwodzicielski sposób strzelając oczami. Całość okraszona była, poza muzyką Tiny Turner i Davida Bowiego, jękami kochającej się pary.
U Ackermanna akompaniowało nagranie, a u Glenna Martensa siedzące na widowni pary. Dwustu rozsadzonych wśród gości performerów z kolektywu (LA)HORDE wchodziło w interakcje z widzami i sobą nawzajem, prowokując sytuacje, które przez jednych odbierane były jako niezręczne, a przez innych jako podniecające.
Natasza Zinko, stacjonująca w Londynie ukraińska projektantka, poszła w inną stronę, prezentując podczas London Fashion Week kolekcję powstałą we współpracy z platformą OnlyFans. Nawiązujący do idei obserwacji, prywatności i cyfrowego voyeuryzmu pokaz miał formę widowiska, którego częścią były pokazy tańca na rurze i elementy sztuki ulicznej. W pokazie wzięły udział działające na platformie OnlyFans Katie Price i aktorka Drea de Matteo.
Podczas tego samego sezonu marka R&M Leathers zaprezentowała swój debiutancki pokaz mody w zabytkowym Round Chapel w londyńskim Clapton. Pokaz został sfinansowany i wyprodukowany we współpracy z Pornhubem. Tytuł kolekcji, „Miss Leathers”, bezpośrednio nawiązuje do kultowej kolekcji Versace „Miss S&M”.
Westwood chciała szokować, Ford uwodzić, a dziś marki chcą po prostu, żebyśmy o nich mówili. Erotyka w modzie nigdy nie była tylko o seksie. Gdy dom mody i platforma z treściami dla dorosłych razem organizują pokaz, granica między prowokacją a marketingiem staje się bardzo cienka. Ale jak widać, seksualny marketing działa.











