Najnowszy odcinek podcastu K/lick K MAG-a i Androida, krąży wokół jednego pytania: czy technologia jest najlepsza wtedy, gdy przestajemy ją zauważać? Nikodem Rudziński, znany w sieci jako Szhakal, odpowiada, że tak, ale z gwiazdką. Rozmowa zaczyna się od dżemów, a kończy za kierownicą Leapmotora B10 Hybrid EV, w którym silnik spalinowy pracuje tak cicho, że nasz gość musiał się skupić, żeby go usłyszeć.
Szhakal pisze o technologii i AI, buduje własne narzędzia SaaS i, jak sam przyznaje, po studiach z programowania aplikacji chmurowych zdążył zapomnieć o kodowaniu. Wrócił do niego, gdy modele językowe nauczyły się pisać kod za niego. Wtedy przyszłość przestała być dla niego abstrakcją: pomysł na aplikację można opisać maszynie i sprawdzić na rynku.
Pytanie dotyczą głównie tego, co technologia robi z naszą uwagą, czasem i przyzwyczajeniami. Samochód pojawia się dopiero w drugiej połowie rozmowy, ale to w kabinie zbiegają się wszystkie wcześniejsze wątki.
Technologia – postęp czy ryzyko?
Szhakal zaczyna od rozróżnienia: czym innym jest technologia, z którą przestajemy wchodzić w interakcję, a czym innym taka, o której działaniu nic nie wiemy. Pierwsza to postęp, druga to ryzyko.
Przykład: inteligentny głośnik, który przetwarzał polecenia lokalnie, aż producent po cichu przeniósł je do chmury. Nasz gość nie podaje nazwy, z usługi korzystał ułamek użytkowników, ale pointa Szhakala jest inna: regulamin klikamy raz, a zmiany przychodzą, gdy nikt go już nie sprawdza.
Drugi przykład to zegarki ostrzegające przed nadciśnieniem. Gość mówi o połowicznej skuteczności: część osób z nadciśnieniem nie dostanie powiadomienia. Sedno pozostaje trafne: fałszywe poczucie bezpieczeństwa bywa groźniejsze niż brak czujnika.
Dwadzieścia cztery dżemy i jeden dobry domyślny wybór
Najciekawszy fragment dotyczy personalizacji, obietnicy, która zamieniła się w obowiązek. Marta Zinkiewicz przyznaje, że ustawienia zaczynają ją męczyć i przywołuje FOBO, fear of better options: niepokój, że inna opcja byłaby lepsza. Szhakal przesuwa akcent: męczy nas nie liczba opcji, tylko ich nieczytelność.
Jego przepis ma trzy składniki. Rozsądne ustawienia domyślne, które działają, zanim ktokolwiek zajrzy do menu (przykład z czasów, gdy zamknięcie Worda potrafiło zabrać pół dnia pracy). Kilka najważniejszych funkcji na wierzchu. Reszta odsłaniana stopniowo, w miarę oswajania się ze sprzętem. Jak mówi gość: wszystko jest trudne, dopóki nie stanie się proste.
Na poparcie przywołuje eksperyment z dżemami, zastrzegając, że liczby może pamiętać nieprecyzyjnie. W wersji źródłowej Sheena Iyengar i Mark Lepper w 2000 roku ustawili w kalifornijskich delikatesach stoisko raz z sześcioma, raz z dwudziestoma czterema smakami. Większy wybór przyciągał więcej ludzi, ale kupowało około 3 procent degustujących, przy sześciu słoikach około 30 procent. Późniejsze replikacje dawały mieszane wyniki, więc to raczej tendencja niż prawo fizyki.
Personalizacja ma też drugie oblicze. Ludzie nie lubią grzebać w ustawieniach, chyba że stają się one autoekspresją. Personalizacja męczy, gdy jest administracją, a wciąga, gdy jest stylem.
Kung-fu z pendrive'a
Ambient intelligence to dla gościa technologia, która sama proponuje kolejny krok: mail o treningach dziecka zamienia się w cykliczne wydarzenie w kalendarzu. Haczyk tkwi w ekosystemach. Wszystko działa gładko, dopóki sprzęty pochodzą z jednej rodziny.
Równolegle trwa odwrót w stronę analogu. Szhakal nazywa nostalgię szczęśliwym smutkiem i tłumaczy ją rytuałem: płytę trzeba było wyjąć, położyć, opuścić igłę, a ta chwila skupienia zostawała w pamięci. Zmiany utworu na Spotify nie pamięta nikt. Do tego dochodzi własność: płyta na półce jest nasza tak, jak playlista nigdy nie będzie.
Pada też najszczersze zdanie odcinka. Szhakal zautomatyzował około 80 procent pracy biurowej, a siedzi przy komputerze dłużej niż kiedykolwiek, bo uwolniony czas wypełnia nowymi projektami. Porównuje to do sprzątania: pralki i odkurzacze go nie skróciły, tylko podniosły standardy.
Wymarzony wynalazek? Wgrywanie umiejętności do głowy, jak Neo uczący się kung-fu w „Matriksie”. Wersja przyziemna: powszechne samochody autonomiczne. Tym mostem rozmowa przechodzi do motoryzacji.
Samochód z widżetami: Leapmotor B10 Hybrid EV
Czy auto stało się urządzeniem cyfrowym? Szhakal odpowiada językiem: o samochodach mówi się dziś mniej w kategoriach pojemności, a więcej w kategoriach systemu, funkcji i widżetów, czyli słownikiem smartfona.
Leapmotor B10 Hybrid EV to kompaktowy SUV marki, którą w Europie sprzedaje Leapmotor International, joint venture z koncernem Stellantis. Dla gościa była to pierwsza jazda autem z napędem elektrycznym. Pierwsze wrażenie: jeden ekran 14,6 cala i bardzo mało przycisków. Zamiast chaosu znalazł porządek, o którym mówił przy smartfonach: światła awaryjne i kierunkowskazy tam, gdzie spodziewa się ich ręka, rzadsze funkcje głębiej w menu, ale dostępne bez instrukcji.
Najwięcej frajdy dały mu dwa przyciski pod kciukami, „trochę jak w joysticku”, którym kierowca sam przypisuje funkcje. Szhakal porównuje je do dolnego doku iPhone'a i od razu ustawił zmianę trybu na sportowy: rdzeń pod palcem, reszta na ekranie. Do tego zapamiętywanie ustawień kierowcy i aplikacja, z której można zdalnie włączyć klimatyzację czy ogrzewanie foteli. Najbardziej podobała mu się funkcja nagrzania lub schłodzenia auta przed wejściem.
Najlepszą metaforą odcinka okazuje się napęd. B10 Hybrid EV to REEV, elektryk z przedłużaczem zasięgu. Koła zawsze napędza tylny silnik elektryczny o mocy 160 kW, a benzynowy silnik 1,5 litra nie ma z nimi mechanicznego połączenia i pracuje tylko jako generator. Bateria 18,8 kWh daje około 86 km jazdy na prądzie według WLTP, a z 50-litrowym bakiem łączny zasięg sięga według producenta 900 km. Do wyboru są cztery tryby energii: EV+, EV, Fuel i Power+.
Szhakal tłumaczy to po swojemu: w aucie siedzi mała elektrownia, która dolewa prądu do akumulatora. Spodziewał się „brum” znanego z klasycznych hybryd, tymczasem moment włączenia generatora musiał wyłapywać uchem. Czuć za to natychmiastowy moment obrotowy.
Czy kierunkiem technologii jest coraz większa złożoność pod coraz prostszym doświadczeniem? Gość mówi „tak”, z warunkiem. Im więcej automatyzujemy, tym bardziej się oduczamy, co widać, gdy wyłączy się autokorekta. Dobra technologia to taka, która nawet zawodząc, działa. W Leapmotorze widzi to w drobiazgu: auto otwiera się kartą i telefonem. Zgubisz jedno, zostaje drugie.
AI, której nie zauważysz, dopóki nie zjedziesz z pasa
AI w samochodzie kojarzy się z asystentem głosowym, ale Szhakal uważa go za najmniej istotną warstwę. Ważniejsze są systemy pracujące po cichu: rozpoznawanie znaków, utrzymywanie pasa, ostrzeżenie przy zmianie pasa bez kierunkowskazu. W B10 poczuł to na kierownicy, zanim zdążył pomyśleć. Od 7 lipca 2026 roku każde nowe auto rejestrowane w UE musi mieć system ostrzegający przed rozproszeniem kierowcy (ADDW). Kamera śledzi głowę i oczy, a gdy wzrok zbyt długo ucieka w stronę telefonu, auto upomina. Bruksela wpisuje to w cel Vision Zero: możliwie zero ofiar na drogach do 2050 roku.
To zarazem odpowiedź gościa na pytanie o Świętego Graala motoryzacji: drogi bez ofiar, a AI jako narzędzie bezpieczeństwa, nie zabawka.
W roku 2036 Szhakal nie wyklucza, że przestaniemy prowadzić, choć dziesięć lat to mało. Stawia na coś przyziemnego: archaiczne ma się wydawać przeklikiwanie menu w trakcie jazdy. Wsiadasz i samo się robi. Prowadząca dorzuca auto, które czeka już nagrzane, a tę część przyszłości da się zamówić już dziś.
Najlepsza technologia jest niewidoczna w użyciu, ale nie w działaniu, bo wtedy komfort zamienia się w ślepe zaufanie. Wygrywa nie ten, kto da najwięcej opcji, tylko ten, kto da dobre ustawienia domyślne i pozwoli resztę ułożyć po swojemu. A samochód stał się urządzeniem z kołami, co Leapmotor B10 Hybrid EV dobrze pokazuje: pod maską elektrownia, w kabinie wszystko pod ręką, a cała złożoność sprowadza się do tego, że po prostu się jedzie.


![Jimmy Fallon śpiewa „Sto lat” po polsku w „The Tonight Show” [WIDEO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Bez_nazwy_677d6476c3.png&w=1920&q=80)


![Garbaczewski: „Zły” Tyrmanda to bardziej „Breaking Bad” niż mrok [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_1920_1792404974059_zly1n_0540_544737e15c.jpg&w=1920&q=80)




![Moda festiwalowa 2026: pastele i krótkie kroje na Zamna Madryt [RELACJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_XK_Mvp_SRT_107548eca8.jpg&w=1920&q=75)