Moda festiwalowa rządzi się własnymi prawami: frędzle i brokaty z Openera kontrastują z długimi narzutami i kaloszami na Glastonbury. W poszukiwaniu uniwersalnego festiwalowego kodu wybraliśmy się zatem na Zamnę – festiwal, który również nieustannie ewoluuje, przenosząc się od dżungli w Tulum do piramid pod Gizą.
Tegoroczna edycja, w Madrycie, zaskoczyła nie tylko występem Black Coffee, ale także nowym podejściem do festiwalowego stylu. Stylizacje budowała tu paleta zamiast koloru. Czerń, ecru, piasek i khaki ułożyły się w garderobę, która wyglądała jak przedłużenie wakacji spędzanych w dobrym hotelu, a nie na polu namiotowym. Pastel pojawiał się rzadko i właśnie dlatego był widoczny: pudrowy róż albo bladoniebieski wzór bandany działały jak akcent na neutralnym tle.
Outfit pod konkretny adres
Zamna nigdy nie zbudowała sobie stałego domu, więc jej publiczność za każdym razem musi ubierać się od nowa. Festiwal wystartował w 2017 roku w dżungli Tulum, gdzie wilgoć sprawia, że każda kolejna warstwa ubrania jest zbędna. W kwietniu 2025 roku zagrał pod piramidami w Gizie dla gości ponad stu narodowości, a tam pustynna noc potrafi zaskoczyć chłodem. Od 20 do 22 listopada wraca do Khoroum Valley na Synaju, z zasadą, że wszystko, co się przywiozło, trzeba też zabrać ze sobą. Każda z tych lokalizacji ustala własny dress code, zanim zrobi to ktokolwiek z widowni. Do tej listy dołączył Madryt.
Madrycka edycja odbyła się blisko Universidad Autónoma de Madrid, około 15 kilometrów na północ od centrum - pod gołym niebem, z Black Coffee jako headlinerem oraz AMÉMÉ, Argią, Avangart Tabldot i Pablem Fierro w programie. Bramy otwarto w pełnym słońcu, na wysuszonej trawie, a impreza trwała długo po zmroku. Odpowiedzią na te warunki była krótka góra i krótki dół: czarne topy na ramiączkach, gorsety bez ramion, jeansowe szorty z postrzępionym brzegiem, białe mini. Najciekawsza sylwetka wieczoru łączyła top w kolorze kości słoniowej z drapowanym dekoltem typu cowl, wiązany na karku, z mini w odcieniu khaki o krojach cargo. Całość spinała mała zamszowa torebka noszona w dłoni jak kopertówka, a nie na ramieniu.
Wysoka cholewka
Najmocniejszy sygnał wieczoru szedł jednak od dołu. Mimo upału teren zdominowały kozaki: czarne do kolan na słupku, taupe na szpilce, kremowe na grubej, traktorowej podeszwie, a do tego kowbojki z beżowego zamszu z wycinanym ornamentem. Zestawione z gołymi nogami i mini dawały efekt, który w Madrycie wyglądał na przemyślany: ciężki but równoważył lekką górę, a przy okazji chronił przed trawą i nocnym spadkiem temperatury. Ażurowy kardigan w kolorze ecru, narzucony na czarną bazę, sprawdzał się jako jedyna warstwa potrzebna po zachodzie słońca.
Męska strona parkietu
Panowie postawili na wakacyjny sznyt bez kostiumu. Lniana koszula w delikatną kratkę, rozpięta do połowy, z podwiniętymi rękawami i kremowymi spodniami, mogłaby równie dobrze pojawić się na kolacji w Marbelli. Biały, oversize'owy T-shirt i grafika na czarnej koszulce pełniły rolę uniformu. Najodważniej wypadł komplet z błękitnym wzorem bandany: koszula i spodnie z tego samego materiału, pod spodem czarny T-shirt, na szyi srebrne łańcuchy z krzyżykiem, na stopach białe sneakersy. Prostokątne, czarne okulary przeciwsłoneczne nosili wszyscy, niezależnie od płci i zdejmowali je dopiero po zmroku.
Hiszpański akcent w line-upie
Dwa z pięciu nazwisk były lokalne i nie trafiły do programu z grzeczności. Pablo Fierro, producent z Teneryfy, buduje afro house od strony instrumentu, a nie sampla: pisze teksty, gra na gitarze, basie, perkusji i klawiszach, wydawał m.in. w Innervisions i MoBlack, współpracował z Louiem Vegą i z samym Black Coffee. Kanaryjskie pochodzenie słychać w jego setach, bo wyspy leżą bliżej Afryki niż Madrytu, a ich latynosko-afrykańsko-europejska mieszanka jest dla niego punktem wyjścia. Argia, czyli Helena Piti, to klasycznie wykształcona pianistka i kontrabasistka, rezydentka madryckiego Mondo Disko, z wydawnictwami na Kompakt i Atomnation, grająca w Watergate i fabric. Jej obecność ustawiła wieczór w miejskim, klubowym rejestrze, który dobrze współgrał z tym, co ludzie mieli na sobie: mniej przebrania, więcej garderoby.
Strefy poza sceną
Choć scena pozostawała centrum wydarzeń, festiwalowe życie toczyło się także poza nią. Strefy gastronomiczne i wypoczynkowe zaprojektowano tak, by można było na chwilę zwolnić, odpocząć od muzyki, spotkać się ze znajomymi albo poznać nowych ludzi. Organizatorzy hiszpańskiego festiwalu, w trosce o komfort publiki, zadbali o najmniejsze szczegóły. Postawili twarde „nie” dla papierosowego dymu na festiwalu, wyznaczyli za to specjalne strefy do używania produktów bezdymnych, takich jak ajkosy. W kraju tapasów i corridy papierosy stopniowo znikają z ulic, choć nadal pali je dziś blisko 9 milionów Hiszpanów, ale dzięki wyrobom bezdymnym odsetek palaczy zmalał w ostatnich latach. 2 miliony Hiszpanów zastąpiło bowiem papierosa vapingiem lub podgrzewaczami tytoniu, co było zresztą widoczne na samej Zamnie. Niektóre z takich stref dzięki światłom, scenografii i dodatkowym atrakcjom – stało się miejscem interakcji, konkurującym o uwagę z głównym parkietem. W efekcie przestrzenie poza sceną nie były jedynie zapleczem wydarzenia, lecz integralną częścią jego wizualnej oprawy i festiwalowego doświadczenia.
Zamna wchodzi w dziesiąty rok i świętuje go tam, gdzie zaczynała. Jubileuszowy sezon w Tulum potrwa od 31 grudnia 2026 do 10 stycznia 2027 roku. 4 stycznia Anyma pokaże tam nowy koncept ÆDEN The Lost Temple, a 10 stycznia sezon zamknie set Adama Porta. Madryt pokazał, że uniwersalny festiwalowy kod nie istnieje. Każde miejsce wymusza inną garderobę, a Zamna konsekwentnie z tego korzysta.



![Moda festiwalowa 2026: pastele i krótkie kroje na Zamna Madryt [RELACJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_XK_Mvp_SRT_107548eca8.jpg&w=1920&q=80)









