Wielkanoc kojarzymy z popiołem, święconką i lanym poniedziałkiem. Dawno temu nie było tak miło. Przyglądamy się tradycjom i obrzędom, które (na szczęście) już nie funkcjonują. Ile pozostało w nas słowiańskiej duszy?
Kultura, obrzędy i tradycje słowiańskie wciąż pozostają pewnego rodzaju enigmą – i nie bez powodu. Słowianie byli niepiśmienni aż do przyjęcia chrześcijaństwa, dlatego głównymi źródłami wiedzy pozostają zapiski z epoki już post-pogańskiej oraz relacje arabskich kupców i podróżników przemierzających Europę. Żadne z dostępnych źródeł nie wyczerpuje tematyki wierzeń naszych przodków na tyle, byśmy mogli poznać je dogłębnie. Mimo to można stwierdzić, że niektóre dzisiejsze tradycje – jak przystrajanie choinki czy malowanie jajek – mają korzenie właśnie w kulturze pogańskich Słowian.
Dziady, te z Mickiewicza
Koszmar każdego licealisty, opisany przez Adama Mickiewicza słowiański obrzęd Dziadów, był jednym z najważniejszych świąt naszych przodków. Obchodzono je dwa razy w roku: wiosną i jesienią, a daty uzależnione były od faz księżyca. Wierzono, że tego dnia dusze przodków schodzą na ziemię i nawiedzają wsie i domy żywych krewnych. Ich przychylność miała wpływać na płodność, urodzaj i zdrowie, starano się więc ugościć je jak najlepiej. Po środku wsi rozstawiano stoły, na nich misy z jedzeniem i piciem – kasza, kutia, chleby, jajka, miody i wódka. Uczta była też świetną okazją do biesiadowania żywych. Po skończonym posiłku stołów nie sprzątano – resztki zostawiano na noc, żeby przybyłe dusze mogły się najeść.
Posiłki stawiano również na grobach. Zwyczajowo wylewano kieliszek wódki na ziemię, rozpalano ogniska – miały wskazać zmarłym drogę do domu i dać im szansę na ogrzanie się. Swoją rolę odgrywali żebracy: wierzono, że to właśnie oni mają możliwość kontaktu z zaświatami. Obdarowywano ich jedzeniem i piciem, często ulubionymi posiłkami rodzinnych zmarłych, by zyskać ich wstawiennictwo. Stąd wzięła się nazwa święta.
Jare Święto, dawna Wielkanoc
Jare Święto przypadało na 21 marca i obchodziło symboliczne odradzanie się przyrody po zimie. Istniało wiele rytuałów upamiętniających ten dzień. Jedni ubierali słomianą kukłę, Marzannę, w białe szaty i koronę z gałęzi głogu, a następnie prowadzili ją wokół wioski przy dźwiękach grzechotek, by potem spalić lub utopić, co symbolizowało pożegnanie zimy, śmierci i choroby.
Inni zdobili jajka jako symbol odradzającego się życia. Wzory na skorupkach tworzyli przy użyciu roztopionego wosku, brązowy lub czerwony barwnik uzyskując przez zanurzanie jaj w roztworze z łupinami cebuli lub ochry. Zwyczaj zdobienia jaj wywodzi się ze Starożytnej Persji, gdzie jajka uważano za przedmioty o właściwościach leczniczych, używane do zdejmowania uroków.
Dziecko – przybysz z zaświatów
Narodziny dziecka były dla dawnych Słowian powodem do licznych obrzędów. Nowo narodzonego witano jako powracającą duszę, która niegdyś żyła już na ziemi. Matka chrzestna rozwijała niemowlę z powijaków i nagie kładła je na progu lub pod stołem, skąd podejmował je ojciec.
Miało to wydźwięk przyjęcia obcego. Ktoś przybył, głowa rodziny go uznaje. Dla Słowian miało to głęboki sens magiczny – do rodziny przywędrowała nieznana dusza wprost z zaświatów i prosi o prawo zamieszkania. Osobą władną udzielić takiej zgody był ojciec. Podnosił nagie dziecko z podłogi i kładł obok lub na napoczętym chlebie na stole – miało to w przyszłości zapewnić mu dostatek. Chleb jako łącznik między ziemią a niebiosami sankcjonował decyzję ojca. Następnie ojciec ponownie brał dziecko w ramiona, kołysał je, całował i unosząc, wypowiadał jego imię, ogłaszając światu, że jest to jego syn lub córka.
Obowiązkowe samobójstwo wdowy
Nasi przodkowie traktowali obietnice składane podczas ślubu dosłownie, przynajmniej te złożone wobec możnych. Kiedy żona stawała się wdową, znajdowała się w trudnej sytuacji: mogła podążyć za mężem na stos lub pozostać przy życiu jako wdowa, co w oczach społeczności oznaczało, że mąż wcale nie był dla niej tak ważny.
Należy jednak zaznaczyć, że ten zwyczaj nie był powszechny. Źródła wskazują, że w VI–VIII wieku dotyczył częściej wdów po wodzach i wieszczach, zaś w X wieku jego rola zmalała i obowiązek podążenia za panem w zaświaty przejęły nałożnice, czyli niewolnice. Wdowy po możnych uzyskały tymczasem wystarczający autorytet, by samodzielnie zarządzać majątkiem i rodziną.
Szczegółowy opis ceremonii śmierci nałożnicy pochodzi z relacji arabskiego podróżnika Ibn Fadlana, który był jej naocznym świadkiem w X wieku na terenie Rusi i dotyczy pogrzebu wodza wareskiego (wikińskiego), nie słowiańskiego władcy. Wokół tego opisu trwa wśród historyków spór o to, czy opisany rytuał należy klasyfikować jako słowiański, skandynawski czy multikulturowy. Kobieta była odurzana alkoholem i substancjami narkotycznymi, gwałcona, a rytuał kończył się jej śmiercią przez uduszenie i spalenie na stosie razem ze zmarłym.
Nowe życie trzeba chronić
Narodziny dziecka były wielkim świętem rodzinnym, ale miłość nie była jedyną rzeczą, jaka czekała niemowlę. Na słowiańskiego potomka czaiły się niebezpieczne demony. By uniknąć ich ingerencji, stosowano sprawdzone metody: przy kołysce zawiązywano czerwone wstążki chroniące przed urokiem, pod łóżkiem układano ostre narzędzia (żeby dziecko mogło się obronić), a wokół okien – ciernie, pokrzywy, sól i czosnek. Jedną ze skuteczniejszych metod ochrony było też wspólne udawanie, że niemowlę umarło.
