Zamiast jednorazowego zakupu – regularne opłaty. A gdy przestaniesz płacić, przestaniesz też posiadać. Kultura subskrypcji nie jest tylko nowym modelem biznesowym. To fundamentalna zmiana w relacji między człowiekiem a rzeczami, które uważa za swoje. Płacisz, więc masz. Nie płacisz – tracisz wszystko.
Ekscytacja związana z zakupem nowego CD-ka, którego słuchamy na okrągło, a następnie zgrywamy, żeby znajomi też mogli sobie posłuchać, w dzisiejszych czasach nie ma swojego odpowiednika. Cieszymy się premierą nowej płyty, słuchamy jej minutę po wypuszczeniu i przechodzimy dalej – nie czując satysfakcji związanej z posiadaniem muzycznego artefaktu.
Dlaczego mielibyśmy kupować fizyczną płytę, skoro możemy odpalić ją na platformie streamingowej za połowę ceny? Tym bardziej, że wraz z zakupem abonamentu uzyskujemy dostęp do milionów innych płyt. Płacimy za dostęp, którego często nie potrzebujemy, i pozbawiamy się fizycznego zapisu wspomnień. Krok po kroku przemysł kulturalny i cyfrowy wepchały nas bowiem w nowy schemat funkcjonowania – niczego już nie posiadamy, za to wszystko możemy wynająć.
Iluzja oszczędności
Wydaje nam się, że oszczędzamy. Czym jest bowiem 30 zł miesięcznie? Nie bierzemy pod uwagę długotrwałego kosztu, który w przypadku rzeczy, które mamy na własność, z czasem staje się coraz mniejszy (koszt jednego użycia), a w modelu subskrypcyjnym stale rośnie.
Firmy sprzedające produkt coraz częściej oferują go również na wynajem. Od HP możemy na przykład wynająć drukarkę za 30 zł miesięcznie – po dwóch latach koszt subskrypcji przekracza cenę zakupu urządzenia o 20%, a mimo to użytkownik nadal nie jest właścicielem drukarki ani wkładów z tuszem. Dodatkowo HP nakłada limity na liczbę stron, które można wydrukować w miesiącu, i pobiera dodatkowe opłaty za ich przekroczenie.
Zdarzają się też subskrypcje oferujące dodatkowe opcje dla zakupionych już przez nas przedmiotów. Samochód, który mamy na własność, nie musi już mieć wbudowanego systemu GPS – pojawi się on, gdy będziemy płacić odpowiedni abonament. W niektórych modelach BMW możliwe jest nawet subskrybowanie aktywnego zawieszenia, mimo że kupiony przez nas samochód musi być już wyposażony w odpowiednie podzespoły, aby włączenie usługi było możliwe.
Najzabawniejszym przykładem jest inteligentny materac Eight Sleep. Urządzenie, którego pierwotny koszt przekracza 3 tys. dolarów, w momencie zakupu ma zablokowaną większość kluczowych funkcji – musimy za nie dopłacać prawie 20 dolarów miesięcznie.
Firmy zamykają nas w złotej klatce
Nie kupujemy gier na własność, bo już płacimy za Game Passa, albumów, bo mamy Spotify, ani książek, bo mamy subskrypcję na Kindle. Taki format daje nam dostęp do całego morza dóbr kultury – ale nad nami nieustannie tyka zegar, odliczający czas do następnej płatności.
Wiele programów, funkcjonujących wcześniej na zasadzie jednorazowych licencji, przerzuciło się na model subskrypcyjny. Po abonament sięgnęło chociażby Adobe – globalny lider odpowiedzialny za programy do tworzenia, publikowania i edycji cyfrowych treści. Operując na własnych formatach, uzależnia od siebie użytkownika, który rezygnując z subskrypcji, znacznie utrudnia lub wręcz uniemożliwia sobie dostęp do edytowanych wcześniej plików, nad którymi siedział wiele godzin.
Koszty subskrypcji nakładają się na siebie, składając na niezłą sumkę, którą w każdym miesiącu korporacje wyciągają z naszego portfela. Wpływa to na podwyższenie stałych kosztów życia: chcąc w danym miesiącu przyoszczędzić, nie możemy już odłożyć zakupu w czasie – musimy zrezygnować z czegoś, co do tej pory mieliśmy. A przyzwyczajeni do komfortu, nie oddamy go tak łatwo.
