FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Ludzie

UBAW: zapomniana przez gen Z sztuka dobrej zabawy [OPINIA]

Autor: tadeusznaparapecie
02-04-2026
UBAW: zapomniana przez gen Z sztuka dobrej zabawy [OPINIA]
UBAW: zapomniana przez gen Z sztuka dobrej zabawy [OPINIA]
fot. materiały prasowe „Groove”

Gdzie się podziały tamte prywatki? Na to pytanie kolejne pokolenia próbują znaleźć odpowiedź. Jedni szukają przynależności, inni chcą się rozerwać, schować się w tłumie. Gorzka prawda czasami smakuje jak espresso martini, a czasami jak espresso vanitas.

W mrocznej atmosferze dym, bass, zmiana rytmu, światło neonów wcina się w twarze pełne obojętności schowanej za okularami od Balenciagi. Tak, aby nikt tego naszego niesłyszalnego, cichego krzyku samotności nie zobaczył w naszych oczach.

Wychodzimy na imprezy nie dla celebracji tylko z samotności, jesteśmy w tłumie, a czujemy się osamotnieni, wjazd na funkcję to zazwyczaj podekscytowanie i onieśmielenie – mieszanka wybuchowa. Impreza przyciąga nas, ale czy z dobrych powodów? Papermag celnie zauważa: everyone wants to be near who they think is somebody. Problem w tym, że nikt nie jest do końca pewien, czy sam jest tym kimś.

Osobiście wychodzę dla doświadczeń, świeżości, emocji. Miłość do muzyki skupia ludzi wokół czegoś, czego nie da się upozorować. Pomimo modnych w ostatnich sezonach rave'ów w kawiarniach i popołudniowych open air'ów, moim zdaniem najprzyjemniejszą porą na imprezowanie wciąż pozostaje noc. Po zmroku nie musimy udawać. Możemy po prostu być. Podryfować w niekończącym się szumie, na krótki — jak papieros wypalony przed wejściem do klubu — moment zniknąć. Bezustannie. Bez wymówek. Bez oceny.

Ale na pewno? Tłum nie wybacza.

Zastanawiałem się ostatnio przy okazji moich urodzin, na hucznej celebracji, dlaczego w ogóle Ci ludzie tu przyszli i po co właściwie imprezujemy? Czy chodzi o nawiązywanie prawdziwych więzi, czy jest to kolejna forma eskapizmu?„To jest jedno i drugie, i nic” – mówi interdyscyplinarny artysta Cain Lima w rozmowie z Papermag.

 

 

„Gdyby nie było więzi, czułabym się samotna, więc nie wychodziłabym. Mimo, że czułam więź w domu to nadal decyduję się wychodzić” .
fot. tadeusznaparapeciefot. tadeusznaparapecie

Kontradykcje to przecież definicja nocnego życia.

Skoro już wiemy who and why dunnit – czas porozmawiać o tym, co zostało wynalezione na długo przed wszystkimi tymi analizami:

U B A W, czyli sztuka dobrej zabawy.

To nie wybieranie fitów pod Instagrama, chodzenie w modne miejscówki, spotkanie „przypadkiem” oraz ciągłe performowanie. Imitowanie rzeczywistości znane z antyku jako zasada mimesis. Ubaw to odpuszczanie sobie i pozwolenie na absolutną swobodę i nieskrępowane bawienie się. Powiecie, że się czepiam i przesadzam. Teza na wyrost i w ogóle pretensjonalne gadanie i tylko tyle i nic więcej, ale kiedy ostatnio poszliście na imprezę bez telefonu? Bez żadnego digital footprint, oznaczeń, lajków, screenów. Tylko wy i doświadczanie.

Zamknij oczy. Weź głęboki oddech. Daj się ponieść. Co czujesz?

Zawsze było głośno o ludziach, którzy to rozumieli. Kate Moss – ikona lat 90., której wizerunek z epoki to synonim niewymuszonej nonszalancji. Kate Moss, czy może Kate Mess, z głową zwisającą przez okno paląca beztrosko zielone Marlboro. Nasza ulubiona imprezowiczka, która nawet po całonocnej zabawie wygląda mega szykownie. Nie robiła tego dla paparazzi, żyła po swojemu. Nie bała się złamać zasad, aby postawić na swoim. Właśnie dlatego wciąż pamiętamy ją jako legendę, a nie niepoprawną imprezowiczkę.

 

Aktualnie mamy nostalgiczny powrót do czasu indie sleaze, ery Tumblera, roku 2016 czy chociażby hitów sprzed laty. Chyba najbardziej znaną osobowością łączącą te zjawiska jest obecnie Charli XCX. Podbija festiwale, kluby, dj sety, piżama party twojej siostry, a nawet duży ekran wraz z „The Moment”, mokumentem o personie 365 Party Girl i oczekiwaniach wiążącym się z niekończącym się having fun.

I czego możemy się od nich nauczyć? Bycia sobą bez skrupułów, zapraszania znajomych i włączania ich do tanecznego kółka, łapania chwili i nie przejmowania się tym, że ktoś na nas krzywo spojrzy, lub że źle wyszliśmy na rozmazanym mirror selfie o 3 w nocy w klubowej toalecie. Prawdziwe uosobienie ubawu to katharsis – danie ujścia temu, co napięte, przez coś, co jest po prostu przyjemne.

zabawa ->zabawienie ->zbawienie

Może i niedaleko pada jabłko od Iphona, aczkolwiek ja dziś nie szukam newtonowskich idei powszechnego przyciągania. Myślę tylko, że imprezowanie to jednocząca forma sztuki.

United we rave, divided we scroll – hasło ExUTDF

A na pytanie o te prywatki sami sobie odpowiedzcie. Ja nie mam czasu, bo właśnie wychodzę na imprezę.

FacebookInstagramTikTokX