Społeczeństwo nie traktuje utraty przyjaciela równie poważnie co utraty partnera – mimo że ta pierwsza czasami boli nawet mocniej.
Gdy popijając poranną kawę usłyszałam słowa: „bardzo cenię cię jako osobę, ale nie możemy się dłużej przyjaźnić”, moje serce pękło na pół. Inaczej niż w przypadku romantycznych zerwań, w których często da się wyczuć zbliżający się koniec, to wyznanie wzięło mnie z zaskoczenia. Nie było poprzedzone kłótnią, stopniowym ochłodzeniem ani żadnym sygnałem ostrzegawczym. Po prostu – rano miałam przyjaciela, a wieczorem już nie.
Relacje przyjacielskie potrafią się kończyć niezależnie od nas. Przyjaciel znajduje partnera romantycznego i zapomina, że relacje platoniczne też wymagają czasu, albo wręcz przeciwnie – zaprzyjaźniona para się rozchodzi i odcina od wszystkiego, co przypomina jej o byłym partnerze. Czasem po prostu wyrastamy z siebie nawzajem, a nikt nie ma odwagi powiedzieć tego głośno.
Zerwania przyjaźni nie są wcale rzadkością
Według badań przeprowadzonych przez socjologów Geralda Mollenhorsta, Beatę Völker i Henka Flapa, przez okres siedmiu lat ludzie tracą średnio połowę bliskich przyjaciół. Utrzymywanie bliskich relacji platonicznych jest szczególnie trudne dla osób w związkach, nie mówiąc nawet o tych, które mają dzieci. Gdy nasza rzeczywistość drastycznie się zmienia, zmieniają się też potrzeby i możliwości, jakie mamy.
Niestety o bólu związanym z utratą przyjaciela nie mówi się zbyt wiele. Inaczej niż w przypadku relacji romantycznych, których każdy scenariusz zerwania znajdziemy w „Seksie w wielkim mieście” czy milionie innych popkulturowych klasyków, obrazy zakończonych przyjaźni są dużo rzadsze. Przez tę niedoreprezentację może wydawać nam się, że przyjaciel nigdy nie złamie nam serca – aż się to nie stanie.
Wynika to z obsesji na punkcie romantycznej miłości, jaką przejawia społeczeństwo amatonormatywne – zakładające, że każdy prosperuje najlepiej w związku romantycznym i że relacje te powinny być preferowane ponad inne rodzaje więzi.
Od dziecka mówi się nam, że przyjaciele zostają. Przygotowujemy się na złamane serce, ale tylko jeśli złamie nam je partner romantyczny. Do tego obietnice na mały paluszek, że będziemy BFF – Best Friends Forever – jakby nie brało się pod uwagę tego, że nic nie trwa wiecznie.
Nastawiamy się i przywiązujemy, niejednokrotnie biorąc przyjaciół za pewnik. Idea, że każda z naszych relacji romantycznych jest już na zawsze, wydaje nam się absurdalna – ale przez ten sam pryzmat nie umiemy spojrzeć na przyjaźnie.
Tracąc przyjaźń, tracimy nie tylko kontakt z ukochaną osobą – ale też wspólne rutyny, perspektywę i wsparcie emocjonalne
Według badań stworzenie przyjaźni wymaga ponad 200 godzin spędzonego razem czasu. Dla każdego ta liczba będzie trochę inna, ale gdy granica zostanie przekroczona, trudniej nam pogodzić się ze stratą. Wspólne rutyny, małe rytuały czy miejsca, które razem odwiedzaliśmy, zaczynają zamiast uśmiechu przywoływać łzy.
Nie ma określonych zasad
Jak zachować się w sytuacji, w której wiadomości stają się bardziej zdawkowe, czasu na spotkania zaczyna brakować, a na pytanie, czy wszystko w porządku, dostajemy tylko chłodne „tak”? Gdzie kończy się przyjaźń, a zaczyna znajomość? I czy spotykając kogoś, od kogo usłyszeliśmy, że „nie możemy się już przyjaźnić”, mamy się przywitać, czy raczej udawać, że się nie znamy?
Na utracone przyjaźnie nie ma niestety recepty. Brak zrozumienia ze strony otoczenia, szybsze bicie serca gdy wspólni znajomi pytają, gdzie podziała się twoja nieodłączna część, i trauma związana z niezrozumieniem, co poszło nie tak – to rzeczy, które wcale nie sprawiają, że żyje nam się lepiej. Ale każda bliska nam osoba w pewien sposób nas kreuje. Nawet jeśli tylko przez określony czas. I może właśnie o to chodzi – nie o to, żeby przyjaźnie trwały wiecznie, tylko na tyle długo, żeby coś po sobie zostawić.
