Miał około 35 – 40 lat, żył między IX a XI wiekiem w miejscu, które dziś jest senną wielkopolską wsią. Pochowano go osobno, z dala od reszty cmentarza, na pozostałościach wału grodu. To wystarczyło, żeby zainteresować naukowców z trzech kontynentów.
Cmentarzysko w Łeknie kryło ponad 400 pochówków. Wśród setek szkieletów jeden, oznaczony chłodno jako Ł3/66/90, wyróżniał się już samym umiejscowieniem. Dlaczego spoczął przy wale, a nie pośród wspólnoty? Tego nauka wciąż nie potrafi jednoznacznie wyjaśnić.
Dwie choroby, jeden szkielet
Pierwsze badania wykazały achondroplazję – wrodzoną chorobę genetyczną zaburzającą kostnienie śród chrzęstne. Późniejsza analiza zespołu z UAM w Poznaniu, Uniwersytetu w Liverpoolu i Uniwersytetu Arizony okazała się bardziej skomplikowana: mężczyzna cierpiał też na dyschondrosteozę Lériego-Weilla i hemimielię łokciową.
Dyschondrosteoza Lériego-Weilla to rzadki, genetycznie uwarunkowany zespół wad wrodzonych, charakteryzujący się karłowatością mezomeliczną i deformacją Madelunga, spowodowany mutacjami w genie SHOX. Chorobę opisali po raz pierwszy André Léri i Jean Weill w 1929 roku. Średniowieczny Polak nosił ją w kościach tysiąc lat wcześniej.
Ł3/66/90 jest pierwszym przypadkiem z okresu średniowiecza w Europie Środkowej, u którego zdiagnozowano oba schorzenia równocześnie. Achondroplazja pojawia się w zapisie archeologicznym stosunkowo regularnie. Dyschondrosteoza – w zaledwie kilku szkieletach na całym świecie. Zbieg obu w jednym organizmie to coś, czego europejska archeologia wcześniej nie znała.
Twarz z pikseli i kości
Brazylijski specjalista Cicero Moraes, znany z rekonstrukcji twarzy Homo sapiens sprzed 45 tysięcy lat, dostał skany czaszki i zabrał się do pracy. Metoda opiera się na tomografii żywego człowieka dopasowanej do badanego okazu – rozmiar nosa, uszu i ust wyznaczają pomiary z tomografii komputerowej żywych ludzi.
Efekt to dwa modele. Jeden czarno-biały, możliwie realistyczny. Drugi spekulacyjny – z ciemnymi włosami, brodą i kolorem oczu. Na obydwu widać to samo: ponad przeciętnie wydatne czoło i zapadniętą nasadę nosa. Ślady dysplazji wypisane w rysach twarzy.
Moraes powiedział Live Science:
Człowiek, który przeżył 35–40 lat z podwójną dysplazją szkieletową w epoce, w której medycyna sprowadzała się w dużej mierze do ziół i modlitwy, był konkretną osobą – z twarzą, którą teraz wreszcie można zobaczyć. To, jak żył, pozostaje tajemnicą.
źródło: National Geographic Polska

