Rosnące koszty życia, drogie mieszkania i poczucie braku perspektyw wyprowadzają na ulice pokolenie Z w kolejnych krajach, od Francji, przez Nepal po Peru. Dlaczego więc Polacy, którzy za wynajem mieszkania oddają znaczną część pensji, nie zabierają głosu?
Protesty, które media nazywają „powstaniem pokolenia Z“, ogarniają kolejne kraje. Ich przyczyny są różne: od korupcji po koszty życia. Wspólne jest poczucie, że dotychczasowe mechanizmy nie dają młodym ludziom bezpieczeństwa ani realnej szansy na lepszą przyszłość. Ceny mieszkań, czynszu czy czesnego rosną bowiem nieproporcjonalnie w stosunku do zarobków niezależnie od kontekstu politycznego czy narodowego.
Socjologowie wskazują, że o skali protestów decyduje kontekst kulturowy. Dlaczego w takim razie naród z tak bujną historią powstańczą wzrusza ramionami i w milczeniu znosi niedogodności? Co więcej, dlaczego krytycznym okiem patrzy na tych, którzy na te ulice wychodzą?
Lata 90. utemperowały Polaków
Po upadku komunizmu w 1989 roku w Polsce zdominowała debatę narracja, że każdy jest kowalem własnego losu. Problemy materialne i brak perspektyw postrzega się zatem nie jako systemowe, lecz jako skutek osobistej niekompetencji. Walkę o swoje prawa uznaje się za słabość, a bierność utożsamia z dojrzałością.
Jak w książce „Gniew“ tłumaczy filozof i publicysta Tomasz S. Markiewka, Polacy czują głęboką odrazę do polityki, w której widzą jałowy spór elit o władzę i puste slogany. Zaangażowanie w partie i organizacje jest skrajnie niskie: do partii należy zaledwie 0,8 proc. obywateli, a nawet organizatorzy demonstracji często unikają politycznej etykiety. Zapominamy przy tym, że polityka jest wszechobecnym wymiarem życia społecznego, a dystans wobec niej nie sprawi, że przestanie nas dotyczyć. Ten sposób myślenia ukształtował się już na początku transformacji.
Choć od lat 90. wiele się zmieniło, a pokolenie które podnosi dzisiaj rumor o realiach PRL słyszało tylko w opowieściach, narracja pozostałą taka sama. Politykę możemy zmieniać idąc do urn, ale nie wychodząc na ulicę.
Każde pokolenie żyło lepiej niż poprzednie
Znaczenie ma też różnica między Polską a krajami Europy Zachodniej. U nas, mimo inflacji z poprzednich lat, realne dochody gospodarstw domowych znów rosną, podobnie jak PKB i długość życia. Na Zachodzie sytuacja wygląda mniej optymistycznie: w wielu krajach standard życia przestał rosnąć, a dla części gospodarstw domowych spadł. Młodzi Polacy mogą więc mieć poczucie, że mimo trudności idą w dobrą stronę. Choć patrząc na to, że idziemy tym samym szlakiem co nasi zachodni sąsiedzi, ale kilka kroków dalej, poczucie to może być złudne.
Drogi czynsz bez zapalnika
Pod względem relacji dochodów do kosztów najmu Polska wypada na tle Europy niekorzystnie, a Warszawa należy do najdroższych stolic UE, a młodzi dorośli są przyzwyczajeni do tego, że czynsz pochłania nawet połowę miesięcznych przychodów. Nie znaczy to jednak, że są zadowoleni. Raczej jak żaba w powoli podgrzewanej wodzie przestali zauważać problem.
Indywidualistyczne podejście i brak wyraźnego zapalnika nie sprzyjają wychodzeniu na ulice. Tym bardziej że dotychczasowe protesty, m.in. w sprawie aborcji, praworządności czy płac nauczycieli, pokazały, że nawet masowa skala nie gwarantuje zmiany. Pozostaje też kwestia czasu: żeby opłacić wysoki czynsz, trzeba przecież pracować.


![American Horror Story „13”: Szatan na emeryturze [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_93d0547e_9e15_4892_a362_2bfc82bf2966_1789993338_2f4ce01954.jpg&w=1920&q=80)




