Zanim zaczynamy rozmowę klikamy na ekspresie kawę i z kubkami w dłoniach wychodzimy na balkon zapalić. Rozmawiamy o miejscach, które kochamy i ludziach, dla których gotowi jesteśmy te miejsca porzucić – co z tego, że żyjesz w ukochanym mieście, jeśli żyjesz w nim sam? – słyszę.
Powiedziałeś kiedyś, że przed publikacją „Hiphopkrtyty” mama prosiła cię o wycięcie tekstu „spłaciłem długi mamie, zamiast kupić mercedesa”. Teraz w skicie „nie pamiętam co było dalej” znowu sięgnąłeś po jej dość prywatną wypowiedź.
Mama nie wie, co umieściłem w skicie. Zdradziłem jej, że jest bohaterką jednego kawałka, ale nie powiedziałem, jaka jest jego treść. Uważam, że jak dzielić się historiami, to właśnie takimi, które są najbardziej ludzkie. Nie posadziłem mamy przed mikrofonem i nie kazałem jej mówić. To po prostu nagrana ukradkiem rozmowa z domu. Chcę, żeby ludzie wiedzieli, że ludzie rozmawiają ze sobą o tego typu sprawach.
Skąd właściwie pomysł na skity?
Trochę z przypadku. Szybko zapominam wszystko, co mi się mówi i był taki moment w którym chciałem ponagrywać opowieści rodziców dla siebie, na przyszłość. Chciałem mieć pewność, że będę mógł wrócić do tych historii. Na początku myślałem, żeby nagrywać tylko tatę, który jest starszym człowiekiem, ale później pomyślałem, że mogę nagrać też opowieści mamy i za kilka lat zadać jej te same pytania, żeby zobaczyć, czy odpowie tak samo.
A czujesz, że różnica wieku z tatą wpływa na to, co możecie sobie powiedzieć?
Nie, mój tata jest dość otwartym człowiekiem i po prostu bardzo fajnym, zabawnym, prawdziwym typem. Wydaje mi się też, że z wiekiem pogodził się z wieloma rzeczami i zaczął umieć o nich rozmawiać.
Mówiłeś zawsze, że jesteś poza rapowym środowiskiem.
I dalej tak uważam.
A organizacja 3ERY trochę tego nie zmieniła?
Ja generalnie jaram się muzyką, więc jak czegoś słucham i mi się to spodoba to ogromna radość móc zaprosić takiego artystę na swój festiwal. Ale nie wchodzę im później na backstage i nie mówię: „siema, boże, nie mogłem się doczekać, żeby was poznać”. Nie jestem też prowodyrem jakiś spotkań i przecięć, każdy ma swoją przestrzeń i niektórzy się lubią, inni może nie, nawet nie wiem. Chociaż drugi rok z rzędu zorganizowaliśmy pod koniec festiwalu prywatne ognisko na plaży i siedzieliśmy wspólnie do wschodu słońca, co – swoją drogą – jest nielegalne. Co jakiś czas przychodzi policja i każe nam się wynosić. No więc przechodzimy kilka kroków dalej, za krzaczek i kontynuujemy. Ale te dwa wieczory to był najdłuższy czas, jaki spędziłem w towarzystwie innych polskich muzyków ze sceny rapowej.
Z muzykami spoza tej sceny jest inaczej?
Totalnie tak. Zawsze jak przyjeżdżałem do Warszawy to chodziłem sobie do Spatifu, mam wrażenie, że to było magiczne miejsce. Teraz ta magia całkowicie mi przeszła. Dużo się wtedy spotykałem z muzykami, głównie instrumentalistami i z niektórymi dalej pozostaję w kontakcie. Z niektórymi nawet gram. Tymek Papior i Piotr Hański to moi przyjaciele, z Piotrem byłem nawet wczoraj na kawie.
Apropos Tymka, spośród wszystkich twórców, których wziąłeś na płytę tylko on dostał kawałek nazwany na swoją cześć.
To śmieszne, bo nawet nie wiem jak to się stało, że taki kawałek jest na płycie. Rozstawiliśmy pewnego razu w bardzo małym pokoju perkusję i mieliśmy zamiar nagrywać instrumental do utworów. Nie nagraliśmy instrumentala, ale powstał Tymoteusz Papior Interlude, który można powiedzieć, że jest poradnikiem jak zajebiście grać.
Czujesz, mając już ugruntowaną pozycję na rynku muzycznym, że z tyłu głowy gra ci komercja?
Czy myślę żeby zrobić coś tak, żeby było popularne?
Nawet nie. Często spotykam się ze zdaniem, że kiedy zaczynasz monetyzować swoją twórczość, to pojawia się masa głosów, sugerujących, jak powinna ona wyglądać, żeby się sprzedać. W rezultacie to co robisz przestaje być w pełni organiczne, wychodzące z ciebie.
Nie, ta płyta wyszła w pełni ze mnie, a raczej z chęci zabicia nudy. Siedziałem w pracowni, którą wynajęliśmy z Olafem i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Oglądałem filmy, paliłem petki, aż z nudów zacząłem znowu otwierać Abletona i sobie w nim grzebać. Więc śmiało mogę powiedzieć, że jest w tym świadomość i kmina, a nie ma wpływu osób, które zmuszałyby mnie do wydania albumu.
Po pierwszych wypuszczonych singlach z nowej płyty ludzie pytali, gdzie jest Szczyl z czasów „Bandy”. Sugerowali, że zdelikatniałeś, szczególnie, gdy wypuściłeś kawałek z Hubertem., o którym mówią, że tworzy „matcha rap”.
Tak mówili? No, ale ile można być takim typem typa. To nie była najlepsza wersja mnie jaka żyła i może ta teraz jest delikatniejsza, ale wiele razy słyszałem od ludzi i podpisuję się pod tym, że nie ma większej oznaki siły, niż umieć sobie pozwolić na delikatność.
Jak w takim razie odnosisz się do swoich słów sprzed trzech lat: „na menela żyłem od zawsze i nie umiem tego zmienić”?
Udało mi się to zmienić, ale dalej czuję pokłosie tego, że mam to w sobie. To były super czasy, imprezowaliśmy, bawiliśmy się, żyliśmy, ale później każdy znalazł jakieś swoje zajęcia albo swoje połówki i trzeba było przestać. Staram się sobie teraz to życie jakoś układać, chociaż nie jestem w tym najlepszy i w domu zdecydowanie jestem tą gorszą połówką jeśli chodzi o dbanie, by dom wyglądał jak dom. Ale staram się być bardziej odpowiedzialny, mniej menelski.
Czytaj także
Jak w takim razie wygląda twój typowy dzień?
Budzę się, idę wypić kawę, ze śniadaniem bywa różnie. Wolę zjeść coś rano, bo wiem, że będę głodny, ale jak nie mam nic w lodówce i muszę pójść na zakupy, to nie wracam do domu już do wieczora. Po kawce często spacerem idę do studia i tam siedzę. Albo coś zrobię, albo nie zrobię, ale i tak w nim jestem. Później, jeśli moi przyjaciele coś robią to do nich dołączam, a jeśli nie to wracam do domu.
Czyli potrafisz funkcjonować bez przysłowiowej siekiery nad głową i samodzielnie sobie organizować czas?
Absolutnie tak. Odkryłem w sobie na nowo miłość do muzyki i każdego dnia myślę o tym, że chętnie bym coś stworzył. Więc każdego dnia idę do studia i siadam i każdego dnia coś powstaje. Tylko nie zawsze jest to piosenka, której użyję na płycie, czasem jest to po prostu jakiś etap doskonalenia się, albo po prostu zabawy głową.
A masz teraz jakiś cel, który ci przyświeca?
Nie, dzięki bogu nie mam. Chciałbym po prostu grać koncerty, pisać kolejne płyty, rozwijać się muzycznie; może nauczyć się na czymś grać. Chciałbym żyć muzyką. Tak jak mówiłem, nie potrzebuję do szczęścia zbyt wiele. Dalej mam marzenia, ale nie są to rzeczy, bez których nie przeżyję, raczej małe przyjemności. Chciałbym na przykład otworzyć swoją klubo-kawiarnię, coś takiego koncertowo-piwno-wieczorowo-dziennego.
![Młodość zwykle wiąże się z idealizmem, a Szczyl i Zalia mówią, jak jest [wywiad]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fckeditor%2F0%2FZalia_Szczyl_KMAG_Kloskowski_11.jpg&w=1920&q=75)








