13. sezon „American Horror Story” to zjazd absolwentów: wiedźmy z „Coven”, Constance z „Murder House”, klaun Twisty i John Waters w kitlu flebotomisty. Ryan Murphy zrobił z tego trzynaście półgodzinnych odcinków, w których nikt nie umiera na stałe. Uwaga spoiler!
Jessica Lange wraca do „American Horror Story” i pierwsze, co robi jej Constance Langdon, to instruktaż mycia gąbką i patyczkiem. Pacjent, pan Nas, ma 87 lat, a uczeń to młody opiekun z hospicjum, który cudem przeżył katastrofę lotniczą. Lista miejsc, których nie wolno pominąć w trakcie kąpieli, jest długa i nieco bezwstydna. Lange dyktuje ją tonem damy z Południa, która podaje kucharce przepis na pieczeń.
W lutym 2025 roku ta sama Lange, zapytana przez Deadline o powrót do serialu, odparła krótko: „Oh Christ, no”. Półtora roku później stała w sukni Valentino w nowojorskim Hotelu Chelsea, gdzie 23 września odbyła się premiera. Murphy opowiadał, że była pierwszą osobą, do której zadzwonił, a ona postawiła jeden warunek: numer muzyczny. Dostała go w czwartym odcinku. Wrócę do niego, bo to najlepszy żart tego sezonu i chyba niezamierzony.
13-tka
Oś sezonu jest prosta jak ludowy przesąd. Ben DeSoto (Joey Pollari) pracuje w hospicjum i cierpi na triskaidekafobię, czyli silny lęk przed trzynastką. Jego dziewczyna Kira (Madelaine Petsch) trzynastkę ubóstwia i ciągnie go na urodzinowy wyjazd urządzony wokół tej liczby. Samolot rozpada się w burzy, przeżywają Ben i jedna z przyjaciółek Kiry. Miesiąc później chłopak dostaje nocne dyżury przy panu Nasie, który mieszka na trzynastym piętrze nowojorskiej kamienicy The Apollyon. Nazwa budynku pochodzi z Apokalipsy św. Jana, gdzie Apollyon jest aniołem otchłani. Jedyny niuans w tym sezonie.
Reszta to w zasadzie matematyka. Ojciec Bena zginął za kierownicą z 1,3 promila we krwi, co w amerykańskim zapisie daje 0,13. Kobieta, która go wychowała, zmarła w jego trzynaste urodziny. W piwnicy The Apollyon działa Club Hell, gdzie trzynaście kobiet, wśród nich Ewa Braun, Ayn Rand i Margaret Thatcher, ląduje w portalu do piekła, żeby podbić diabłu „biomarkery”, które przyspieszą jego setne urodziny.
Trzynastka wraca w rekwizytach, godzinach i numerach pięter z uporem, który po pierwszym odcinku bawi, a po szóstym męczy. Recenzent TV Obsessive porównał to do dziecka, które właśnie nauczyło się nowego słowa. Ja widzę raczej numerologię uprawianą przez kogoś, kto ma termin w poniedziałek, i mrugnięcie do fanów, którzy oglądają trzynasty sezon. Samo mrugnięcie jest w porządku. Gorzej, że serial mruga tak długo, że zaczyna to wyglądać na tik.
Pół godziny na koniec świata
Po raz pierwszy w historii serii odcinki trwają mniej więcej pół godziny. Trzeci odcinek, „Rauhnacht”, kończy się przed upływem 22 minut, co wyliczył Michael Savio ze „Slant Magazine”. Odcinki z pierwszych sezonów były mniej więcej dwa razy dłuższe.
Zwykłej antologii taka kuracja odchudzająca mogłaby wyjść na zdrowie. „Asylum” i „Coven” miały po trzynaście godzinnych odcinków i obydwa sezony w połowie wyraźnie nabierały wody. Tyle że „13” zwykłą antologią nie jest. Murphy sam porównywał ją do „Avengers” i obiecywał crossover wszystkich sezonów, a crossover żyje z wejść, rozpoznań i rachunków do wyrównania. Tutaj na każde wejście przypada kilka minut, po których montaż ucieka do następnego wątku.
Twisty zabija trzynaście osób na zajęciach w szkole klaunów, łącznie z prowadzącą je Tig Notaro. Kai i Winter Anderson z „Cult” przychodzą na przyjęcie do Constance. Elizabeth Short, Czarna Dalia z „Murder House”, budzi się bez pamięci i dostaje czerwony płaszcz. Każda z tych scen wygląda na zwiastun jakiegoś lepszego sezonu, który nie powstał.
Obsada i powrót Coven
Najlepiej zorganizowaną częścią sezonu okazuje się, co nikogo nie zdziwi, powrót „Coven”. Sarah Paulson znowu gra Cordelię Goode, Najwyższą. Obok niej stają Emma Roberts jako Madison Montgomery, Billie Lourd jako Mallory, Gabourey Sidibe jako Queenie, Leslie Grossman jako Coco i Frances Conroy jako Myrtle Snow. Paulson dokłada jeszcze kilka postaci, między innymi panią Venable z „Apocalypse” i Tuberculosis Karen z „Red Tide”. Evan Peters gra Tate’a, Kaia i Jamesa Patricka Marcha.
W szóstym odcinku March najeżdża akademię panny Robichaux z gośćmi swojej Diabelskiej Nocy z „Hotelu”: są Jeffrey Dahmer, Zodiak i Richard Ramirez. Cordelia ginie z sierpem w głowie. Odcinek później Fiona Goode, czyli znowu Lange, przywraca córkę do życia. Marie Laveau (Angela Bassett) wraca z zaświatów w zamian za Queenie, która trafia do prywatnego piekła i spotyka tam Delphine LaLaurie. Kathy Bates, według własnych słów, miała przy tym sezonie jeden dzień zdjęciowy. Zmarli kursują między światami z regularnością kolejki podmiejskiej.
Najgłośniejszego nazwiska z ogłoszonej obsady w sezonie nie ma wcale. Arianę Grande Murphy przedstawił w Halloween 2025 roku, a w lipcu 2026 wokalistka się wycofała, bo nie dało się pogodzić zdjęć z trasą Eternal Sunshine. W dniu premiery Murphy zdradził The Hollywood Reporter, że miała wrócić jako Chanel #2 ze „Scream Queens”, a cały wątek ze „Scream Queens” upadł razem z nią. Dwie inne Chanel z tamtego serialu, czyli Roberts i Lourd, są na planie i ponownie grają czarownice.
Jessica Lange
Constance jest tą samą kobietą co w 2011 roku, elegancka i przekonana o własnej dobroci. Opowiada Benowi, że powołanie do opieki nad innymi odkryła po romansie męża z pokojówką. Kiedy zaciekawiony pyta, co się stało z pokojówką, ta odpowiada z nostalgią, że strzeliła jej w oko. Constance z 2026 roku zawarła z panem Nasem pakt: pomaga mu przeżyć, a on ma wskrzesić jej dzieci. W całym tym zgiełku to jedyny wątek, który ma coś wspólnego z żałobą i jedyny, przy którym zapominałam, że oglądam zjazd absolwentów.
A teraz obiecany numer muzyczny. W czwartym odcinku Elsa Mars z „Freak Show” śpiewa „Is That All There Is?”, przebój Peggy Lee z 1969 roku napisany przez Leibera i Stollera. To piosenka kobiety, którą rozczarowało po kolei wszystko, co miało być wielkim przeżyciem. Murphy wstawił ją do odcinka, w którym trzynaście kobiet spada do piekła, żeby szatan mógł poprawić sobie wyniki badań krwi.
John Waters w AHS 13: piekło na planie filmowym
Najdziwniejszy casting sezonu wypadł najlepiej. John Waters gra pana Phibesa, flebotomistę ze słabością do węży, który pobiera diabłu krew i odlicza, ile jeszcze brakuje do setki. Nas obiecał mu w zamian karierę filmową. W finale okazuje się, że prywatne piekło Phibesa to plan zdjęciowy filmu „Motor Psychos from Hell”. Żadne ujęcie nie wychodzi, zdjęcia nie mają końca, a Phibes oświadcza, że mógłby tak przez wieczność.
Waters nie nakręcił pełnego metrażu od „A Dirty Shame” z 2004 roku, a tytuł jego piekielnego filmu pachnie motocyklowym kinem Russa Meyera. Czy autorzy finału, Ned Martel, Charlie Carver i Brad Falchuk, wiedzieli, że piszą najczulszą scenę sezonu, tego nie wiem. Dla mnie to jedyne piekło w „13”, które wygląda jak marzenie.
FX podał, że przez cztery dni po premierze „13” zebrało około 4 mln wyświetleń na Hulu i Disney+, najwięcej w historii serii w streamingu. 20 października, tydzień przed finałem, FX przedłużył serial o czternasty sezon.

![American Horror Story „13”: Szatan na emeryturze [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_93d0547e_9e15_4892_a362_2bfc82bf2966_1789993338_2f4ce01954.jpg&w=1920&q=80)







