Wszystko zaczyna się od pewnego specyficznego rodzaju ciszy – takiej, która w Polsce A, B i C potrafi dzwonić w uszach, zwłaszcza gdy wyjedzie się wystarczająco daleko od miast, by zapomnieć o szumie lodówek i powiadomieniach w telefonach.
Maciej Cuske potrzebował dokładnie tej ciszy, domowej kamery i kilkunastu lat nieustającej tradycji wspólnych wyjazdów, by stworzyć film, który wymyka się prostym kategoriom. „Kandydaci Śmierci” – dzieło nagrodzone na Millennium Docs Against Gravity, a wkrótce wchodzące do kin w całym kraju – zaczynają się niemal niewinnie: od decyzji ojca, który postanawia uratować syna przed cyfrowym odrętwieniem. Zabiera Stasia oraz dwójkę jego kolegów, Rafała i Adriana, w głębokie ostępy Podlasia, tam, gdzie zawracają przysłowiowe wrony. Warunki są surowe, wręcz spartańskie: namioty z ceraty rozstawiane na wilgotnej ziemi, woda czerpana ze studni, co smakuje żelazem, brak zasięgu, który gubi się w krzakach, brak internetu, brak jakichkolwiek bezpiecznych punktów oparcia dla współczesnego nastolatka.
Jedyną przynętą, wabikiem na tę męską wyprawę w nieznane, ma być kręcenie amatorskiego horroru. Rafał, zafascynowany kinem Quentina Tarantino, z miejsca połknął bakcyla. I tak oto w środku sosnowego boru rodzi się rytuał.
Amerykański mit na podlaskiej ziemi
Krytycy i widzowie szybko znależli dla tego filmu wygodną szufladkę, nazywając go rodzimym, dokumentalnym odpowiednikiem kręconego blisko dwanaście lat „Boyhood” Richarda Linklatera. Jest w tym porównaniu sporo prawdy, o ile zgodzimy się, że polskie dorastanie rzadko bywa tak gładkie jak amerykańskie projekcje. Czas nie jest tutaj abstrakcyjnym pojęciem z podręcznika do fizyki – staje się fizycznym ciężarem, namacalnym świadkiem zmian zachodzących w ciałach, twarzach i psychice trójki chłopców.
W tych słowach kryje się uniwersalna prawda o nowoczesnym rodzicielstwie: lęk przed tym, że życie przepłynie obok, podczas gdy my będziemy zajęci na nie zarabianiem.
Z roku na rok letnie wypady przestawały być wakacyjną zachcianką, a stawały się żelazną, niemal religijną tradycją. Towarzyszyła im wiernie Frunia – suczka, której obecność dodawała temu surowemu mikrokosmosowi odrobiny bezwarunkowej czułości. Z czasem jednak dzieciaki rosły. Zmieniały się ich priorytety, na twarzach pojawiały się cienie dorosłości, a kręcone przez nich niskobudżetowe horrory przestały być tylko zabawą w udawanie strachu, stając się surowym i bezwzględnym zwierciadłem ich własnych lęków, ambicji i rosnącej świadomości nadchodzących życiowych rozdroży.
Festiwalowy poklask i data premiery
Dokument triumfował na tegorocznym festiwalu Millennium Docs Against Gravity, zgarniając Nagrodę dla Najlepszego Filmu Polskiego w Konkursie Polskim oraz dwie nagrody publiczności. To dowód na to, że widzowie wciąż łakną prawdy – takiej, której nie da się wyreżyserować w sterylnych warunkach studia, zza kulis faktycznego dorastania.
„Kandydaci Śmierci” zadebiutują na dużych ekranach 7 sierpnia w ogólnopolskiej dystrybucji Against Gravity.








![Powrót z zaświatów. Reżyser „Drive” po 10 latach przerwy prezentuje „Jej piekło” [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Her_Private_Hell_FTR_4_K_239_2400_R709_G24_Picturelock_v15_GRADE_01_21_06_08_0000_879ec68386.jpg&w=1920&q=75)
