Ostatnio na TikToku wrócił temat career dysmorphii, czyli dysmorfii zawodowej – poczucia, że niezależnie od stanowiska, płacy i branży, w jakiej pracujemy, wszyscy dookoła rozwijają się szybciej i osiągają więcej.
Społeczeństwa, na które mocno wpłynęła kultura chrześcijańska, mają tendencję do nadmiernej skromności – chwalenie się przez wieki uznawano za grzech pychy. Polacy dodatkowo chętnie pomniejszają swoje zasługi. Nieumiejętność przyjmowania pochwał i zbywanie ich słowami „nie ma o czym mówić” czy „to nic takiego” zdają się nieodłączną częścią naszego DNA. Działając w tym schemacie, podważamy własne kompetencje i dystansujemy się od nich, co w dłuższej perspektywie prowadzi do zwątpienia.
Jednocześnie, obserwując w mediach społecznościowych kariery znajomych – wstawienie relacji to przecież nie przechwałka – łatwo nabrać przekonania, że wszyscy dookoła osiągnęli większy sukces niż my.
Zawsze znajdzie się marchewka, którą można gonić
Zjawisko dotyczy głównie młodszych pokoleń na rynku pracy – millenialsów i zetek. Wychowani w przeświadczeniu, że linearna ścieżka kariery to prosta droga do sukcesu, a dobrze zdana matura i studia na renomowanej uczelni wystarczą, by nie martwić się o swoją pozycję, zderzają się ze ścianą, jaką jest dzisiejszy rynek.
Nawet jeśli udaje nam się osiągnąć pewien sukces, zawsze znajdą się osoby, które osiągnęły większy. Punktem odniesienia nie są już bowiem znajomi i współpracownicy, lecz wszyscy aktywni użytkownicy sociali. Nigdy więc nie można odetchnąć, bo linia mety nieustannie się przesuwa.
Schemat jest prosty
Porównując się do innych, łatwo wpadamy w przekonanie, że jesteśmy do tyłu. Podważamy własny sukces i zaczynamy kwestionować swoje decyzje, co prowadzi do niepewności w przedstawianiu pomysłów i poczucia, że jesteśmy niewidzialni. Często naginamy własne granice, pracujemy więcej i dłużej, starając się udowodnić (głównie samym sobie), że zasługujemy na stanowisko, które zajmujemy.
W rezultacie zaburzamy balans między życiem prywatnym a pracą, która staje się kluczowym elementem naszej tożsamości. W dodatku elementem, którego nie jesteśmy pewni.
Zapominamy, że życia, które obserwujemy w mediach to tylko jeden kadr, wyrwany ze złożonej rzeczywistości. Trudno odnieść go do całości, jaką jest nasze życie – bowiem nie widzimy trudności, które pojawiły się po drodze. Ale na tym właśnie polega rola mediów – bo dopóki wierzymy, że sukces jest o jeden awans dalej, będziemy biec ponad własne siły.





![[Z archiwum K MAG] „Wszyscy wiemy, że jesteś tylko tak dobry, jak twoja ostatnia kolekcja” – wywiad z Victorem dE Souzą](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Victor_d_E_Souza_portraite_23c01204e6.jpg&w=1920&q=80)
![„Nauka jest trudna. Wytłumaczyć laikowi, jak działa szczepionka, nie jest łatwym procesem”. Rozmawiamy z Dawidem Polakiem [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Dawid_olarosafotografia2026_18_5df0fb8c36.jpg&w=1920&q=80)


