Biały smok złapany na filmie – czy spełni się scenariusz z „Gry o Tron”?

19-01-2026
Ładowanie...
Biały smok złapany na filmie – czy spełni się scenariusz z „Gry o Tron”?
fot. kadr z serialu „Gra o Tron”
Wideo, które podobno wyciekło z tajnej chińskiej bazy przedstawia białe, podobne do gada zwierzę o skórzastych skrzydłach. Internauci złapali wędkę i zaczęli szukać dowodów, że smoki istnieją naprawdę.

Sceptycy mówią, że nienajlepsza jakość kamery, brak szczegółów i dokładnych informacji o pochodzeniu filmiku dowodzą, że został on wygenerowany przez sztuczną inteligencję bądź za pomocą CGI. W końcu smoki na ekranach widzieliśmy już wielokrotnie – i nie braliśmy ich wcale za dowód rzeczywistego istnienia. A w tym przypadku zmienia się tylko kontekst udostępnienia nagrania – i jego jakość.

Kontrargumentem na sztuczną inteligencję jest teoria – co jeśli AI zostało wprowadzone właśnie po to, byśmy przestali wierzyć własnym zmysłom? Dowody przestają być dowodami – wszystko może być przecież wygenerowane.

A skoro nie możemy polegać na dowodach empirycznych, najbardziej namacalnych i dostępnych dla każdego, to w co mamy wierzyć?

Wątki się mnożą

Smoki występują w sztuce, kulturze i nomenklaturze (też tej naukowej) od setek lat. W XVI wieku pojawiały się w encyklopediach zwierząt jako jedyni przedstawiciele fikcyjnego gatunku. W słownikach z następnego stulecia pojawiały się nawet precyzyjne opisy – ze względu na gatunek, wiek czy miejsce występowania.

Kolejnym poruszanym przez zwolenników teorii o prawdziwości nagrania wątkiem jest chiński kalendarz. Wśród 12 znaków znalazło się 11 rodzajów zwierząt faktycznych i tylko jedno mityczne – właśnie smok. A skoro zwierząt na 12. pozycję nie brakuje, to po co mieszać w to fantastykę?

Najsilniejszym argumentem są jednak zupełnie niepowiązane ze sobą mity o smokach, istniejące w wielu częściach świata. Już 3000 lat p.n.e. pojawiały się pierwsze wzmianki o wielkich, wężopodobnych kreaturach. Występowały zarówno na Bliskim Wschodzie z rozróżnieniem na smoki wodne, jak Tiamat i lądowe, jak Mušḫuššu, jak i w kulturach zachodnich, w postaci szeroko znanego Drákōna strzegącego złotego runa, czy najważniejszej smoczej istoty Słowian – Żmija.

Brak kontekstu karmi obie strony sporu

Brak konkretnych informacji o pochodzeniu i lokalizacji, w której było wykonane nagranie nie wzbudza zaufania. Fakt, że ani chińskie władze, ani żadne organizacje się nie odniosły sprawia, że ludzie nie traktują go jak poważnego źródła – tylko jak medialny clickbait.

Te same przesłanki można interpretować zupełnie odwrotnie. Ci z przeciwnym punktem widzenia argumentują, że brak rządowego odniesienia to świadectwo prawdziwości, a nie jej zaprzeczenie. Komentarz, nawet przeczący, zwiększyłby zasięg filmu – a pozostawiony sobie i niekarmiony twardymi dowodami temat po prostu umrze. A rządzącym o to właśnie chodzi.

Nie jest to pierwsza sytuacja, w której rząd oskarżany jest o kolaborację ze światem sci-fi czy fantasy – zamknięte, owiane tajemnicą ośrodki badawcze skłaniają ludzi do przemyśleń. Mimo, że już mało kto pamięta o Strefie 51, swego czasu była ona głównym pokarmem dla teorii spiskowych. Teraz sytuacja jest bardzo podobna – ale zamiast kosmitów na tapet wzięty został smok.

Działania potrzebują celu

A cel jest w tym przypadku zupełnie przejrzysty. Smoki są potęgą, mogącą przy odrobinie sprytu pokonać nawet największe armie – o czym przekonaliśmy się na bazie źródeł, które do tej pory uznawano za fantastykę. A jeśli scenariusz z „Gry o Tron" okaże się realny, to zostaje nam tylko zastanawiać się, kto wygrałby starcie – smok, czy bomba atomowa?

FacebookInstagramTikTokX