Podczas gdy fale upałów sprawiają, że toniemy we własnym pocie, naukowcy ostrzegają – to najzimniejsze lato, z jakim będziemy mieć do czynienia w najbliższym czasie.
Ekstremalne fale upałów w Polsce kojarzą się nam raczej z lipcem lub sierpniem. W tym roku rekordowe temperatury padły jednak już w czerwcu. Przynajmniej tak zdawałby się sugerować zdrowy rozsądek – 40°C nie brzmi bowiem jak temperatura, która powinna występować w środkowej Europie.
Według przewidywań brytyjskiego narodowego serwisu meteorologicznego, tworzącego ogólnoświatowe analizy klimatyczne, jeśli zmiana klimatyczna będzie postępować w takim tempie jak dotychczas, temperatura w Wielkiej Brytanii do 2050 roku będzie dochodzić nawet do 45°C. I chociaż nie każde lato będzie cieplejsze od tegorocznego, na przestrzeni dekady Polska będzie musiała mierzyć się z temperaturami łamiącymi rekordy gorąca.
Błędne koło temperatur
Wyższe temperatury wysuszają ziemię, a im mniej wilgoci ma ona do oddania, tym mniej ciepła pochłania. Energia, która nie zostaje zużyta na parowanie wody, pozostaje w powietrzu i podbija wskaźniki na termometrach.
Dlatego też miasta wykazują zazwyczaj wyższą temperaturę niż wsie. Efekt miejskiej wyspy ciepła, zwanej w skrócie UHI, opisuje zjawisko, w którym obszary miejskie (zwłaszcza centra miast) wykazują znacznie wyższe temperatury powietrza i gruntu niż otaczające je, mniej zurbanizowane tereny pozamiejskie. Wynika to z faktu, że ziemia i roślinność ją porastająca, mające naturalne właściwości obniżające temperaturę, zastępowane są przez materiały budowlane, takie jak asfalt, kostka brukowa czy nawet dachy budynków, które absorbują i oddają ciepło zupełnie inaczej niż roślinność.
Właśnie z tego względu tak ważne są przestrzenie zielone w miastach. Choć ograniczone, przełamują wielkie cieplarniane lustro, jakim stają się miejskie ulice. Temperatura nie determinuje bowiem tylko naszego komfortu. Rekordowe numerki na termometrze obniżają jakość snu, prowadzą do wyższego zużycia energii na klimatyzatory czy wiatraki, a także sprzyjają powstawaniu smogu fotochemicznego, obniżając jakość powietrza.
Co wy na to, denialiści klimatyczni?
Badając temperaturę na przestrzeni lat, nie da się nie zauważyć wzrostu wartości liczbowych. W 1976 roku średnia roczna temperatura była wyższa o 0,3°C w stosunku do temperatur przed rewolucją przemysłową. W 2003 roku wartość ta wzrosła do 0,6°C i 1,4°C w 2025 roku. Znaczy to, w dużym uproszczeniu, że w ciągu 22 lat dzielących 2003 i 2025 rok, średnia temperatura wzrosła prawie trzykrotnie bardziej niż w ciągu 27 lat dzielących 1976 i 2003 rok.
Ostrzegał również, że środowisko naukowe spodziewa się występowania ekstremalnie wysokich temperatur regularnie, szczególnie w dużych miastach, gdzie ciepło nie jest neutralizowane.
Jednak czy fala gorąca, na którą wszyscy aktualnie narzekają, sprawi, że zastosujemy rozwiązania proponowane przez zespoły badaczy i projektantów ustaw klimatycznych od lat? Czy raczej, gdy tylko wyprzedane aktualnie w każdym sklepie wiatraki wrócą do asortymentu, a słońce choć na moment przestanie nas parzyć w ramiona, znowu odłożymy rozwiązania na później i zapomnimy, do czasu gdy sytuacja znów się nie powtórzy? Pytanie tylko, czy nie obudzimy się za późno.







![„Co do... kury?”: podlaska Godzilla, która wykluła się z lalkarskiego buntu [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_000_MYWU_33_H8_PWFDN_C124_ce7379dae2.webp&w=1920&q=80)



