Dla większości osób wyjście do kina to okazjonalna rozrywka i sposób na spędzenie wolnego wieczoru. Glenwood Hoskin Jr. ze Stanów Zjednoczonych zamienił jednak swoją miłość do kina w prawdziwe wyzwanie i w ciągu zaledwie 12 miesięcy obejrzał na dużym ekranie aż 1207 filmów. Tym samym ustanowił nowy rekord Guinnessa w kategorii największej liczby filmów obejrzanych w kinie w ciągu jednego roku.
Rekordową przygodę rozpoczął w kwietniu 2024 roku, a zakończył 31 marca 2025 roku. Przez ten czas regularnie odwiedzał swoje lokalne kino Regal Cinema w York Haven w stanie Pensylwania. Łącznie obejrzał tam 1207 produkcji, co oznacza średnio około 3,3 filmu dziennie. Wynik robi jeszcze większe wrażenie, gdy spojrzymy na osiągnięcie poprzedniego rekordzisty. Zachariah Swope obejrzał w kinach 777 filmów w ciągu roku. Glenwood poprawił więc ten rezultat aż o 430 tytułów.
Trzy filmy dziennie i dokładnie zaplanowany harmonogram
Jak udało mu się znaleźć czas na tak intensywne oglądanie? Kluczem okazały się dobra organizacja i konsekwencja. Glenwood każdego dnia sprawdzał repertuar kina i planował kolejne seanse. Starał się zaczynać jak najwcześniej, czasami spędzając w kinie niemal cały dzień, aż do północy.
Nie ograniczał się przy tym do jednego gatunku. Szczególnie upodobał sobie animacje, które często są krótsze i zapewniają lekką, przyjemną rozrywkę. Chętnie oglądał również komedie, a dodatkową frajdę sprawiało mu obserwowanie reakcji publiczności. Jak przyznał, niektóre filmy pozytywnie go zaskoczyły. Jednym z nich był „Dziki robot”, który okazał się znacznie lepszy, niż początkowo zakładał. Dobrze wspominał także „Deadpoola i Wolverine'a”.
Bicie rekordu wcale nie kosztowało fortuny
Można by pomyśleć, że ponad 1200 wizyt w kinie musiało sporo kosztować. Okazuje się jednak, że Glenwood znalazł sposób, by ograniczyć wydatki. Korzystał z abonamentu Regal Unlimited, za który płacił około 28 dolarów miesięcznie. Dzięki niemu mógł oglądać niemal nieograniczoną liczbę filmów bez konieczności kupowania osobnego biletu na każdy seans.
Oszczędzał również na jedzeniu. Zamiast regularnie kupować przekąski i posiłki w kinowym barze, przygotowywał jedzenie w domu i zabierał je ze sobą, a następnie spożywał w przerwach między seansami. W ten sposób mógł spędzać w kinie całe dnie, nie wydając przy tym fortuny.
Nie zapominał też o ruchu. W przerwach między kolejnymi projekcjami spacerował po terenie kina – zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz budynku. Dzięki temu wielogodzinne siedzenie w wygodnym fotelu nie oznaczało całkowitego braku aktywności fizycznej.
Kino stało się jego drugim domem
Podczas rekordowej próby Glenwood nie tylko obejrzał imponującą liczbę filmów, ale również dobrze poznał pracowników i kierownictwo kina. Z czasem nawiązał z nimi lepsze relacje. Obsługa chętnie pomagała mu nawet ustalać, które produkcje trwają najkrócej, co ułatwiało zaplanowanie kolejnych seansów.
Jak sam przyznał, ogromną przyjemność sprawiało mu wychodzenie z domu, realizowanie kolejnego celu i przebywanie wśród innych ludzi. Szczególnie cenił atmosferę sali kinowej, której nie da się w pełni odtworzyć podczas oglądania filmów na kanapie.
Dla 60-latka całe przedsięwzięcie okazało się więc czymś więcej niż tylko próbą pobicia rekordu. A jego historia pokazuje, że nawet ponad 1200 filmów w ciągu roku można obejrzeć bez wydawania fortuny – wystarczy dobry plan i odpowiedni abonament.



![American Horror Story „13”: Szatan na emeryturze [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_93d0547e_9e15_4892_a362_2bfc82bf2966_1789993338_2f4ce01954.jpg&w=1920&q=80)






