Kobiece bohaterki stworzone w nurcie Born Sexy Yesterday są niczym atrakcyjny potwór Frankensteina – zagubione w otaczającej rzeczywistości i nieświadome swoich sił. Na szczęście na ich drodze pojawia się skory do pomocy mężczyzna, który zostaje ich ojcem, nauczycielem i kochankiem. Choć trop pojawia się w filmach od dekad, nazwę uzyskał dopiero niedawno.
Rudowłosa kobieta o nieskazitelnej, wręcz genetycznie doskonałej urodzie ucieka z laboratorium, w którym została stworzona. W jednym momencie bez najmniejszego trudu powala grupę uzbrojonych strażników, a w następnym bez skrępowania rozbiera się przed obcymi mężczyznami. Brzmi jak scenariusz fetyszystycznego pornola, a to charakterystyka Leeloo z kultowego „Piątego elementu” Luca Bessona.
Umysł dziecka w ciele pięknej kobiety
Bohaterki tego typu pojawiają się w dziełach kultury, szczególnie w filmach, od dekad. Mimo to określenie Born Sexy Yesterday weszło do filmowego dyskursu dopiero w 2017 roku, za sprawą krytyka Jonathana McIntosha, autora kanału Pop Culture Detective. Opisał on powtarzalny schemat, według którego kreowane są bohaterki filmów fantastycznych.
Dziecinna nieznajomość świata i nadnaturalne umiejętności bohaterek uzasadniane są naturą gatunku. Przybyłe z innej rzeczywistości kosmitki, androidki czy wykreowane w laboratorium humanoidy nie mają przecież prawa rozumieć otaczającego je świata. Leeloo w „Piątym Elemencie”, Quorra w „Tron: Dziedzictwo” czy Mała Syrenka to tylko najbardziej znane przykłady.
Nieznajomość społecznych norm i konsekwencji wykorzystywana jest przez reżyserów do wprowadzania scen nagości – bohaterki, nieświadome swojego seksapilu, a najlepiej nieświadome, że seks w ogóle istnieje, rozbierają się przed mężczyznami, przytulają ich do piersi czy proponują aktywności, które w wykonaniu świadomej norm kobiety uznano by za perwersyjne.
Przeciętny mężczyzna staje się bogiem
W kontraście do pięknej, potężnej bohaterki męska postać w tej konwencji zazwyczaj niczym się nie wyróżnia. Jedyne, co czyni go w oczach partnerki wyjątkowym, to podstawowa znajomość zasad funkcjonowania w społeczeństwie. Ta wiedza wystarcza jednak, żeby uczynić go w oczach kobiety najmądrzejszym człowiekiem na świecie.
Choć popkultura przedstawia te relacje jako urocze i romantyczne – w końcu dwie nieodnajdujące się w społeczeństwie jednostki odnajdują siebie nawzajem – w istocie trop ten fetyszyzuje rażącą nierówność sił w związku i opiera się na męskim lęku przed doświadczonymi partnerkami.
Ale przecież to ona ratuje bohatera
Oskarżenia o mizoginię i grooming – bo trudno inaczej nazwać seksualizację dziecięcych cech bohaterki – fani konwencji odpierają prostym argumentem. W większości tych historii to kobiety mają nadprzyrodzone zdolności, dzięki którym ratują sytuację. A przedstawienie, że to kobieta ratuje mężczyznę, jest przecież feministyczne.
Tyle że siła bohaterki nigdy nie jest jej własna. To nie ona decyduje, kiedy i po co użyje swojej mocy – robi to w momencie, który wyznacza jej mężczyzna, i w celu, który on jej wyjaśnia. Sprawczość zostaje więc oddana kobiecie tylko na poziomie fabularnego efektu. Decyzja, wiedza i kontrola pozostają po stronie partnera.
Męska potrzeba kontroli
Filmy te, w większości tworzone przez mężczyzn i adresowane do mężczyzn, żerują na głębokiej, męskiej niepewności seksualnej i romantycznej. Bohaterka, która nie ma przeszłości, byłych partnerów ani doświadczeń, jest bezpieczną opcją. Nie naraża bowiem bohatera na porównanie, nie ocenia go i nie stawia przed nim oczekiwań. Trop odwołuje się też do patriarchalnych mitów o kobiecej czystości – partnerka jest „nieskażona” wpływem innych mężczyzn.
Born Sexy Yesterday to ubrane w fantastyczny kostium rozwinięcie znacznie starszego, kolonialnego motywu, w którym biali odkrywcy „cywilizowali" i uwodzili mieszkanki kolonizowanych terenów.
Schemat rzadko bywa odwracany. Gdy doświadczona kobieta spotyka skrajnie naiwnego mężczyznę, jego niewiedza nie staje się źródłem pociągu seksualnego, a raczej obiektem żartów. Dojrzałe kobiety rzadko poszukują partnerów o mentalności dzieci.
Czas zerwać ze stereotypem, w którym niewinność, bezradność i „czystość” są dla kobiety najwyższą rekomendacją. Zamiast romantyzować relacje o rażąco nierównym podziale sił, popkultura mogłaby wreszcie pokazać mężczyzn, których ekscytują partnerki w pełni im równe.





![„Tony”: zanim stał się Bourdainem, musiał zostać kucharzem [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_TONY_fotos_1_dadaa9c51b.jpg&w=1920&q=80)



