W ramach nadchodzącej, 26. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty (Wrocław, 23 lipca – 2 sierpnia oraz online do 9 sierpnia), w sekcji Shortlista zostaną pokazane krótkometrażowe filmy fabularne, dokumentalne i animowane produkcji lub koprodukcji polskiej. O dotychczasowych zachwytach i odkryciach oraz o tym, dlaczego warto się odważyć i przesłać swojego shorta, pisze Piotr Czerkawski, selekcjoner i kurator sekcji.
W „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” Emi Buchwald znerwicowani bohaterowie po latach nierównej walki z codziennością orientują się, że ukojenie może przynieść im symboliczny powrót do dzieciństwa. By do niego doprowadzić, dokładnie tak jak przed laty, budują na środku pokoju bazę z koców i poduszek, w której po raz pierwszy od dawna czują się naprawdę zjednoczeni. Ta plastyczna i urokliwa metafora doczekała się już wielu odczytań, a mnie od pewnego czasu kojarzy się również autotematycznie. Jako wieloletni kurator sekcji lubię traktować Shortlistę właśnie jako „bazę” – przestrzeń, która przynosi bezpieczeństwo, pozwala pielęgnować poczucie wspólnoty, a jednocześnie stanowi punkt wyjścia do śmiałej eksploracji rzeczywistości.
W analogii pomiędzy twórcami krótkich metraży a konstruującymi bazę dziećmi chodzi o znacznie więcej niż tylko o fakt, że shorty kręci się zwykle w młodym wieku, będąc na początku przygody z kinem. Znacznie ważniejsze wydaje mi się poczucie, że w obu sytuacjach trzeba zrobić coś z niczego i zaufać sile własnej wyobraźni, która potrafi unieważnić przyziemne ograniczenia. Krótkie metraże powstają często w pośpiechu i za niewielkie pieniądze, ale za to w warunkach niemal nieskrępowanej, niemożliwej do osiągnięcia na późniejszym etapie kariery, twórczej wolności. W Shortliście szczególnie chętnie przyglądamy się filmom wyrosłym z nonszalancji, skłonnym do ryzyka, realizowanym raczej z perspektywy uczniów zesłanych do kąta niż odbierających świadectwo z czerwonym paskiem.
Zdarza się przy tym, że akty artystycznej łobuzerii okazują się przepustką na największe salony. Na własnej skórze doświadczył tego Dawid Bodzak, który w swoim „Krokodylu” odważył się na inspirowany włoskim giallo, pozornie hermetyczny eksperyment, a tymczasem trafił z nim na festiwal w Cannes. Brawura Bodzaka została, rzecz jasna, doceniona również przez nas, a „Krokodyl” miał swoją polską premierę w Shortliście. Nowhoryzontowa definicja odwagi jest przy tym szersza i wykracza poza wyrafinowane formalne ekscesy. Na Nowych Horyzontach w ostatnich latach znalazło się choćby miejsce dla utrzymanego w stylistyce współczesnej baśni musicalu o sklepie rybnym („Soap Opera” Anji Zalewskiej), trwającej zaledwie trzy minuty, ekranizacji melancholijnego wiersza („4 psy” Macieja Białoruskiego), a także ironicznej animacji Yelyzavety Pysmak pod wszystko mówiącym tytułem „Ja i moja gruba dupa”.
Jeszcze inny rodzaj – przykuwającej naszą uwagę - twórczej werwy i młodzieńczej z ducha ciekawości świata demonstrują artyści, którzy odnieśli sukcesy na innych polach sztuki, ale postanowili spróbować swoich sił w krótkim metrażu. Należy do nich znana głównie z drugiej strony ekranu Olga Bołądź, która zaskoczyła jako reżyserka jednocześnie groteskowej i zaangażowanej, stanowiącej głos w dyskusji na temat zaostrzenia prawa aborcyjnego „Alicji i żabki”. Surrealistyczną wrażliwość swoich opowiadań na język animacji kongenialnie przetłumaczył niedawno w „Brief History of Us” Etgar Keret, a w mającym w Shortliście światową premierę „Poniedziałku: paprotce” perspektywy złotoustego rapera, skutecznego prawnika i lokalnego szczecińskiego patrioty połączył Adam „Łona” Zieliński.
Przyjmując z otwartymi ramionami przygodnych przybyszów z innych światów, w Shortliście równie chętnie gościmy również reżyserów i reżyserki, którzy już na etapie realizacji shortów wypracowywali autorski styl, rozwijany później w pełnych metrażach. We Wrocławiu swoje pierwsze festiwalowe sukcesy odnosiły choćby Agnieszka Smoczyńska, Kamila Tarabura czy wspomniana Emi Buchwald. Kto wie, być może część z nich za jakiś czas zyska chęć powrotu do „bazy”? Coraz częściej zdarza się w końcu, że uznani już filmowcy decydują się po latach, by ponownie spróbować sił w krótkim metrażu. Do grona, w którym znajdowali się choćby Wes Anderson czy Yorgos Lanthimos dołączył w zeszłym roku także Paweł Pawlikowski. Zrealizowana przez niego, przewrotna i wysmakowana wizualnie „Muza” została zaprezentowana na pokazie specjalnym i – ku zaskoczeniu samego reżysera – przyciągnęła komplet publiczności do jednej z największych festiwalowych sal. Trudno o bardziej motywujący widok dla twórców, którzy mniej więcej w tym samym czasie prezentowali swoje krótkie filmy w Shortliście i mogli poczuć, że od Pawlikowskiego dzieli ich raptem jedno piętro Kina Nowe Horyzonty.
Ostatnia szansa
Swoje produkcje na nowohoryzontową Shortlistę mogą nadsyłać autorki i autorzy w dowolnym wieku, zaś prace osób do 30. roku życia (urodzeni w 1996 roku lub później) będą dodatkowo konkurować o Nagrodę im. Zuzanny Jagody Kolskiej. Nie ma wymogu polskiej premiery. Filmy można zgłaszać do 2 kwietnia 2026. Wystarczy wypełnić prosty formularz: nowehoryzonty.pl/industry/entryForm.do
Szczegóły na nowehoryzonty.pl
