Suede pojawili się na okładce, zanim w ogóle wydali debiutancki singiel. Mieli reputację, garść koncertów w londyńskich pubach i Bretta Andersona, który na scenie potrafił wyglądać jednocześnie jak gwiazda i jak ktoś, kto tę gwiazdę parodiuje.
Po tamtym numerze „Melody Makera” posypała się lawina. Przed premierą debiutanckiego albumu Suede pojawili się na 19 okładkach magazynów, a „Q” w lutym 1993 roku ogłosił ich „zespołem roku”. Grupę, która wciąż nie miała na koncie żadnej długogrającej płyty. „The Independent” pisał wtedy, że żaden zespół nie wzbudził takiego szumu od czasów The Smiths, a może i Sex Pistols. Hype był absurdalny. Co rzadkie, okazał się uzasadniony: debiutancki „Suede” wszedł w 1993 roku na szczyt brytyjskiej listy jako najszybciej sprzedający się debiut od niemal dekady i zdobył nagrodę Mercury. Single „The Drowners”, „Metal Mickey” i „Animal Nitrate” otworzyły grupie drogę na same szczyty — ten ostatni wszedł do pierwszej dziesiątki. David Bowie przygarnął Andersona niemal jak swojego następcę, co przy glamowym rodowodzie zespołu brzmiało jak namaszczenie.
Ironia w tym, że Suede do dziś wymienia się obok Blur, Oasis i Pulp jako ojców britpopu, a oni sami traktowali tę etykietę bez należytej powagi. Drugi album, „Dog Man Star” (1994), był celowym krokiem w bok: barokowy, mroczny, kompletnie nie na rękę imprezowej fali, która właśnie zalewała Wyspy. Powstawał w bólach. Gitarzysta i współautor piosenek Bernard Butler odszedł jeszcze przed końcem sesji, a zastąpił go siedemnastoletni fan zespołu, Richard Oakes, który, nawiasem mówiąc, gra w Suede do dziś.
Prowokacja warta piosenkę
Na początku lat 90. Anderson rzucił zdanie, które prasa przedrukowywała przez kolejną dekadę: określił siebie jako biseksualnego mężczyznę, który nigdy nie miał homoseksualnego doświadczenia. To była prowokacja idealnie skrojona pod ówczesne tabloidy i jednocześnie kłopot, który ciągnął się za nim latami. Brian Molko z Placebo przyznał, że to właśnie ten cytat zainspirował „Nancy Boy”, a samą wypowiedź uznał za koniunkturalną.
W epoce „chłopaków zachowujących się źle” Suede budowali androgeniczny, dwuznaczny image świadomie i wbrew panującej modzie.
Antydepresanty
5 września 2025 roku ukazał się „Antidepressants”, dziesiąty album studyjny zespołu, wyprodukowany przez Eda Bullera, tego samego, który nagrał z nimi debiutancki singiel „The Drowners” jeszcze w 1992 roku. Anderson zapowiadał go zwięźle: jeśli „Autofiction” był ich płytą punkową, „Antidepressants” jest płytą post-punkową – „broken music for broken people”.
Krytyka przyjęła nową płytę zaskakująco ciepło jak na zespół trzy dekady po debiucie. „Uncut” dał jej 8 na 10 i nazwał najlepszym albumem od czasów „Coming Up”, „The Line of Best Fit” wystawił 9 na 10, pisząc o płycie celowo mroczniejszej, post-punkowej i konfrontacyjnej. Innymi słowy: na scenie w lipcu będzie gorąco.
Suede zagra 23 lipca na Letniej Scenie Progresji w Warszawie.

![„Backrooms”: ściana, za którą znika sens [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Backrooms2_164a2563bf.jpg&w=1920&q=75)
![„Hot Spot” – mamy pierwszy zwiastun nowego filmu Agnieszki Smoczyńskiej [ZWIASTUN]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_HOT_SPOT_1_8faa1e8e07.jpg&w=1920&q=75)
![Katarzyna Zillmann: „Zakopujemy się w schematach, przestajemy czuć, żyjemy z automatu i w rutynie” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Kasia_Zillmann_Serowik_Internet_25_b93b455f0f.jpg&w=1920&q=75)


![JMSN: „Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek nie miał chwil zwątpienia. A jeśli ktoś taki istnieje, to chyba jest Jezusem we własnej osobie” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_JMSN_Click_Bait_Era4_Press_Photo_Credit_Cameron_Mc_Cool_72c52ba8dd.jpg&w=1920&q=75)