Lista, której nie zapomnisz. Filmy, które wypadają poza jakikolwiek znany układ odniesienia i zostają w głowie długo po tym, jak ostatni kadr znika z ekranu.
Istnieje pewna kategoria kina, która opiera się wszelkim próbom klasyfikacji. Nie są to filmy trudne w rozumieniu „wymaga skupienia”, lecz filmy, które kwestionują sam akt oglądania – przyzwolenie na to, że ekran narzuca ci rzeczywistość. Każdy z filmów poniżej ma swój własny, wewnętrzny system logiki, tyle że rządzi się ona prawami snu, mitu, obsesji albo psychozy, nie klasycznie rozumianej dramaturgii.
Punktem wyjścia jest fakt, że film powstał za pieniądze Johna Lennona i Yoko Ono, wyprodukował go menedżer Beatlesów Allen Klein, a George Harrison zrezygnował z roli głównej, bo Jodorowsky odmówił usunięcia sceny mycia odbytu. Pięć sekund tej sceny okazało się ważniejsze niż obsada w postaci jednego z Beatlesów.
Przed zdjęciami obsada przez trzy miesiące ćwiczyła pod kierunkiem Oscara Ichazo z Instytutu Arica — medytacja zen, sufi, joga, Kabała, I Ching i nauki Gurdżijewa. Następnie wszyscy przez miesiąc mieszkali razem w domu Jodorowskiego. Na planie reżyser, zgodnie z instrukcjami swojego nauczyciela buddyjskiego, nie spał przez tydzień. Aktorzy podczas kręcenia jednej ze scen dostali psylocybinę. Ścieżkę dźwiękową improwizował trębacz jazzowy Don Cherry.
Film przez 35 lat pozostawał praktycznie niedostępny – dystrybutor nie chciał go wydać, Meksyk odmówił uznania go za dobro kultury narodowej. Oficjalne DVD ukazało się dopiero w 2007 roku. Na końcu Jodorowsky, grający Alchemika, zwraca się do kamery i każe zoomować, odsłaniając ekipę filmową. Czwarty mur zostaje złamany nie jako gest postmodernistyczny, lecz jako akt, może jedyny szczery, duchowego wyzwolenia.
