Cameron Winter i koncert w Carnegie Hall
Tytułowy Cameron Winter to wokalista brooklyńskiego zespołu Geese, który równolegle rozwija karierę solową. W grudniu 2025 roku, po miesiącach wyprzedanych koncertów z zespołem, muzyk wystąpił w nowojorskiej Carnegie Hall. Wydarzenie było szczególne nie tylko ze względu na prestiż miejsca, ale również na wiek artysty. Winter miał wówczas 23 lata, a jego solowy występ opierał się przede wszystkim na materiale z albumu „Heavy Metal”, wydanego w 2024 roku.
To właśnie ten koncert postanowił uwiecznić Paul Thomas Anderson. Reżyser, znany z takich filmów jak „Aż poleje się krew”, „Mistrz” czy „Licorice Pizza”, tym razem odszedł od fabularnej narracji na rzecz muzycznego doświadczenia. Pierwszy zwiastun „Cameron Winter at Carnegie Hall” stawia na atmosferę, zbliżenia i urywki występu, w tym fragment utworu „Dead at 23”. Zamiast zdradzać zbyt wiele, zapowiada seans, który ma pozwolić widzom poczuć się tak, jakby znaleźli się na widowni Carnegie Hall.
Film trwa 71 minut i został zrealizowany na taśmie 35mm. Po premierowym pokazie na New York Film Festival trafił również do programu londyńskiego festiwalu filmowego. Za amerykańską dystrybucję odpowiadają Janus Films i Criterion, a kinowe pokazy mają rozpocząć się 20 listopada 2026 roku. Co istotne, produkcja będzie prezentowana w ramach objazdowej dystrybucji na kopiach 35 mm. Za dystrybucję międzynarodową odpowiada MUBI.
Anderson, Safdie i koncertowy film dla introwertyków?
Za kamerą stanął Paul Thomas Anderson, a współproducentem filmu jest Benny Safdie, współreżyser „Nieoszlifowanych diamentów”. To połączenie twórców kojarzonych przede wszystkim z kinem fabularnym z artystą reprezentującym nowe pokolenie alternatywnego rocka samo w sobie budzi ciekawość.
Pierwsze recenzje po pokazach festiwalowych były bardzo entuzjastyczne. Film uzyskał początkowo 100 proc. pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes oraz 86 punktów na Metacritic. IndieWire porównywało go do kultowego koncertowego „Stop Making Sense”, wskazując jednocześnie na jego bardziej introwertyczny charakter. Z kolei „Rolling Stone” podkreślał w swojej recenzji wrażenie zanurzenia w muzyce.
„Cameron Winter at Carnegie Hall” może więc zainteresować nie tylko fanów Geese, ale również widzów śledzących twórczość Andersona. To spotkanie uznanego reżysera z muzykiem, którego kariera nabiera rozpędu. W czasach, gdy o popularności zespołu potrafią decydować zarówno koncerty, jak i internetowe spory, film Andersona dokumentuje coś więcej niż jeden wieczór na scenie – pokazuje artystę i zespół w momencie, gdy ich fenomen dopiero nabiera pełnego kształtu.