To historia nastoletniej Triny, która w przeddzień swoich 18. urodzin postanawia wziąć nogi za pas od toksycznej matki. Wszystko zmienia się wraz z przyjazdem tajemniczej rodziny z gór – ciotki Heleny i sparaliżowanej babci Reginy. Wizyta jest pierwszą kostką domina. Prowokuje niepokojące wydarzenia, ujawnia dawne kaszubskie rytuały, obnaża rodzinne sekrety. Trina od tej pory musi zmierzyć się z dziedzictwem przodków, które coraz silniej zaczyna wpływać na jej tożsamość, zacierając granicę rzeczywistości i koszmaru. Fabułę napędza klątwa upiora i nieodłączny dziś od gatunku motyw dziedziczonej, międzypokoleniowej traumy.
Za reżyserię odpowiada Marta Giec, która zainspirowana podaniami ludowymi z rodzinnych stron postanowiła stworzyć psychologiczny horror. Czerpała z dorobku filmowego m.in. Romana Polańskiego czy Ariego Astera, silnie bazując na realizmie magicznym. Giec podkreśla, że horror „pozwala na wyrażenie najgłębszych emocji i traum w formie uniwersalnej”. W rolach głównych wystąpią: Wiktoria Kruszczyńska, Gabriela Muskała, Magdalena Boczarska i Iwona Bielska.
Portret głównej bohaterki inspirowany jest Triną Papisten, straconą za czary w Słupsku w 1701 roku – jak podkreśla sama Giec, ostatnią osobą skazaną tam za magię, nie w całej Polsce, jak sugerowałby skrót myślowy. Reżyserka zna tę historię od dzieciństwa i postanowiła nadać jej „zupełnie nowe znaczenie". Oś fabularna obraca się wokół tytułowego òpiego, czy też łopiego, uznawanego za najniebezpieczniejszego ze wszystkich upiorów. Gdy wstawał z trumny, pustoszył wioski, sprowadzał śmierć i choroby samym spojrzeniem, wypijał krew żywych.
Czy polski mitologiczny potencjał zostanie wykorzystany?
Upiór, zwłaszcza w epoce romantyzmu, był przerażającą muzą. Pisał o nim Słowacki, pisał Mickiewicz, pisała i Janion. To kreatura Słowiańszczyzny, antyarystokratyczna, zjadająca własne rozkładające się ciało. Twórcy filmu po raz pierwszy chcą przenieść go na ekran. Było to trudne zadanie, ale współscenarzystka Dominika Kłoczewiak uznała je za „naprawdę ekscytujące”.
Òpi należy wyłącznie do kaszubskich gór, do kaszubskiej wsi – usadzenie go we współczesności może być nie lada wyzwaniem.
Słowiańska ludowość to wdzięczny grunt dla wyobraźni grozy – w teorii. W praktyce òpi jest stworem tak lokalnym, że część widzów nawet w Trójmieście może go nie kojarzyć. Czy to, co sprawdza się jako fragment rodzinnej legendy szeptanej przy stole, przetrwa konfrontację z publicznością przyzwyczajoną do „Dziedzictwa” i „Babadooka”? Przekonamy się na początku 2027 roku, kiedy Òpi trafi do kin.