Przyjechał do Polski z książką, która twierdzi, że powieść zniszczyła Hiroszimę. W Gdyni, na forum o pokoju, dopowiedział przypis: przemoc stała się naszym ulubionym gatunkiem rozrywki.
Richard Flanagan ma rzadki talent do zdań, które brzmią jak prowokacja, a po sprawdzeniu okazują się kroniką. „Powieść zniszczyła Hiroszimę” – pisze w „Pytaniu numer siedem” i nie jest to metafora z warsztatów kreatywnego pisania, tylko skrót biegnący od H.G. Wellsa przez węgierskiego fizyka do kopalni węgla, w której jego ojciec pchał wózki z urobkiem. Polskie wydanie, w przekładzie Macieja Świerkockiego, Czarne wypuściło 9 września. W październiku autor przyjechał je promować – był gościem warszawskiego Nowego Teatru, a 17 października usiadł przy jednym stole z Alesiem Bialackim i Normanem Daviesem na zamkniętym forum Horizons of Peace w gdyńskim Konsulacie Kultury.
Laureat Bookera, który pisze o pokoju, nie był w Gdyni dekoracją obok noblisty i historyka. Od trzydziestu lat robi w literaturze to, co Bialacki robi w praktyce: sprawdza, co zostaje z człowieka, kiedy przemoc dostaje pełnomocnictwo.
Domino, które zaczyna się od pocałunku
Książka otwiera się wizytą w kopalni. Ojciec Flanagana, Tasmańczyk wzięty do japońskiej niewoli, w 1945 roku był niewolniczym robotnikiem w kopalni węgla Ohama, pod dnem Morza Wewnętrznego, około 130 kilometrów od Hiroszimy. Syn przyjeżdża tam po latach i nie znajduje żadnego śladu po jeńcach, którzy tam pracowali. Cała reszta jest próbą zapełnienia tej luki.
I tu zaczyna się Flanagan, jakiego nie znaliśmy. Zamiast ciągnąć jedną nitkę, układa sekwencję klocków domina: romans Wellsa z Rebeką West, wydana w 1914 roku powieść Wellsa „The World Set Free”, w której pada określenie „bomby atomowe”, Leo Szilard, który po jej lekturze wpada na ideę jądrowej reakcji łańcuchowej, Projekt Manhattan, 6 sierpnia 1945 roku, kapitulacja Japonii – i wreszcie ojciec, który przeżył, więc mógł spłodzić syna. Recenzent „World Literature Today” zwrócił uwagę na jedno długie zdanie, w którym autor przeciąga cały ten łańcuch od początku do końca. To jest serce książki: biografia jako efekt uboczny fizyki jądrowej.
Najciekawsze jest to, czego Flanagan nie ukrywa. Scena, w której Szilard leży w wannie i myśli o neutronach, jest wymyślona – w podziękowaniach autor sam nazywa ją „czystą fantazją”. Wydawca mówi o splocie biografii, eseju i fikcji i tym razem opis z okładki jest dokładny. „Pytanie numer siedem” nie udaje reportażu. Pokazuje, gdzie fakt się kończy, a pisarz zaczyna dopowiadać, i na tej uczciwości opiera swoją siłę.
Drugi bieg książki jest lokalny i bardziej bolesny. Wells przyznawał w pierwszym rozdziale „Wojny światów” (1898), że Marsjanie mają przodka: Tasmańczyków, których europejscy osadnicy w ciągu pięćdziesięciu lat „wymazali z istnienia” w wojnie eksterminacyjnej. Flanagan, potomek irlandzkich skazańców zesłanych na wyspę w czasach Wielkiego Głodu, czyta to zdanie jako akt oskarżenia wobec własnej ziemi. Przez książkę przepływa też rzeka. Jako dwudziestojednolatek Flanagan utknął pod kajakiem na progach rzeki Franklin i prawie utonął. To doświadczenie dało mu kiedyś debiut, „Śmierć przewodnika rzecznego” (1994). Tu wraca jako dowód tezy, że życie to suma przypadków, które mogły pójść inaczej.
Tytuł pochodzi z wczesnego, żartobliwego opowiadania Czechowa „Pytania postawione przez szalonego matematyka”. Siódme pytanie brzmi tam: kto potrafi kochać dłużej, mężczyzna czy kobieta? Flanagan skraca je do „Kto kocha dłużej?” i nie podaje odpowiedzi. Robi tak celowo, bo jego zdaniem literatura ma stawiać pytania, a nie na nie odpowiadać. W książce o bombie tym pytaniem okazuje się historia ojca, który – jak relacjonuje recenzentka Shelf Awareness – powiedział synowi, że go kocha, dopiero na łożu śmierci.
Dwanaście lat nad koleją śmierci
Żeby zrozumieć, skąd bierze się eksperymentalność „Pytania numer siedem”, trzeba pamiętać, ile kosztowała Flanagana poprzednia próba opowiedzenia o ojcu. Archie Flanagan przeszedł przez budowę kolei birmańskiej, tej samej, którą kino zna z „Mostu na rzece Kwai”. Syn pisał o niej „Ścieżki Północy” przez dwanaście lat. Ojciec zmarł w dniu, w którym usłyszał przez telefon, że rękopis jest skończony – tak tę historię podawały w 2014 roku NPR i depesze agencyjne. W październiku 2014 roku powieść wygrała Bookera, w pierwszym roku, w którym nagroda była otwarta dla Amerykanów.
„Ścieżki” są klasyczną powieścią – z bohaterem, chirurgiem Dorrigo Evansem, z miłością, która go prześladuje, z obozem, w którym utrzymuje przy życiu innych jeńców. „Pytanie numer siedem” wygląda, jakby autor uznał, że fabuła była zbyt wygodnym schronieniem. Tamta książka zamieniała ojca w postać, ta próbuje go zostawić człowiekiem. To moja interpretacja, ale trudno inaczej czytać decyzję, by po Bookerze porzucić formę, która ten sukces przyniosła.
Kino dogoniło Flanagana z opóźnieniem, za to z przytupem. W 2025 roku Justin Kurzel, reżyser „Snowtown” i „Nitram”, zrobił z „Ścieżek Północy” pięcioodcinkowy serial: scenariusz Shauna Granta, Jacob Elordi jako młody Dorrigo, Ciarán Hinds jako stary, Odessa Young w roli Amy. Premiera odbyła się na Berlinale, w Australii serial trafił na Prime Video, a w Wielkiej Brytanii prawa kupiło BBC. Dla widza, który zna Elordiego z „Euforii” i „Saltburn”, to było pierwsze spotkanie z Flanaganem – i całkiem niezła furtka do jego proz.
Gdynia: Havel kontra „Gra o tron”
Forum Horizons of Peace odbyło się w roku stulecia Gdyni. Prowadziła je filozofka Katarzyna Kasia. Bialacki mówił o tym, że prawa człowieka słabną razem z demokracją, Davies – o imperiach, które znikają. Andrij Lubka, ukraiński pisarz, dziś w Siłach Zbrojnych Ukrainy, łączył się zdalnie i przypominał, że za każdym mundurem stoi ktoś z imieniem i rodziną. Na tym tle Flanagan wybrał temat najmniej oczywisty: nie wojnę, tylko kulturę, która ją oswaja.
Punktem odniesienia był Havel. W relacji organizatorów Flanagan wyliczał wolności, które daje literatura: słowa, idei, zrzeszania się i „życia w prawdzie, do czego wzywał Havel, zamiast życia w kłamstwie, którego domaga się tyrania”. Na koniec przeszedł do diagnozy, która w sali pełnej humanistów musiała zabrzmieć niewygodnie:
„Fetyszyzacja przemocy jest obecna w całej naszej kulturze. Widać ją wszędzie, od polityki tożsamości po fabułę »Gry o tron«”.
To zestawienie jest bardziej przemyślane, niż się wydaje. Serial HBO przez osiem sezonów sprzedawał widzom jedną lekcję: wygrywa ten, kto pierwszy przestanie mieć skrupuły, a uczciwość Neda Starka kończy się na szafocie. Flanagan zestawia tę fantazję z politycznymi marzeniami najbogatszych, którzy – jak mówił – śnią o „autonomicznych miastach-państwach rządzonych przez nową arystokrację technologicznej elity, z dala od demokracji”. Nazwiska padły wprost: Thiel, Trump, Vance i Putin. Ich wspólnym mianownikiem ma być przekonanie, że siła jest wszystkim. Wniosek Flanagana nie brzmi jednak jak lament. Jeśli przyjmiemy tę logikę, „popadniemy w fatalizm. Zaczniemy wierzyć, że wszystko jest z góry przesądzone. A tak nie jest. Nigdy nie było”.
To zdanie jest w gruncie rzeczy streszczeniem „Pytania numer siedem”. Książka zbudowana na łańcuchu przypadków jest wymierzona właśnie w fatalizm: skoro pocałunek w Londynie mógł doprowadzić do bomby nad Hiroszimą, to bieg rzeczy da się też skręcić w drugą stronę. Ten optymizm nie jest naiwny, bo autor wie, ile ofiar kosztował każdy klocek domina.








![Australijscy strażacy rozbierają się ponownie: zwierzęta i cel charytatywny [FOTO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_JIMMY_Mixed_Animal_Australian_Firefighters_Calendar_202714_e24dbf3804.jpeg&w=1920&q=75)
