Najpopularniejszy model kalendarza Australian Firefighters na 2027 rok ma 56 lat, prowadzi zastępy w Geelong i mówi o kolegach z sesji: „jesteśmy po prostu starym boysbandem”.
Kalendarz wychodzi po raz trzydziesty czwarty. Wersje są te same co rok temu: Pies, Kot, Koń, Mixed Animal i Bohater. Zdjęcia zrobiono w kwietniu na Gold Coast. Formuła się nie zmienia: strażak bez koszuli, w czerwonych szelkach, trzyma zwierzę, które ktoś kiedyś porzucił. W edycji z kotami każdy kot i kociak pochodzi z adopcji. Organizatorzy zapowiadają też największą jak dotąd premierę międzynarodową: kalendarz ma po raz pierwszy wyjść szerzej poza Australię i USA, do Europy i Azji.
Dwie wersje jednego mitu
Historia projektu ma dwa początki, zależnie od tego, kto opowiada. Według jednej wersji, powtarzanej m.in. przez sieć Calendar Club, kalendarz powstał w 1993 roku, żeby zbierać pieniądze dla Children’s Hospital Foundation na badania nad oparzeniami u dzieci. Według drugiej, którą dyrektor projektu David Rogers podawał w wywiadach, kilku strażaków z Queensland chciało pojechać na World Firefighters Games w Perth i nie miało za co. Obie wersje mogą być prawdziwe.
Według Rogersa właśnie od 2015 roku, kiedy w kalendarzu pojawiły się psy i koty z adopcji, a potem konie, zwierzęta gospodarskie i fauna australijska, zainteresowanie zza granicy przestało być ciekawostką i zrobiło się z niego zjawisko.
Dokąd idą pieniądze
Australian Firefighters Calendar nie jest organizacją charytatywną. To australijska firma, która ze sprzedaży kalendarzy i gadżetów przekazała od 1993 roku ponad 3,5 mln dolarów na pomoc ludziom i zwierzętom.
Beneficjenci są konkretni. Wildcare Inc. z Terytorium Północnego, które ratuje chore, ranne i osierocone dzikie zwierzęta, nie dostawało żadnego wsparcia od państwa, kiedy odezwali się do niego ludzie od kalendarza. Dziś ma 140 opiekunów. Byron Bay Wildlife Hospital jeździ Matildą, 22-kołową mobilną kliniką weterynaryjną zbudowaną po pożarach z przełomu 2019 i 2020 roku. Skalę tamtej katastrofy policzyli naukowcy z pięciu australijskich instytucji na zlecenie WWF: blisko 3 miliardy zwierząt zginęło albo straciło siedliska, w tym 143 mln ssaków, 2,46 mld gadów, 180 mln ptaków i 51 mln żab. Koala był twarzą tych pożarów, ale w liczbach dominowały jaszczurki.
Nowością edycji 2027 jest pierwszy europejski beneficjent: L’Arca di Natalia, prowadzony przez wolontariuszy azyl dla zwierząt u podnóża Etny na Sycylii. Na kwietniowej sesji strażacy nosili koszulki azylu z sycylijskim napisem „Semu i stissi”, czyli „wszyscy jesteśmy tacy sami”. Organizatorzy zapowiedzieli też magazynowi „People”, że 2000 dolarów ze sprzedaży w USA trafi do Pasadena Humane Society w Kalifornii.


Kto chce kupić kalendarz w Polsce, powinien zajrzeć na oficjalną stronę projektu. Firma realizuje zamówienia z centrów dystrybucyjnych w Australii, USA i Europie. Na Amazonie roi się od kalendarzy o niemal identycznych tytułach, wydanych samodzielnie przez anonimowych autorów, z ogólnikowymi opisami o „odwadze i poświęceniu”. Z oryginałem nie mają nic wspólnego poza słowami w tytule. To zresztą najlepszy dowód, że marka dorobiła się statusu i jest pożądana na całym świecie.
![Australijscy strażacy rozbierają się ponownie: zwierzęta i cel charytatywny [FOTO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_JIMMY_Mixed_Animal_Australian_Firefighters_Calendar_202714_e24dbf3804.jpeg&w=1920&q=80)








