FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Advertisement
Ludzie

Nie żyje Anatolij Kaszpirowski. Fenomen „adin, dwa, tri” i dokument HBO Max

Autor: Agnieszka Sielańczyk
06-10-2026
Nie żyje Anatolij Kaszpirowski. Fenomen „adin, dwa, tri” i dokument HBO Max
Nie żyje Anatolij Kaszpirowski. Fenomen „adin, dwa, tri” i dokument HBO Max
fot. materiały prasowe

Był czas, kiedy pół kontynentu zamykało oczy na komendę jednego człowieka w czarnym golfie. Nie potrzebował wahadełka, kadzidła ani nawet uśmiechu – wystarczyła mu kamera, nieruchome spojrzenie i liczenie po rosyjsku. Dziś, gdy HBO Max szykuje o nim dokument, warto zapytać nie o to, czy Kaszpirowski leczył, ale dlaczego tak bardzo chcieliśmy, żeby leczył.

Cała rodzina przed ekranem, a na nim mężczyzna o fryzurze przyciętej równo nad brwiami, który patrzy prosto w obiektyw tak długo, że w końcu wydaje się, że patrzy prosto w ciebie. I potem to, co do dziś każdy, kto pamięta przełom dekad, potrafi wyrecytować obudzony w środku nocy: adin, dwa, tri, czietyrie… Nikt nie wiedział dokładnie, co się wtedy miało stać, jednak miało się coś stać na pewno.

Psychiatra z Winnicy

Zanim stał się zjawiskiem, był zwyczajnym lekarzem. Anatolij Michajłowicz Kaszpirowski, rocznik 1939, Ukrainiec z Podola, w 1962 roku skończył instytut medyczny w Winnicy i przez długie lata pracował w szpitalu psychiatrycznym, gdzie hipnoza była narzędziem pomocnym w terapiach. Później opiekował się psychiką radzieckich sztangistów, ludzi, którzy podnosili nad głowę ciężar małego samochodu i potrzebowali kogoś, kto przekona ich, że ręce to wytrzymają. Sam swoją metodę nazywał z naukową powagą programowaniem wewnętrznych rezerw organizmu – sformułowanie na tyle mgliste, że mieściło w sobie zarówno trening autogenny, jak i cud w Kanie Galilejskiej.

Prawdziwy przełom przyszedł w 1988 roku, kiedy telewizyjny telemost połączył Kijów z salą operacyjną w Tbilisi. Pacjentce wycinano guz bez znieczulenia ogólnego, a za całą anestezję robił głos Kaszpirowskiego płynący z ekranu oddalonego o półtora tysiąca kilometrów. Czy to była sugestia, adrenalina, czy po prostu kobieta o heroicznej odporności, która nie chciała zawieść całego Związku Radzieckiego patrzącego jej na ręce – do dziś trwają spory. Ale w kraju, w którym zaufanie do instytucji kruszyło się szybciej niż tynk na blokach z wielkiej płyty, obraz chirurga tnącego przytomną kobietę, która zamiast krzyczeć – mówi, okazał się silniejszy wszystkiego.

Rok później Centralna Telewizja ZSRR oddała mu niedzielny wieczór. Program przetrwał na antenie krócej niż rok, ale to wystarczyło, by nazwisko stało się marką: około dwustu milionów ludzi przed odbiornikami, a producenci nowego dokumentu mówią wręcz o dwustu czterdziestu milionach w całym bloku wschodnim.

Pusta półka, pełen ekran

Pierestrojka otworzyła okna, ale przez te okna zamiast świeżego powietrza wpadł przeciąg. Półki w sklepach świeciły pustką, rubel tracił wartość z dnia na dzień, a ideologia, która przez siedem dekad miała odpowiedź na wszystko nagle zamilkła. Człowiek Bloku Wschodniego dostał w prezencie wolność słowa i odkrył, że nie ma do kogo mówić.

W tę pustkę wszedł Kaszpirowski. I to wszedł drzwiami, którymi do tej pory wchodziła wyłącznie władza – przez telewizję państwową, w najlepszym czasie antenowym. System, który przez dziesięciolecia ścigał zabobon jako relikt zacofania, sam postawił na eksperyment wiary. Nie bez powodu część komentatorów do dziś widzi w tych seansach coś więcej niż przypadek – rodzaj środka uspokajającego podanego narodowi, który właśnie stracił grunt pod nogami.

Kaszpirowski nie przyszedł zresztą sam. Za nim ruszyła cała kawalkada telewizyjnych uzdrowicieli – z Allanem Czumakiem na czele, który przez ekran „ładował” wodę i kremy, ustawiane przez widzów na telewizorach. Jeśli Kaszpirowski był surowym ojcem, który kazał zamknąć oczy i przestać się nad sobą użalać, Czumak był dobrotliwym wujkiem z wodą święconą bez święcenia.

Polska zamyka oczy

Nad Wisłą fenomen nie był ani odrobinę słabszy, a może nawet – z racji naszego narodowego talentu do łączenia wiary z desperacją – mocniejszy. Seanse emitowane przez TVP oglądał rekordowy odsetek widzów, sięgający według ówczesnych badań pięćdziesięciu dziewięciu procent. Polska stała wtedy w rozkroku między PRL-em a kapitalizmem z inflacją, która zjadała pensje szybciej niż mole futro, pomimo kulek bagna w szafie. Kaszpirowski idealnie wpasował się w ten moment. Dawał obietnicę natychmiastowej poprawy bez konieczności robienia czegokolwiek poza siedzeniem na kanapie.

Od cudotwórcy do deputowanego

Każdy cud ma swoją datę ważności i ten nie był wyjątkiem. Wraz z upadkiem Związku Radzieckiego zaczęły wychodzić na jaw skutki uboczne masowej sugestii – telewizja Ostankino emitowała reportaże o negatywnym wpływie seansów, stawiając je w jednym szeregu z sektami, które wyrastały wtedy na postsowieckiej glebie jak grzyby po kwaśnym deszczu. Pojawiły się relacje o ludziach, którzy odstawili leki i o takich, którym po seansie zamiast lepiej, robiło się znacznie gorzej. Kaszpirowski odpowiadał pozwami, z zapałem człowieka, który nie zamierza oddać swojej legendy.

A potem poszedł do polityki. Trafił do Dumy z ramienia Liberalno-Demokratycznej Partii Władimira Żyrinowskiego – formacji, przy której nawet jego seanse wydawały się racjonalne. Sojusz z Żyrinowskim nie przetrwał długo, a w 1995 roku Kaszpirowski spakował walizki i wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie zamiast milionów przed telewizorami miał sale pełne emigrantów, tęskniących nie tyle za zdrowiem, co za krajem, który już nie istniał.

Seans 2.0

Pandemia okazała się dla niego tym, czym pierestrojka – kolejnym momentem zbiorowego lęku, w którym ludzie szukają kogoś, kto powie im, że wszystko będzie dobrze. Kaszpirowski przesiadł się z państwowej anteny na YouTube'a, gdzie oferował „sesje zdrowotne” na COVID-19, przekonując, że jego metody mają naukowe podstawy, a zagraniczne szczepionki mogą Rosjanom szkodzić. Na swojej stronie wyliczał około pięciuset schorzeń, z którymi rzekomo potrafi sobie poradzić – od korekty kształtu nosa po samoistne pojawianie się plomb w zębach, co czyni go chyba jedynym stomatologiem w historii, który nie potrzebuje wiertła. Dla poprawy wzroku zalecał podobno słuchanie z zamkniętymi oczami piosenek Aleksandra Malinina – terapia, która przynajmniej dla fanów rosyjskiego romansu brzmi jak całkiem przyjemna wizyta u okulisty.

Śmiech jednak więźnie w gardle, gdy przypomnimy sobie, że po drugiej stronie ekranu siedzą ludzie realnie chorzy, z realnymi diagnozami, którzy zamiast do onkologa idą na seans. Na tym polega najciemniejsza strona tej opowieści: sugestia potrafi uśmierzyć ból głowy, ale nie zatrzyma przerzutów.

HBO za kulisami seansów

Łukasz Konopa, polski dokumentalista, od kilku lat pracował nad filmem o Kaszpirowskim, produkowanym przez Darię Maślonę we współpracy z czeskimi partnerami, na zlecenie TVN i HBO Max. Projekt już na etapie rozwoju, jeszcze pod roboczym tytułem Under His Spell, zdobył w 2024 roku główną nagrodę East Doc Platform w Pradze – jury złożone z przedstawicieli Sundance, BBC i agencji sprzedażowej było jednomyślne. Dziewięćdziesięciominutowy dokument, według zapowiedzi, ma zadebiutować w HBO Max w listopadzie, miesiąc po premierze „Zmory”.

Twórcy deklarują, że nie interesuje ich wyłącznie biografia hipnotyzera, ale szerszy mechanizm: jak w czasach kryzysu rodzi się wiara i jak rozlewa się jej masowy wpływ. To podejście ambitne, bo zakłada, że bohaterem filmu jest nie tyle człowiek w czarnym golfie, co miliony ludzi, którzy przed nim zamknęli oczy.

Produkcja nie obyła się jednak bez zgrzytów, które same w sobie mogłyby stać się materiałem na osobny film. Silver Frame zorganizowała w Polsce, w związku z dokumentem, serię spotkań z Kaszpirowskim – w warszawskim Teatrze Rampa i w pruszkowskim Centrum Kultury i Sportu, z biletami od stu do niemal czterystu złotych. Krytykę wyraziły Naczelna Izba Lekarska i Rzecznik Praw Pacjenta, a po publikacjach OKO.press obie instytucje odwołały występy. Wszystko to w momencie, gdy w Sejmie trwają prace nad tak zwaną ustawą „lex szarlatan”, wymierzoną w tych, którzy obiecują leczenie bez jakichkolwiek podstaw naukowych.

Obudź się na trzy

Anatolij Kaszpirowski zmarł 3 października 2026 roku w szpitalu, w wieku osiemdziesięciu siedmiu lat. Wiadomość przekazał rosyjski prezenter Siergiej Małachow, a dyrektor hipnotyzera, Siergiej Rudich, opowiadał agencji TASS, że wszystko potoczyło się szybko: nagły spadek ciśnienia, karetka, szpital. Wcześniej rosyjskie media pisały o nowotworze, który Kaszpirowski próbował leczyć na własną rękę. Trudno o bardziej gorzką puentę dla człowieka, który przez blisko cztery dekady przekonywał miliony, że ciało posłucha głosu. Rok wcześniej, mając osiemdziesiąt sześć lat, został jeszcze ojcem, jakby do ostatniej chwili nie przyjmował do wiadomości, że jakakolwiek granica dotyczy także jego.

Jego fenomen nie mówi jednak wiele o hipnozie – mówi przede wszystkim o nas. O tym, że w chwili, gdy wali się świat, człowiek nie szuka prawdy, tylko ulgi. Nie dowodów, tylko pewności i nie lekarza, tylko kogoś, kto spojrzy mu prosto w oczy i powie, że wszystko jest pod kontrolą. Kaszpirowski nie wymyślił tej potrzeby. On tylko jako pierwszy zrozumiał, że da się ją transmitować na żywo. Film HBO Max, który miał być portretem wciąż żywej kontrowersji, z dnia na dzień stał się epitafium.

Meblościanka dawno poszła na opał, kineskop na złom, a sąsiadka z reumatyzmem nie doczekała cudu. Zostało tylko to liczenie, które każdy, kto pamięta tamte wieczory, wciąż nosi gdzieś w pamięci. Tym razem nikt już do trzech nie doliczy. Obudzić się musimy sami.

Advertisement

Polecane

Esej zamiast kary. O co chodzi w sprawie „Cornell 7”

Esej zamiast kary. O co chodzi w sprawie „Cornell 7”

Zimno, dziwnie, pięknie. 8 skandynawskich filmów do zobaczenia na streamingach

Zimno, dziwnie, pięknie. 8 skandynawskich filmów do zobaczenia na streamingach

12 mocnych premier na platformach streamingowych w październiku

12 mocnych premier na platformach streamingowych w październiku

Dlaczego każdy jest dziś DJ-em? Boom na muzykę elektroniczną

Dlaczego każdy jest dziś DJ-em? Boom na muzykę elektroniczną

Ten film zmienił życie Ethana Hawke’a. To nie „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”

Ten film zmienił życie Ethana Hawke’a. To nie „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”

Niespodzianka z Björk – zagrała DJ set w Bielsku-Białej [WIDEO]

Niespodzianka z Björk – zagrała DJ set w Bielsku-Białej [WIDEO]

Polecane

Esej zamiast kary. O co chodzi w sprawie „Cornell 7”

Esej zamiast kary. O co chodzi w sprawie „Cornell 7”

Zimno, dziwnie, pięknie. 8 skandynawskich filmów do zobaczenia na streamingach

Zimno, dziwnie, pięknie. 8 skandynawskich filmów do zobaczenia na streamingach

12 mocnych premier na platformach streamingowych w październiku

12 mocnych premier na platformach streamingowych w październiku

Dlaczego każdy jest dziś DJ-em? Boom na muzykę elektroniczną

Dlaczego każdy jest dziś DJ-em? Boom na muzykę elektroniczną

Ten film zmienił życie Ethana Hawke’a. To nie „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”

Ten film zmienił życie Ethana Hawke’a. To nie „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”

Niespodzianka z Björk – zagrała DJ set w Bielsku-Białej [WIDEO]

Niespodzianka z Björk – zagrała DJ set w Bielsku-Białej [WIDEO]

Więcej od autora

Zimno, dziwnie, pięknie. 8 skandynawskich filmów do zobaczenia na streamingach

Zimno, dziwnie, pięknie. 8 skandynawskich filmów do zobaczenia na streamingach

Niespodzianka z Björk – zagrała DJ set w Bielsku-Białej [WIDEO]

Niespodzianka z Björk – zagrała DJ set w Bielsku-Białej [WIDEO]

Nike z błota. Czy „Null” Twardocha to powieść na miarę statuetki?

Nike z błota. Czy „Null” Twardocha to powieść na miarę statuetki?

Zimno, dziwnie, pięknie. 8 skandynawskich filmów do zobaczenia na streamingach

Zimno, dziwnie, pięknie. 8 skandynawskich filmów do zobaczenia na streamingach

Niespodzianka z Björk – zagrała DJ set w Bielsku-Białej [WIDEO]

Niespodzianka z Björk – zagrała DJ set w Bielsku-Białej [WIDEO]

Nike z błota. Czy „Null” Twardocha to powieść na miarę statuetki?

Nike z błota. Czy „Null” Twardocha to powieść na miarę statuetki?

FacebookInstagramTikTokX
Advertisement