Siedmiu członków bractwa Chi Phi miało dopuszczać się zbiorowego gwałtu na odurzonej dziewczynie. W ramach kary wymierzonej przez uczelnię część z nich miała napisać eseje naukowe lub uczestniczyć w warsztatach, a żaden z podejrzanych nie został zatrzymany przez policję.
Była studentka należącego do Ligi Bluszczowej Uniwersytetu Cornella w 101-stronicowym pozwie oskarża siedmiu członków bractwa studenckiego Chi Phi o zbiorowy gwałt, a uniwersytet i bractwo o brak reakcji.
Prestiżowe instytucje znane są z przymykania oka na popełnione przez mężczyzn zbrodnie, szczególnie te na tle seksualnym. Choć umorzona przez sąd ze względu na brak dowodów sprawa gwałtu już nie szokuje, a martwi, sprawa, którą Uniwersytet Cornella zignorował jest trudna do przeoczenia.
Według pozwu kobieta, występująca jako „Jane Doe”, około 23:00 przyszła pod dom bractwa, żeby spotkać się z kolegą, a atak miał się zakończyć około 5:45 rano, gdy straciła przytomność. Powódka twierdzi, że namawiano ją do zażycia ketaminy, a także podawano jej marihuanę i rum. Pozwani są nie tylko siedmiu członków bractwa, lecz także uczelnia, krajowy Chi Phi i jego lokalny oddział, prezes oddziału, jej własne stowarzyszenie Delta Delta Delta oraz lokal w Ithace, który miał ją obsłużyć mimo widocznego upojenia i niepełnoletności.
57 uczestników czatu, ani jednej reakcji
Sprawa z Uniwersytetu Cornella nie jest fenomenem, a standardem. Według dostępnych danych, zaledwie koło 8% zgłaszanych nadużyć seksualnych kończy się wyrokiem. Nie jest to też pierwszy przypadek zgłoszenia na tej uczelni. Według USA Today od 2018 do 2024 policji uniwersyteckiej zgłoszono ponad 1200 incydentów – które zakończyły się łącznie 14 zawieszeniami i 7 wydaleniami.
Według pozwu około 1:42 jeden z członków napisał na grupie na Snapchacie, że kobieta na górze jest dostępna seksualnie. Wiadomość zawierała wulgarne sformułowanie „free pussy”. Czat „Chi Phi Actives”, na który trafiła wiadomość, liczył 57 członków.
Brak sprzeciwu nie oznacza zgody
Sedno sporu to rozbieżność między relacją z pozwu a tym, co powódka powiedziała w listopadzie 2024 roku. Prokurator okręgowy Matthew Van Houten twierdzi, że w pierwszym zeznaniu pod przysięgą opisała zażywanie narkotyków i kontakty seksualne jako dobrowolne i świadome.
Prawnik studentki podkreśla jednak, że rozmowa z ofiarą przemocy seksualnej wymaga szczególnej delikatności i specjalistycznego przygotowania, którego nie miały osoby kontaktujące się z nią.
W dłuższej rozmowie z policją uczelni Doe miała powiedzieć, że ze stuprocentową pewnością została zgwałcona. Prokurator uznał, że sześciostronicowe streszczenie sporządzone przez policję Cornell przekonało go, że nie doszło do przestępstwa, a tuż przed zmianą prowadzącego sprawę oświadczył, że nie dysponował 120-stronicowym zapisem tej rozmowy. Niewiedza nie usprawiedliwia jednak bagatelizacji sprawy. Szczególnie, jeśli dziewczyna była pod tak silnym wpływem substancji, że nie mogła wyrazić świadomej zgody.
Boston Globe opisuje, że powódka zgodziła się na seks z dwoma znajomymi, a pozew twierdzi, że już przy pierwszym kontakcie nie mogła wyrazić zgody. Właśnie to, czy była w stanie ją wyrazić i w którym momencie ją cofnęła, będzie osią każdego postępowania.
Kary ze strony uczelni
Uczelniane biuro Title IX, czyli komórka rozpatrująca sprawy dyskryminacji i przemocy seksualnej, przeprowadziło w maju 2025 roku co najmniej 12 posiedzeń. Według Boston Globe dwóch mężczyzn wydalono, dwóch zawieszono na dłużej, jeden miał już dyplom, a dwóch uznano za niewinnych. Z kolei dwóch oskarżonych o wejście do pokoju po wiadomości, ale nie o napaść, miało napisać prace refleksyjne i przejść szkolenia. Pozew zarzuca uczelni, że po tymczasowym zawieszeniu pozwoliła mężczyznom złagodzić sankcje esejami. Cornell zaprzecza, że ktokolwiek miał pisać eseje jako jedyną konsekwencję.
Internet reaguje
Po publikacji pozwu internauci zasypali biuro prokuratora skargami, a sprawą zajęła się m.in. Alexandria Ocasio-Cortez. Głos zabrali też Florence Pugh i były scenarzysta „South Parku” Toby Morton, który kupił stronę do śledzenia sprawy i domeny powiązane z oskarżonymi oraz urzędnikami uczelni. Absolwenci grożą wstrzymaniem darowizn, a część osób bojkotuje powiązane instytucje. W mediach społecznościowych ruszyła też akcja „I am Jane Doe”, w której dziewczyny mówią o doświadczeniach przemocy seksualnej. I podkreślają, że umarzane postępowania o gwałt to nie wyjątek, a reguła.






![Niespodzianka z Björk – zagrała DJ set w Bielsku-Białej [WIDEO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Bjoerk_w_Bielsko_Bialej_fot_Vidar_Logi_247074ddd8.jpeg&w=1920&q=80)



