FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Advertisement
Ludzie
Współpraca partnerska

Marta Bijan: „Wierzę, że w Polsce horror dopiero rozkwitnie” [WYWIAD]

Autor: Agnieszka Sielańczyk
10-09-2026
Marta Bijan: „Wierzę, że w Polsce horror dopiero rozkwitnie” [WYWIAD]
Marta Bijan: „Wierzę, że w Polsce horror dopiero rozkwitnie” [WYWIAD]
fot. Jakub Jezierski

Drugie miejsce w czwartej edycji „X Factora” w 2014 roku, przegrane o włos z Artemem Furmanem. Singiel ze złotą płytą, kontrakt z Sony, potem „Melancholia” i „Sztuka płakania” poza dużą wytwórnią. Warszawska Szkoła Filmowa i dyplom, którym był krótkometrażowy horror „Luna”. Tomiki wierszy. Kilkanaście książek, w tym młodzieżowy bestseller „Muchomory w cukrze”. Powrót do prozy dla dorosłych i do domu, w którym nikt nie ma imienia.

materiał pochodzi z numeru K MAG 128 Sinners, tekst: Agnieszka Sielańczyk

Dom na wzgórzu, ulewa, laudanum, „typowa kobieca melancholia”, świeżo doprowadzony prąd – to komplet rekwizytów anglosaskiej grozy z przełomu wieków. A ty piszesz po polsku i nie zaczepiasz akcji o żadną konkretną geografię: nie ma nazwy miasteczka, kraju ani daty. Skąd decyzja o świecie bez współrzędnych?

W przypadku tej powieści postanowiłam dość wiernie odwzorować świat z gry „Layers of Fear”, w którym jako gracze nie dostajemy żadnych konkretnych imion ani nazwisk bohaterów. Dokładne położenie mrocznego domu też nie jest znane, możemy jedynie wnioskować, że akcja dzieje się na początku XX wieku. Przyznam, że osadzenie historii w tej epoce to dla mnie nowość, dlatego uniwersalność przynajmniej pozostałych aspektów dała mi nieco odetchnąć. Swoją drogą, podobny zabieg częściowo stosowałam już w swoich zbiorach opowiadań grozy, nie umiejscawiając opowieści w konkretnym miejscu czy nie nadając imion. To taka odskocznia, bo w młodzieżówkach wręcz uparcie promuję polskość: chcę powoli przekonywać nastolatków, że nie trzeba uciekać w historie wyłącznie z USA, żeby przeżyć z bohaterami coś niesamowitego.

Debiutowałaś powieściami dla młodszego czytelnika. „Oni wrócili” idą dalej – jest przemoc, jest przymus, jest scena, w której ojciec zaciska ręce na wyrywającym się dziecku. Skąd ta zmiana i czy coś z tamtego pisania zabrałaś ze sobą przy tej okazji?

Właściwie to pominąwszy tomik poezji, debiutowałam powieścią „Melodia mgieł dziennych” skierowaną do dorosłych czytelników, również pełną przemocy i brutalności. Książki młodzieżowe miały być jedynie chwilową przygodą, okazało się jednak, że ich pisanie daje mi tyle ekscytacji, że na kilku tytułach z pewnością się nie skończy. „Oni wrócili” to właściwie powrót do początków, a ja po drodze odkryłam, że bardzo chciałabym tworzyć dla różnych grup wiekowych, po głowie chodzi mi nawet napisanie serii książek dla dzieci (może takich jak bohater „Oni wrócili?”). Pisanie dla dorosłych pozwala mi się w jakiś sposób ,,wyżyć” i popuścić wodze najmroczniejszych literackich fantazji, za to pisanie dla młodzieży sprawia, że niemal wracam duchem do czasów nastoletnich, w dodatku grupa docelowa jest niezwykle zaangażowana, daje mi ogrom motywacji do dalszego tworzenia. Chyba naprawdę potrafię odnaleźć się w wielu gatunkach, nigdy nie lubiłam ograniczeń.

W książce pojawia się pewien okrutny pomysł kary, a dziecko dostosowuje się do niego szybciej niż dorosły. Dlaczego mała nie dostała ani jednego rozdziału z własnej perspektywy?

Tak naprawdę do samego końca się wahałam, czy nie dodać rozdziału z perspektywy dziecka. W końcu uznałam jednak, że jej brak będzie bardziej niepokojący. Dzięki temu czytelnik nie dostaje wszystkich odpowiedzi na tacy i może obserwować najmłodszego bohatera w ten sam sposób, co pozostałe postaci, czyli z zewnątrz, zwłaszcza kiedy jego zachowania są niezrozumiałe. Ta niepewność i bezsilność tylko potęgują okrucieństwo całej sytuacji. W końcu to horror, a nie ma nic bardziej przerażającego niż fakt, że niewinne dziecko jest w stanie nauczyć się funkcjonować nawet w świecie, który nigdy nie powinien być normalnością.

Ta książka jest wyjątkowo mocno napisana zapachem – zjełczałe masło, terpentyna, fetor zdechłego zwierzęcia, mięta w oddechu służącej. Świadoma strategia czy tak odczuwasz grozę?

To ciekawe, bo tworząc, zawsze myślę obrazem. Każdą swoją książkę piszę tak, jakbym już oglądała jej ekranizację, tworzę w głowie kadry. I chociaż filmem nie da się przekazać woni, opisując różne zapachy, widzę oczami wyobraźni to masło, pokryte pożółkłą warstewką, widzę jak bohater wstrzymuje oddech, gdy jego żona wchodzi do gabinetu. Obraz w automatyczny sposób uruchamia u mnie pozostałe zmysły. Wydaje mi się też, że zapach rzeczywiście dobrze współgra z grozą. Budzi natychmiastowe, fizyczne wręcz reakcje i odpycha lub przyciąga, kiedy jest dobrze opisany. Dlatego nie powiedziałabym, że od początku to była świadoma strategia, ale uświadomiłaś mi, że używam tego zabiegu dość często. Mam nadzieję, że na innych także zadziała.

Śpiew, reżyseria, poezja, powieść. Która z tych rzeczy stanowi dla ciebie podstawę pracy, a która jest odpoczynkiem od niej?

Dziękuję, że to nie pytanie z serii, którą z tych dziedzin bym wybrała albo która jest najbliższa mojemu sercu! Zazwyczaj właśnie takie dostaję, a kompletnie nie potrafię na nie odpowiedzieć. W ostatnich latach zdecydowanie pisanie powieści stało się moim głównym zajęciem, więc kiedy pracuję nad książką, rzeczywiście czuję, że pracuję. Nie zmienia to faktu, że właściwie nie lubię od tego odpoczywać, a najlepszym przykładem jest moja aktualna sytuacja. Chwilowo mam przerwę, nie mam żadnych podpisanych umów, a głowa i palce już rwą się do tworzenia kolejnych rzeczy. Poezja przychodzi w najmniej spodziewanych momentach, tego nie jestem w stanie nigdy zaplanować. Reżyseria to z kolei grubsza sprawa, wymaga zaangażowania dziesiątek osób, dlatego działam w niej raczej od projektu do projektu, zdecydowanie najrzadziej. Natomiast śpiew… Moja relacja z muzyką jest najbardziej burzliwa, zmienna i intensywna. Porównałabym ją do nieco niezdrowej relacji miłosnej, bo nic innego nie przychodzi mi na myśl. Przeżywam z nią wzloty i upadki, daje mi ogrom radości, ale też potrafi przynieść sporo smutku. Myślę, że ma to więcej wspólnego z muzyczną branżą, nie samą muzyką, jednak ciężko to w dzisiejszych czasach rozdzielić. Podsumowując: najbardziej odpoczywam, nie kiedy przestaję tworzyć jakąkolwiek z tych rzeczy, ale kiedy robię je bez presji, oczekiwań i deadline’ów.

Sosnowiec, Czeladź, potem Warszawa i film, muzyka, książki. Zagłębie ma w polskiej wyobraźni bardzo określone miejsce i raczej rzadko jest to miejsce, z którego się przyjeżdża robić sztukę. Ile z tego, kim jesteś zawodowo, wynikło z chęci wyjechania, a ile z tego, co stamtąd wywiozłaś?

Kiedy tylko wspominam, że urodziłam się w Sosnowcu, ludzie od razu sugerują, że to horror sam w sobie. To demonizowanie mojego rodzinnego miasta jest oczywiście zbiorowym żartem, ale być może gdzieś podświadomie się we mnie zakorzeniło? Moja chęć ucieczki jednak wynikała bardziej z chęci ucieczki od samej siebie (jako nastolatce wydawało mi się, że to możliwe), a wyjazd do Warszawy był raczej naturalnym kierunkiem dla osoby, która dopiero zaczynała swoją drogę z branżą artystyczną. Co zabawne, w stolicy poznałam bardzo dużo ludzi z moich okolic i spora część z nich, wraz ze mną, w okolicach trzydziestki wróciła na Zagłębie. Sama mieszkam aktualnie na Śląsku, w środku lasu. Myślę, że to wszystko potoczyło się bardzo naturalnie i zawodowo wyniknęło wiele z tego, że wyjechałam, ale twórczo z tego, skąd pochodzę. Musiałam nabrać do tych miejsc jakiegoś dystansu, żeby zobaczyć je w innym świetle i na nowo docenić.

W polskim życiu literackim masz dwa obciążenia naraz: piszesz grozę, czyli gatunek, o którym recenzenci mówią: „Jak na horror, zaskakująco dobre”, i weszłaś do literatury z telewizji rozrywkowej. Czy walczysz o to, żeby czytać cię serio, czy odpuściłaś i piszesz dla czytelników, którzy nie mają takich wątpliwości?

Myślę, że wejście do jakiejkolwiek branży z łatką osoby ,,z telewizji” od razu sprawia, że część ludzi wyrabia sobie opinię, zanim sprawdzi, co masz do zaoferowania. Z tym kiedyś próbowałam walczyć, dzisiaj nie tracę na to energii, zwłaszcza że telewizja miesza się z social mediami, ciężko stwierdzić, kto od czego zaczynał. Autorzy muszą być influencerami, a influencerzy wydają książki. Granice mocno się zacierają, dynamika promowania twórczości ulega ciągłym zmianom. Początkowo budziło to we mnie frustrację, ale chyba z tego wyrosłam, pogodziłam się z tym, że jest jak jest, robię swoje. Co do samej grozy, rzeczywiście horror do niedawna był traktowany nieco po macoszemu, zarówno w dziedzinie filmowej, jak i literackiej. Pamiętam minę promotorki na studiach, kiedy oznajmiłam, że moją pracą dyplomową będzie właśnie film grozy. Na szczęście wydaje mi się, że w ostatnich latach zaczyna się to mocno zmieniać, szczególnie w kinie. Horrory przestają być wyłącznie rozrywką, pojawia się mnóstwo genialnych filmów grozy o żałobie, przemijaniu, samotności, przemocy. Mają równie mocną siłę rażenia co dramat, często nawet większą. Sama od zawsze kocham grozę, moim idolem jest Ari Aster, a „Midsommar. W biały dzień” to film, który odmienił moje życie w trudnym momencie. Osobiście nigdy nie postrzegałam tego gatunku jako gorszego czy mniej ambitnego. Wręcz przeciwnie: strach jest przecież jedną z najbardziej pierwotnych ludzkich emocji i daje ogromne możliwości opowiadania o rzeczach, które nie muszą mieć nic wspólnego z duchami czy potworami. Piszę zatem dla czytelników, którzy albo też to wiedzą, albo dopiero się o tym przekonują. Wierzę, że w Polsce horror dopiero rozkwitnie, a ja po cichu marzę, żeby być częścią tej transformacji.

„Melancholia”, „Sztuka płakania”, tomik wierszy o nocy, powieści, w których wiele wątków nie kończy się dobrze. Smutek jest u ciebie i tematem, i tworzywem, i rozpoznawalnym znakiem. Gdzie stawiasz granicę między tym pierwszym a tym ostatnim tak, żeby ciemność nie stała się po prostu dobrze sprzedającym się towarem?

Przez większą część życia smutek był dla mnie niestety czymś bardzo naturalnym, właściwie stałym elementem mojego sposobu patrzenia na świat. Siłą rzeczy przenikał więc do wszystkiego, co tworzyłam. Nigdy nie kreowałam go świadomie, nie był żadnym elementem wizerunku, który miał cokolwiek sprzedawać. Po prostu taka byłam, nawet w czasach, kiedy o zaburzeniach lękowych czy depresji nie mówiło się jeszcze tak otwarcie, a w telewizji nagminnie padały w moją stronę teksty w stylu: ,,Uśmiechnij się, to ci przejdzie”. Od paru lat przechodzę jednak sporą wewnętrzną przemianę i tutaj chyba właśnie stawiam tę granicę: nie chcę, żeby demony z przeszłości decydowały o tym, kim jestem i jak wygląda moje życie. Nie chcę być też smutna po to, żeby mieć o czym pisać, ale nie ukrywam, że wciąż sięgam po ciemność w sztuce. To, co się zmieniło, to moja relacja z wewnętrznym mrokiem. Kiedyś tworzyłam z samego środka pewnych emocji, dzisiaj jestem w stanie stanąć obok, przyjrzeć się im i wykorzystać je jako narzędzie. Nie dlatego, że mrok jest chodliwym towarem, a dlatego że wciąż niezmiernie mnie fascynuje. Chyba dużo bardziej, kiedy umiem go oswoić.

foto photo Jakub Jezierski / Van Dorsen Artists

stylizacja styling Joanna Serwus

makijaż makeup Karolina Julia Szafraniec

produkcja production Iga Trydulska / K MAG

asystent fotografa photographer’s assistant Tomasz Szczepański

asystentka stylistki stylist’s assistant Aleksandra Opuchlik

asystentka produkcji production assistant Zuzanna Strzelecka / K MAG

1/11
Slide image

fot. Jakub Jezierski

Advertisement

Więcej od autora

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

10 najlepszych filmów indie na HBO Max. To wyjątkowe kino

10 najlepszych filmów indie na HBO Max. To wyjątkowe kino

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

Raye wygrała Mercury Prize 2026. Pokonała Paula McCartneya, Florence + The Machine i Olivię Dean

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

„Pendulum”: Darren Aronofsky przedstawia nowy koszmar na Nowy Rok [ZWIASTUN]

10 najlepszych filmów indie na HBO Max. To wyjątkowe kino

10 najlepszych filmów indie na HBO Max. To wyjątkowe kino

Polecane artykuły

Zagrał w najlepszym serialu XXI wieku. Nie żyje RJ Mitte

Zagrał w najlepszym serialu XXI wieku. Nie żyje RJ Mitte

„Kurtyzana” pod Sejmem. Słownik posła Berkowicza

„Kurtyzana” pod Sejmem. Słownik posła Berkowicza

Sejm uchwalił ustawę o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Teraz czas na Senat

Sejm uchwalił ustawę o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Teraz czas na Senat

Zagrał w najlepszym serialu XXI wieku. Nie żyje RJ Mitte

Zagrał w najlepszym serialu XXI wieku. Nie żyje RJ Mitte

„Kurtyzana” pod Sejmem. Słownik posła Berkowicza

„Kurtyzana” pod Sejmem. Słownik posła Berkowicza

Sejm uchwalił ustawę o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Teraz czas na Senat

Sejm uchwalił ustawę o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Teraz czas na Senat

FacebookInstagramTikTokX
Advertisement