Paweł Orłowski od lat udowadnia, że materia może opowiadać historie równie poruszające jak słowa. W swoich pracach łączy wrażliwość artysty z precyzją rzemieślnika, tworząc formy, które przyciągają uwagę nie tylko kunsztem wykonania, ale także emocją i refleksją wpisaną w każdy detal.
Co w twojej sztuce było przełomem?
Przełomem była decyzja, by figurę ludzką uprościć do granicy znaku. W pewnym momencie przestało mnie interesować realistyczne ciało, a bardziej jego esencja: gest, napięcie, obecność. Geometryzacja nie była tylko decyzją estetyczną, ale sposobem kondensowania sensu. Człowiek w moich rzeźbach staje się konstrukcją sił, napięć i relacji. Jak pisał Constantin Brâncuși: „Nie chodzi o przedstawienie formy, lecz o uchwycenie jej istoty”.
Czego najczęściej nie rozumieją odbiorcy?
Często odbiorcy zakładają, że geometryzacja jest jedynie stylistyką albo dekoracją. Tymczasem jest ona raczej redukcją, próbą dotarcia do struktury człowieka. Rozbijam ciało na płaszczyzny, aby pokazać napięcia, które w nim istnieją. W tym sensie bliżej mi do myśli Paul Valéry: „Najgłębsze rzeczy są często najprostsze”.
Jak zmieniała się twoja definicja sukcesu?
Na początku sukces oznaczał widoczność: wystawy, nagrody, obecność w instytucjach. Z czasem zacząłem myśleć o nim inaczej jako o zdolności tworzenia prac, które naprawdę coś znaczą dla ludzi, dla mnie. Coraz bardziej interesuje mnie sztuka, która wychodzi poza świat galerii i wchodzi w przestrzeń wspólną. W tym sensie sukces to moment, kiedy rzeźba zaczyna żyć własnym życiem wśród ludzi.
Jaką emocję najtrudniej wyrzeźbić?
Najtrudniej jest wyrzeźbić nadzieję. Łatwo jest pokazać dramat czy napięcie, ale nadzieja wymaga bardzo subtelnej równowagi formy. Jak pisał Ernst Bloch: „Nadzieja jest najbardziej ludzką z ludzkich zdolności”.
Skąd potrzeba redukcji i geometryzacji?
Myślę, że wynika ona z mojego sposobu patrzenia na świat. Rzeczywistość jest zbyt złożona, żeby ją po prostu kopiować. Redukcja pozwala odsłonić jej strukturę. Pod tym względem bliska jest mi myśl Ludwig Wittgenstein: „Granice mojego języka są granicami mojego świata. Geometryzacja jest dla mnie właśnie takim językiem”.
Paweł Orłowski, z serii „Skorupy” Rzeźba może oswajać monumentalną architekturę, jak?
Architektura monumentalna bywa chłodna i obojętna wobec człowieka. Rzeźba może wprowadzić do niej skalę ludzką, gest, ciało, obecność. Rzeźba działa wtedy jak mediator między człowiekiem a przestrzenią. Wprowadza do architektury coś, co nazwałbym ludzkim wymiarem miejsca.
Twoje Boty to krytyka technologii czy próba zaprzyjaźnienia się z przyszłością?
Raczej jedno i drugie. Interesuje mnie moment, w którym człowiek spotyka technologię i próbuje ją oswoić. Nie wierzę w prostą opozycję: człowiek kontra maszyna. Bardziej interesuje mnie pytanie: jakie nowe formy człowieczeństwa powstają w świecie technologii.
Jak pedagogika wpływa na twoją sztukę?
Uczenie paradoksalnie bardzo inspiruje. Studenci zmuszają mnie do ciągłego zadawania podstawowych pytań: po co robimy sztukę, czym jest forma, czym jest sens. To trochę jak powiedział Socrates: „Wiem, że nic nie wiem.” Ta postawa ciągłego pytania jest bardzo twórcza… Wymiana różnych punktów widzenia, często studenci urodzili się w roku, kiedy ja już byłem po habilitacji to cała epoka.
Nad czym pracujesz teraz?
Obecnie pracuję równolegle nad dwoma obszarami. Pierwszy to cykl totemicznych rzeźb, w których figura ludzka stopniowo przechodzi w znak, a głównym nośnikiem znaczenia staje się gest. Jedna z tych rzeźb, „Tutela”, mówi o nadziei, ochronie i sile, która rodzi się z wrażliwości.
Drugi nurt otwiera nowy etap w mojej praktyce. Punktem wyjścia stał się dla mnie test Rorschacha i idea projekcji tego, że człowiek, patrząc na niejednoznaczny obraz, ujawnia własne wnętrze. Tworzę własne „tablice”, a powstające z nich skojarzenia przekładam na monumentalne rzeźby rozumiane jako portrety psychologiczne. Pewnie zapytasz czy będą w tej nowej idei trójkąty – nie będzie.
Co w takim razie będzie?
Wszytko okaże się przy okazji nowych wystaw. Przede wszystkim dużej prezentacji planowanej na listopad 2026 roku w Van Rij Gallery w Ćmielowie, a także wystawie w Galerii ASP w Krakowie, której kuratorką będzie Emilia Orzechowska w czerwcu 2026.
Paweł Orłowski pracujący nad instalacją Pink Bot, fot. Kris Marchlak 