Była już „Lalka”, teraz przyszedł czas na „Noce i dnie”. Netflix po raz kolejny sięga po polską klasykę literatury, przenosząc na ekran historię, która powstała niemal sto lat temu.
Uniwersalizm klasyków literatury porusza filmowców od lat. Jednak to właśnie teraz zauważalny jest trend powrotu do przyszłości. Jak to się stało, że to postacie stworzone w XVIII, XIX czy XX wieku mają dawać głos współczesnym problemom i rozdarciom?
Nowe „Noce i dnie”
24 września w Tarnowie rozpoczęły się zdjęcia do najnowszej ekranizacji powieści Marii Dąbrowskiej. Scenografia stanęła w centrum miasta, nagłaśniając produkcję już od najwcześniejszych etapów powstawania. Tarnów wciela się w serialu w powieściowy Kaliniec, a na ulicach pojawili się aktorzy i statyści w kostiumach z epoki.
Serial przedstawiać ma, zgodnie z założeniami powieści Marii Dąbrowskiej, 30 lat małżeństwa skrajnie niedobranej pary. Wspólne życie bohaterów - Barbary i Bogumiła Niechciców - różni się od siebie jak niebo od ziemi...noc od dnia. Ich małżeństwo jest jedynie pierwszym planem powieści, Dąbrowska za tłem pokomplikowanej historii miłosnej pokazuje przemiany społeczne dławiące Polskę na przełomie XIX i XX wieku. Od powstania styczniowego po 1 wojnę światową.
Bohaterowie „Nocy i dni” ,mimo że uwikłani w kolosalne historyczne zmiany, skupiają się na prozie życia - wychowaniu dzieci, chorobach czy problemach finansowych.
Za reżyserię odpowiedzialna jest Kamila Tarabura, znana m.in z serialu „Absolutni debiutanci”.
Współtworzyła także scenariusz wraz z Martą Bacewicz i Katarzyną Tybinką. Produkcja ma liczyć osiem odcinków. Netflix zapowiedział nowy serial już w styczniu, a Tarabura podkreśliła: „Nasza interpretacja arcydzieła Marii Dąbrowskiej to szczera i emocjonalna refleksja na temat mitu romantycznej miłości i odwiecznej walki oczekiwań z rzeczywistością”.
Zgodnie z medialnymi doniesieniami w rolach głównych Tomasz Schuchardt i Jaśmina Polak.
Nowa adaptacja ma przed sobą niełatwe zadanie
„Noce i dnie” były już ekranizowane przez Jerzego Antczaka. Film z 1975 roku, z Jadwigą Barańską i Jerzym Bińczyckim w rolach głównych, zdobył m.in. Złote Lwy oraz Srebrnego Niedźwiedzia dla Barańskiej, a w 1977 roku otrzymał nominację do Oscara. Rok później powstała również serialowa wersja historii, licząca 12 odcinków.
Antczak nie potraktował jednak powieści wyłącznie jako klasycznej sagi rodzinnej. W centrum swojej adaptacji umieścił Barbarę, jej pamięć i wspomnienia. Filmowa konstrukcja pozwalała przyglądać się przeszłości przez doświadczenie jednej bohaterki - jej tęsknotom, rozczarowaniom i próbom pogodzenia się z własnym życiem.
Czy trudno będzie przebić kultową wersję Jerzego Antczaka z 1975 roku? On sam przyznał, że kibicuje najnowszej produkcji.
Szerszy trend powrotu do przeszłości
Ostatnia dekada wygląda jak prawdziwa przepychanka producentów, reżyserów i studiów filmowych o to komu pierwszemu uda się zekranizować dzieło wyciągnięte z teczki pt. „Klasyki literatury”. Zjawisko nie dotyczy tylko Polski, klasyki pochłonęły całe zachodnie kino.
Dlaczego? Adaptacja pełni wyjątkową rolę w świecie filmu, ma być komentarzem, parabolicznie ulokować wewnętrzne prawdy natury właśnie poprzez kulturę. Współczesne adaptacje dzięki klasykom przedstawiają ciekawe dla świata przemiany – hiperseksualizacja i perwersja w „Wichrowych Wzgórzach”, czy rozpad znanego globalnego porządku w „Odysei”.
Polska od tego nie odbiega - zaczynając od wielokrotnie nagradzanych „Chłopów”, przez netflixowego „Znachora”, sięgając aż po premiery ostatnich „Lalek”. Ekranizacje mają dawać nowe spojrzenie, na tle arcydzieł literatury przedstawiać zmartwienia współczesnych. O czym opowiedzą więc najnowsze „Noce i Dnie”?







![Harry z dołka. Netflix wyciąga Nesbø z filmowej katastrofy, ale nie z gatunkowej koleiny [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_harry_hole3_1cfc78f610.jpg&w=1920&q=80)


