Jo Nesbø od lat pisze swoje kryminały przy płytach Nicka Cave'a i Warrena Ellisa. Teraz ci dwaj Australijczycy napisali muzykę do serialu o jego bohaterze. Po drodze zdarzył się „Pierwszy śnieg” z Michaelem Fassbenderem, czyli film, o którym sam reżyser mówił, że nie zdążył go nakręcić. Serial „Harry Hole” to próba ratowania marki po tej wpadce. Na tyle udana, że ogląda się go z przyjemnością i na tyle ostrożna, że tę przyjemność łatwo pomylić z rozpoznawaniem znanych już ruchów.
Zaczyna się od pościgu. Harry siedzi za kierownicą pijany, goni bandytę, który napada na banki i rozbija samochód. Jego partner z wydziału ginie. Potem akcja przeskakuje o pięć lat. Harry dalej pije, dalej się obwinia i dalej jest najlepszym śledczym w Oslo, bo taka jest reguła tego gatunku. Pierwsze dziesięć minut zapowiada więc szkic postaci, którą kryminał zna od prawie stu lat i serial niczego w tym szkicu nie poprawia.
Kac, który wszyscy znamy na pamięć
Pijący detektyw nie jest wynalazkiem Nesbø ani skandynawskiego noir. To stały element gatunku, na tyle oczywisty, że doczekał się monografii. Rita Elizabeth Rippetoe w książce „Booze and the Private Eye” pokazuje, że alkohol w amerykańskim czarnym kryminale nie był zwykłym rekwizytem. To, jak i z kim bohater pije, mówiło czytelnikowi, czy ma on jeszcze jakiś kodeks moralny. David Pratt z College of William & Mary poszedł dalej: jego zdaniem ta literatura dała amerykańskim mężczyznom miejsce na fantazje o piciu i męskości, a picie „złe”, niekontrolowane, przypisywała kobietom. Chandler już w 1939 roku żartował z tej konwencji w pierwszym akapicie „Głębokiego snu”, gdzie Marlowe z dumą oznajmia, że jest trzeźwy. Skoro żart działał, schemat był już wtedy powszechnie znany.
Hole od początku należy do tej tradycji, a serial jej nie kwestionuje. Wykorzystuje ją za to bardzo sprawnie. Krytyk portalu Criminal Element zauważył kiedyś, że zbliżający się ciąg alkoholowy przydaje się scenarzyście jako hamulec: kiedy detektyw za szybko rozwiązuje zagadkę albo wydaje się za mało udręczony, wystarczy postawić przed nim butelkę. Nesbø robi to regularnie. Harry wypada z gry, traci ostrość, zawodzi kobietę i jej syna, a potem wraca i widzi to, czego nie zobaczył nikt inny. Picie Harry'ego ma w tym serialu konkretne fabularne zadania do wykonania. Autor, który przez trzy dekady pisał o tym człowieku, wie, jak bardzo taka postać może boleć. W scenariuszu wybiera jednak wersję, która sprawnie pracuje na rzecz fabuły.
Pojedynek na spojrzenia
Oglądam ten serial nomen omen ciągiem, mimo znajomego szablonu przede wszystkim dla aktorów. Tobias Santelmann gra Harry'ego jako człowieka, który na miejscu zbrodni czuje się pewniej niż przy kawie ze znajomym. Nosi zarost i t-shirty, wygląda na permanentnie niewyspanego. Najlepsza jest scena u terapeuty, w której na kozetce kładzie się sam specjalista. To jeden z niewielu momentów, kiedy serial pozwala sobie na autoironię i szkoda, że takich momentów jest mało.
Joel Kinnaman gra Waalera z uśmiechem człowieka, który zna cenę każdego kolegi z wydziału. Kinnaman nie jest zwykłym, skorumpowanym gliną. Proponuje Harry'emu układ i zachowuje się tak, jakby ta propozycja była uprzejmością. Między nimi powstaje napięcie, którego sama intryga z seryjnym mordercą nie jest w stanie zbudować.
Jest kogo oglądać także na drugim planie. Pia Tjelta jako Rakel, Peter Stormare, Anders Danielsen Lie, którego polska publiczność zna z „Najgorszego człowieka na świecie”, Jesper Christensen jako psycholog Ståle Aune i Kristoffer Joner jako Øystein. W wielu serialach takie nazwiska tylko ozdabiają obsadę, a tutaj każda z tych postaci ma do zagrania coś konkretnego, nawet jeśli dostaje na to tylko kilka scen.
Dziewięć odcinków, materiału na pięć
Tu jest największy problem – gdyby całość zmieścić w pięciu albo sześciu odcinkach, serial mógłby być wybitny. Nesbø adaptuje sam siebie, a autorowi trudno skracać własny tekst. Wątek „Pentagramu” (w oryginale The Devil's Star, piąta część cyklu) połączył z elementami wcześniejszych tomów: „Człowieka-nietoperza”, z którego pochodzi historia wypadku, „Czerwonego gardła” i „Trzeciego klucza”. W efekcie dostajemy kilka intryg naraz. Mamy seryjnego mordercę, który zostawia na miejscach zbrodni czerwony kamień w kształcie gwiazdy, przemyt broni, napady na banki i do tego osobisty konflikt z Waalerem. Każda z tych intryg domaga się czasu ekranowego, a razem sprawiają, że środek sezonu wyraźnie się ciągnie. Krytycy piszą, że finał jest gdzieś pomiędzy nielogicznym a zupełnie absurdalnym. Ja byłabym łagodniejsza, bo ostatnia sekwencja w windzie ma swoją brutalną grozę, ale rozumiem, skąd ten zarzut. Mimo to serial wciąga. Nesbø zna rytm i wie, w którym momencie urwać odcinek. Nawet kiedy przewidujemy, że Harry zaraz sięgnie po butelkę, chcemy zobaczyć, co będzie po tym, jak ją odstawi.
Cave i Ellis
Najlepszą rzeczą w tym serialu jest muzyka. Cave i Ellis od lat komponują wspólnie do filmów: „Propozycja”, „Zabójstwo Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”, „Droga”, „Aż do piekła”, „Wind River”, „Blondynka”. Ich muzyka zwykle tworzy atmosferę danego miejsca. W „Harrym Hole'u” jest w pewnym sensie drugim bohaterem. Nesbø sam jest muzykiem i od lat śpiewa w norweskim zespole Di Derre, więc wiedział, kogo zaprasza. Mówił, że ich płyty towarzyszyły mu przy pisaniu, więc ta współpraca ma w sobie coś z rewanżu: najpierw muzyka pomagała mu pisać książki, teraz gra do ich ekranizacji.
Album wydała 24 kwietnia wytwórnia Invada. Ma szesnaście utworów i około czterdziestu minut. Tytuły są krótkie i bardzo dosłowne: „Rakel”, „Flood”, „Funeral”, „Sleep”, „It's Over”, jak nagłówki z policyjnego notesu. Ta muzyka nie komentuje tego, co widzimy, tylko wypełnia przestrzeń między scenami. Kiedy serial za długo pokazuje miasto z drona, muzyka sprawia, że znowu czuje się napięcie.
Piękna jest to ścieżka, nie zapomnę jej nigdy. A serial niezły, chociaż do „The Killing” mu daleko. Wolałam też Holdera od Waalera i zgadzam się z Digital Spy, który zwrócił uwagę na to, że queerowość Toma została powiązana z jego zepsuciem w sposób, od którego gatunek próbował odejść. Zarzut jest trafny i nie da się go zbyć tym, że tak było w książce.
Ostatecznie – mocne 3+ na 5.
![Harry z dołka. Netflix wyciąga Nesbø z filmowej katastrofy, ale nie z gatunkowej koleiny [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_harry_hole3_1cfc78f610.jpg&w=1920&q=80)



![Tha'r w dwóch językach. „Fauda” po 7 października już nie stoi pośrodku [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_1425102_2469220_zoomed_a6c62a34f2.png&w=1920&q=80)




![Blink-182 × Linkin Park. Piosenka, której nigdy nie wydano [TRAILER]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_linkin_park_choice_doc_fc559c5667.jpg&w=1920&q=75)
![Tha'r w dwóch językach. „Fauda” po 7 października już nie stoi pośrodku [RECENZJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_1425102_2469220_zoomed_a6c62a34f2.png&w=1920&q=75)