FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Moda

Dior rozkwita z Jonathanem Andersonem. Nowa kolekcja zachwyca [FOTO]

Autor: Karol Zbrzeski
13-03-2026
Dior rozkwita z Jonathanem Andersonem. Nowa kolekcja zachwyca [FOTO]
Dior rozkwita z Jonathanem Andersonem. Nowa kolekcja zachwyca [FOTO]
FINALE © ADRIEN DIRAND

Anderson zachwyca świat mody nową kolekcją. Zielone krzesła, motywy kwiatowe i energia natury jako duch nowej kolekcji Diora.

„Możecie zobaczyć dlaczego Monet był tak zafascynowany” , powiedział zaraz przed pokazem dyrektor kreatywny Jonathan Anderson.

Jardin des Tuileries rozkwitło w tym tygodniu nieco intensywniej niż zwykle. Jonathan Anderson wybrał jedno z najbardziej historycznie naładowanych miejsc w Paryżu na swój kolejny pokaz dla Diora — i trudno nie odnieść wrażenia, że wybór ten był równie przemyślany, co kolekcja. Ogród ma długą historię. Powstał na życzenie Katarzyny Medycejskiej w 1564 roku – pierwotnie jako włoski ogród renesansowy przy nowo wybudowanym pałacu. Obecny kształt zyskał w XVII wieku, kiedy Ludwik XIV powierzył jego przeprojektowanie André Le Nôtre'owi, temu samemu, który stworzył ogrody wersalskie. Od czasu udostępnienia go publiczności w 1667 roku stał się paryskim salonem pod gołym niebem: miejscem, gdzie pokazywało się i oglądało najlepsze wersje siebie.

Anderson rozumiał ten kontekst. Przestrzeń pokazu zbudowano z przeszklonych korytarzy oplatających zieleń, prowadzonych wzdłuż osi wody – architektura efemeryczna, która nie walczyła z otoczeniem, lecz przez nie przepuszczała światło. Efekt: elegancja bez wysiłku, co jest chyba najtrudniejszą rzeczą do osiągnięcia w modzie.

Na uwagę zasługują zielone metalowe krzesełka, które od dekad są jednym z symboli Tuileries – Anderson przywołał je dwukrotnie. Ustawione w rzędach dla gości wtapiały się w trawnik jak przedłużenie krajobrazu. W miniaturowej replice, rozesłanej jako zaproszenie na pokaz, stały się gestem wobec historii miejsca. W pierwszym rzędzie zasiadły m.in. Anya Taylor-Joy i Charlize Theron.

Orędownik mody

Od czerwca ubiegłego roku Jonathan Anderson dał się poznać jako bardzo zaangażowany i rzetelny dyrektor kreatywny Diora. Pozycja, którą wypracował sobie w świecie mody po spektakularnym sukcesie dla Loewe, jest bardzo obiecująca, a jego wizjonerskie projekty szeroko uznawane.

Projektant czerpie z ducha marki powracając często do oryginalnych projektów Christiana Diora, reinterpretując je w duchu XXI wieku. Anderson odświeżając dziedzictwo francuskiego domu mody udowadnia, że jego obecność na stanowisku dyrektora kreatywnego jest w pełni zasłużona. Warto wspomnieć o tym, że jest on pierwszym dyrektorem kreatywnym od czasu Christana Diora, który przejął pełną kontrolę nad wszystkimi liniami marki: damską, męską i haute couture, co ma zapewnić marce spójność. Jego kolekcje są obecnie najlepszym tego przykładem.

Tworząc kolekcję, Anderson inspirował się impresjonizmem, naturą oraz miejscem, w którym odbył się pokaz. Chciał połączyć ducha miasta i jego mieszkańców z charakterem marki. Ważnym elementem w procesie twórczym projektanta były lilie wodne, które swoją subtelnością i efemerycznym pięknem przyciągają i inspirują oddając ducha kobiecości.

Kobiecość i natura w symbiozie

Całość kolekcji skupia się na motywach kwiatowych, pastelowych kolorach i zwiewnych materiałach. Anderson wykorzystał lekkie tkaniny takie jak satyna, pióra, jedwab i koronki. Spódnice powiewały wokół bioder podkreślając nogi modelek, a gorsety sukienek eksponowały talię i nadawały eleganckiego charakteru.

Modelki rozpoczęły pokaz w różnych wersjach tego samego stroju: krótka kurtka w połączeniu z warstwową, marszczoną mini spódniczką w kropki, z trenem powiewającym z tyłu. Stylizacje nawiązywały do eleganckiego ducha domu mody Dior, ale jednocześnie były oszałamiająco zakorzenione w dzisiejszej rzeczywistości.

Tiul, koronka i falbany

Oprócz dramatyzmu ubrań zaprezentowanych na wybiegu i misternej pracy, projektant pokazał również swobodne spodnie i zdobione koszule, brązowe zamszowe botki oraz proste, pozbawione ozdób dżinsy, które podkreślił krótkimi kurtkami z tiulową falbaną. Nie zabrakło również bufiastych, a jednocześnie delikatnych sukienek ozdobionych piórami, mini spódniczek w różnych wariantach oraz asymetrycznych marynarek i drapowanych spódnic.

Falbany i zwiewne materiały otulające modelki również pokazały nam, że objętościowe formy wcale nie muszą być ciężkie. Na uwagę zasługują także szpilki, które zachwyciły świat mody, nawiązując bezpośrednio do lilii wodnych, czyli głównego motywu kolekcji. Projektant zakończył pokaz teksturowanym czarnym płaszczem wieczorowym w stylu lat 50. XX wieku, zachowując elegancję na najwyższym poziomie.

Na uwagę zasługuje również Peter Phillips – makijażysta, który pracował podczas pokazu kolekcji Dior na sezon jesień/zima 2026/2027. Inspirował się Francuzkami i ich swobodnym, nonszalanckim podejściem do piękna.

„Paryżanka ma piękną, naturalną cerę, nie jest zbytnio wyretuszowana i ma na twarzy tylko ślady makijażu”, powiedział przed pokazem. Całość dopełniały fryzury autorstwa stylisty Guido Palau’a.

Lekko niedbały makijaż i nieco potargane włosy sprawiają, że całość wygląda nowocześnie oraz naturalnie pozostając przy tym elegancka.

Kolekcja daje poczucie świeżości, niczym wiosenny wypoczynek pośród kwiatowej łąki. Oddech, który Anderson pozwala nam zaczerpnąć jest upajający. Przedstawiając Paryż i modę w wydaniu romantycznej lekkości, projektant zdaje się rozumieć tęsknotę za beztroską, o którą tak ciężko w obecnych czasach. Świat mody z niecierpliwością czeka na dalsze projekty Jonathana Andersona, czekamy i my.

FacebookInstagramTikTokX