Na scenie są od zeszłego roku, a już mówią o nich wszyscy. Tym razem podjęli się komentarza społecznego – czym zdobyli sobie jeszcze większy rozgłos.
Trzecia kolekcja Hanny Rose Dalton i Stevena Raja Bhaskarana, pary odpowiedzialnej za Matières Fécales, nie pozostawia złudzeń. Ich sztuka (bo inaczej tej kolekcji nazwać nie można) funkcjonuje w ścisłej korelacji z otaczającą nas rzeczywistością. A w momencie, w którym świat zaczyna przypominać jeden z filmów Kubricka, potrzebujemy tego bardziej niż kiedykolwiek.
W zeszły wtorek Palais Brongniart wypełnił się ludźmi. Budynek, który został zbudowany na polecenie Napoleona jako siedziba giełdy paryskiej, posłużył za scenę dla karykaturalnego teatru wyśmiewającego obrzydliwie bogaty „jeden procent”.

Diabeł tkwi w szczegółach
Twarze zdeformowane i opuchnięte niby po nieudanej operacji plastycznej, mocne makijaże i wszechobecny blichtr. W każdej z eleganckich sylwetek wchodzących w dialog z Chanel Lagerfelda, Diorem Galliano czy Alexandrem McQueenem krył się jakiś niepokojący szczegół (lub więcej szczegółów). Śnieżnobiałe rękawiczki z czerwonym wnętrzem, przywodzące na myśl umazane krwią ręce, odrobinę zbyt stanowczy wzrok ubranych w garnitury mężczyzn, zrobione z pieniędzy akcesoria i przewijający się napis „kult”.

Mimo że kolekcja nosi miano „ready-to-wear”, pod względem konstrukcji bije na głowę niejeden pokaz haute couture. Wysokiej klasy materiały opinające sylwetkę we wszystkich właściwych miejscach i odstające w równie właściwych, przerysowane buty we współpracy z Louboutin i ukryte w szwach krzyże, przypominające o dziwnych, okultystycznych praktykach, w których uczestniczą najbogatsi.
Casting też grał ważną rolę
Wśród modeli najważniejszy był Bryan Johnson, amerykański przedsiębiorca, który postawił sobie za cel życie wieczne. Na przedłużenie własnego życia wydał już 2,5 mln dolarów i twierdzi, że ma pewne sukcesy – cofnął czas o kilka lat.
Obok niego na wybiegu pojawiła się jedna z najbardziej ekspresyjnych osobistości świata kultury i mody, Michèle Lamy, projektantka mody i artystka multidyscyplinarna Daphne Guinness oraz rosyjska artystka performatywna znana z surrealistycznego drag, Gena Marvin.
Każde z nich ma swoją charakterystyczną energię, którą eksponowali na wybiegu. Każde z nich ma też wyraźne poglądy społeczno-polityczne. W połączeniu z okultystycznymi praktykami, o które podejrzewa się klasę najwyższą, ich image odegrał rolę nie tylko estetyczną.
Największe wrażenie zrobił na mnie jednak krwiożerczy zgryz, który jeden z modeli zaprezentował w trakcie swojego przejścia. Szczególnie że głosów, że najbogatsi podczas okultystycznych rytuałów piją dziecięcą krew, ostatnio nie brakowało.
W świecie, w którym artyści zdają się zapominać, że sztuka jest swoistym lustrem dla otaczającej nas rzeczywistości, pokaz francuskiego domu mody był odświeżającym doświadczeniem. Było politycznie, było mocno, a do tego było pięknie. Czy kogoś jeszcze zdziwi, jak okrzyknę ten pokaz mianem dzieła dekady?
