FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Film

„Love Story”. Czy warto obejrzeć nowy serial Ryana Murphy'ego?

Autor: tadeusznaparapecie
10-03-2026
„Love Story”. Czy warto obejrzeć nowy serial Ryana Murphy'ego?
„Love Story”. Czy warto obejrzeć nowy serial Ryana Murphy'ego?
fot. materiały prasowe serialu

Znakomita obsada, nieprzeciętny soundtrack, piękne kadry i napięcie seksualne, które rozciąga się od Central Parku aż po ekran twojego laptopa. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. „Love Story” bije rekordy oglądalności i przypomina nam, dlaczego dobre romanse uzależniają bardziej niż cokolwiek innego.

Nie od dziś przy dobrej historii miłosnej miękną nam kolana. Przykładami z ostatnich miesięcy są chociażby „Heated Rivalry”, nowy sezon „Bridgertonów” czy zupełnie świeży serial, który bije wszystkie rekordy — „Love Story: John F. Kennedy Jr. & Carolyn Bessette”. Nowy tytuł antologiczny Ryana Murphy'ego (twórcy „American Horror Story”) zgromadził rekordowe ponad 25 milionów godzin oglądalności już przy pierwszych pięciu odcinkach.

„Love Story” to nie kolejna amerykańska historia miłosna. To opowieść pełna brutalnych prawd, namiętności, napięć i nowojorskich paparazzi. Serial opowiada o mieście, w którym krzyżują się losy dwojga: Carolyn Bessette oraz JFK Jr. Nie jest to zwykły romans — to kapsuła czasu. Nowy Jork, lata 90., minimal chic, Calvin Klein, matka obsesyjnie kontrolująca życie swojego trzydziestoletniego syna i oni — dwoje ludzi z zupełnie różnych światów: nieszczęśliwy romantyk i niepokojąco zmysłowa pragmatyczka. Kontrast między nimi zamiast ich dzielić — nasyca napięcie. Każde spojrzenie przesycone jest pragnieniem, nie blaskiem fleszy, lecz pragnieniem siebie nawzajem.

Pasja, z jaką aktorka Sarah Pidgeon wciela się w postać Carolyn Bessette, bierze się z głębokiego przygotowania do roli. W rozmowach przy produkcji Murphy wspominał, że aktorka przestudiowała wszystko, co można było przeczytać na temat Bessette — i wyciągnęła z tego jeden wniosek: Carolyn potrafiła sprawić, jakbyś był jedyną osobą na świecie w pokoju pełnym ludzi. Jak podaje „Variety”, Pidgeon dosłownie przejęła jej sposób bycia.

Jej nienasycony głód doznań prowadził ją przez życie. Była kobietą, która wiedziała, czego chce, i szła za tym. W ten sposób Carolyn piła się po szczeblach kariery u nikogo innego jak Calvin Klein — zaczynała od obsługi klientów VIP, wkrótce jej oko do szczegółów i zmysł modowy zauważył sam projektant. Awansowała na rolę nieformalnego VIP whisperer, z czasem przejmując coraz większe odpowiedzialności. Ceniła sobie świeżość, uporządkowany chaos i odrobinę tajemnicy — to ona zaproponowała Kate Moss do kultowej, niepozbawionej kontrowersji kampanii reklamowej. Poza pracą jej życie było pełne papierosów, seksu, clubbingu z przyjaciółmi, designerskich sukienek i mocnych drinków.

John natomiast (w tej roli Paul Anthony Kelly) — mimo prasy rozpisującej się o jego skandalicznym stylu życia — prowadził całkiem uporządkowaną egzystencję. Pracował w biurze prokuratora okręgowego, uprawiał dużo sportu, wszędzie jeździł rowerem i starał się zadowolić kontrolującą matkę — Jackie O. — która miała wiele do powiedzenia na temat jego życia osobistego, a zwłaszcza romantycznego. Nie była fanką jego niestabilnej emocjonalnie partnerki, Daryl Hannah. Zależało jej na tym, żeby John znalazł kogoś, kogo nie kręci jego nazwisko — lecz jego charakter.

Serial najpierw przedstawia te światy oddzielnie, by obserwować, jak powoli zaczynają na siebie nachodzić. Carolyn broniąca prawa do prywatności kontra JFK Jr., który dorastał z paparazzi pod domem. Ta mieszanka środowisk i usposobień nie powinna była działać — i może właśnie dlatego Love Story tak bardzo nas pochłania: mimo wszystko im się udaje. Zakochują się bez pamięci, a ich uczucie jest w stanie walczyć o nich samych. Nawet gdy przeżywają wstrząsające chwile — jak choćby oglądając doniesienia o śmierci księżnej Diany.

Piszą o nich: miłość, której kibicujesz, choć znasz finał. Bo w miłości, jak na wojnie — liczy się przebyta droga i poświęcenia. „Love Story” to coś więcej niż historia o księciu Ameryki i zbuntowanej ikonie stylu. To opowieść o tym, że gdy znajdziesz tę jedną osobę i zrobisz wszystko, żebyście byli razem — nawet w zatłoczonym pokoju będziecie patrzeć tylko na siebie.

FacebookInstagramTikTokX