Tilda Swinton po raz pierwszy przyjedzie do Warszawy. 27 i 28 listopada 2026 roku w Kinie Wisła pokaże „Bliss #2”, improwizowany performans poświęcony Derekowi Jarmanowi.
Ekran wypełni błękit Yves’a Kleina, a Tilda będzie czytać Jarmana, Mary Oliver, Charlesa Bukowskiego i Wisławę Szymborską przy muzyce granej na żywo przez Simona Fishera Turnera i Wacława Zimpla.
Dla Swinton to pierwszy przyjazd do Warszawy i drugi do Polski: rok temu, na Malcie w Poznaniu, razem z Olivierem Saillardem przywoływała świat Pasoliniego przez kostiumy z jego filmów w „Embodying Pasolini”. Tym razem przyjeżdża w ramach programu towarzyszącego wystawie „Tilda Swinton – Ongoing”, którą do 17 stycznia 2027 roku można oglądać w Instytucie Przemysłów Kreatywnych przy ul. Mińskiej 65, w hali dawnej drukarni PAP.
„Bliss” i „Blue”
Żeby zrozumieć, co właściwie zobaczymy na Żoliborzu, trzeba cofnąć się do „Blue”, ostatniego filmu Jarmana z 1993 roku. Siedemdziesiąt kilka minut jednego koloru, pod nim głosy Johna Quentina, Nigela Terry’ego, samego Jarmana i Swinton, muzyka Fishera Turnera. Kuratorski tekst Simona McCalluma z BFI odtwarza tę historię na podstawie notatników reżysera: Jarman usłyszał diagnozę HIV w grudniu 1986 roku, a pomysł na „film o Kleinie” zapisał w zeszycie już rok później. Przez kolejne lata szukał pieniędzy, przepisywał treatmenty, rozważał nawet scenografię nazwaną „niebieskim pokojem”. Skończyło się na pustym błękicie, bo choroba odbierała mu wzrok, a powikłania wirusa CMV zamieniły teorię Kleina w codzienność szpitala św. Bartłomieja.
Budżet wyniósł według BFI 90 tysięcy funtów, złożonych z pieniędzy Channel 4, Arts Council, British Council i japońskiego dystrybutora Uplink. Brian Eno udostępnił studio. 19 września 1993 roku Channel 4 pokazał film, a BBC Radio 3 jednocześnie nadało jego ścieżkę dźwiękową; do tygodniowego wydania „Radio Times” dołączono pocztówkę w kolorze IKB. Jarman zmarł dokładnie pół roku później.
Sama Swinton opowiada genezę jeszcze prościej. W wywiadzie dla tureckiego „Bant Mag”, udzielonym w Amsterdamie kilka dni przed pierwszym „Bliss #2”, przypomniała, że „Blue” w ogóle nie miał być filmem. Zaczął się jako improwizowany happening, który ona, Fisher Turner i grupa innych artystów urządzili w kinie Lumière przy St Martin’s Lane w Londynie (dziś, jak gorzko zauważa, jest tam hotel).
Organizatorzy opisują wydarzenie tak: błękitny ekran, głos Swinton, muzyka grana na żywo. Swinton wybiera teksty na bieżąco, muzycy reagują na nią i na siebie nawzajem, więc każdy z dwóch wieczorów ma być inny. Obok Jarmana zapowiedziano poezję Mary Oliver, Bukowskiego i Szymborskiej. Nad całością czuwa James Mackay, producent filmów Jarmana (to jego firma Basilisk Communications wyprodukowała „Blue”) i opiekun jego archiwum.
Performanse odbędą się po angielsku, bez tłumaczenia, bo improwizowanego doboru tekstów nie da się przełożyć z wyprzedzeniem. Ma to też efekt uboczny, który polska publiczność wyczuje od razu. Szymborska wróci do Warszawy po angielsku, w czyimś przekładzie. Którego tłumacza wybierze Swinton, nie wiadomo.
Wacław Zimpel na scenie z Tildą Swinton
Zasada projektu jest taka, że w każdym mieście do Swinton i Fishera Turnera dołącza lokalny muzyk. Wybór Wacława Zimpla wygląda na przemyślany – artysta uczył się klarnetu klasycznie w Poznaniu i Hanowerze, potem wszedł we free jazz z ludźmi takimi jak Ken Vandermark (gra w jego orkiestrze Resonance), Perry Robinson i Bobby Few. W 2014 roku był nominowany do Paszportu „Polityki”.
Jego ostatnie wcielenie, oparte na pętlach, burdonach i elektronice, najbardziej pasuje do „Blue”. Ścieżka Fishera Turnera z 1993 roku to dzwonienie, szum, fragmenty rozmów i pojedyncze tematy wyłaniające się z ciszy. Zimpel od lat buduje muzykę z powtórzenia i powolnego przesunięcia. Jak te dwa języki zabrzmią obok siebie i obok głosu Swinton, przekonamy się w listopadzie.
Wystawa „Tilda Swinton – Ongoing” i Derek Jarman
„Bliss #2” nie jest dodatkiem do „Ongoing”, raczej jej korzeniem. Wystawa przygotowana przez amsterdamskie Eye we współpracy ze Swinton pokazuje ją przez ośmiu partnerów: Almodóvara, Guadagnino, Joannę Hogg, Jarmana, Jarmuscha, Saillarda, Tima Walkera i Apichatponga Weerasethakula. Po Amsterdamie i ateńskim Onassis Ready trafiła do Warszawy, gdzie na blisko tysiącu metrów kwadratowych zaaranżował ją Maciej Siuda.
Jarman był pierwszy na tej liście. U niego Swinton zadebiutowała w „Caravaggiu” (1986), z nim kręciła amatorskie filmy na Super 8 w Dungeness i z nim, jak sama opowiada, przy kuchennym stole wymyśliła „Edwarda II” jako odpowiedź na Sekcję 28, thatcherowską ustawę zakazującą „promowania homoseksualizmu”. W rozmowie z „Bant Mag” mówi, że na tych wczesnych taśmach widzi siebie jak dzikie zwierzę w filmie przyrodniczym i dopiero teraz rozumie, dlaczego zawsze broniła się przed słowem „aktorka”. Kto obejrzał salę Jarmana na Mińskiej, przyjdzie do Kina Wisła z gotowym kontekstem. Kto jeszcze nie był, a chce się załapać na przedsprzedaż, musi kupić bilet na wystawę do 5 listopada.






![Jimmy Fallon śpiewa „Sto lat” po polsku w „The Tonight Show” [WIDEO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Flarge_Bez_nazwy_677d6476c3.png&w=1920&q=80)

![Jimmy Fallon śpiewa „Sto lat” po polsku w „The Tonight Show” [WIDEO]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Bez_nazwy_677d6476c3.png&w=1920&q=75)
![Garbaczewski: „Zły” Tyrmanda to bardziej „Breaking Bad” niż mrok [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_1920_1792404974059_zly1n_0540_544737e15c.jpg&w=1920&q=75)