Cristina Ferreira pochodzi z Lizbony, lecz mieszka w Poznaniu. Artystka wizualna i perfomerka zaprezentowała swój występ „A Foreign Body” podczas otwarcia wystawy „GALERIA WYMIANY. Organica (zapisy mechaniczno-biologiczne), 1958-2020” w Muzeum Sztuki w Łodzi. W wywiadzie opowiada nam, jak walczyć z poczuciem własnej obcości oraz co odrzucić, a co przyjąć i adaptować.
Studiowałaś malarstwo. Jak to się stało, że zostałaś performerką? Malarz zwykle siedzi schowany w swoim studiu, zaś performerzy często bezpośrednio konfrontują się z publicznością.
To bardzo różne media, ale często wchodzą ze sobą w dialog. Pomyśl o takich artystach jak Jackson Pollock albo Yves Klein, którzy eksperymentowali z malarstwem jako performansem. Ciekawi mnie, jak połączyć te media, ale też lubię pracę w studiu, w izolacji – kiedy jesteś sam ze sobą, a malowanie przypomina trans, dziurę w czasie, gdzie jesteś niezwykle skupiony i pochłonięty, wyalienowany od reszty świata. Performowanie wydaje się przeciwieństwem tego, ale wszelkie przeciwieństwa się zbliżają. Dla mnie performowanie wiąże się z byciem absolutnie obecną i świadomą swojego fizycznego ja, przestrzeni, którą zajmuję, publiczności, otoczenia. Czuję się wręcz uzależniona od nawiązywania relacji z publicznością, staram się nad tym pracować, żeby móc występować w bardziej niezależny sposób. Od dziecka kocham być na scenie, występować, grać w teatrze, stać przed kamerą. Wykonywałam performanse już podczas studiów malarstwa, bardzo intuicyjnie, ale od kilku lat przechodzę profesjonalne szkolenie i kształcenie szczególnie w tej dziedzinie. Co zaskakujące, czuję się bardziej wolna performując, niż malując.
A jak znalazłaś się w Polsce? Możesz już powiedzieć, że czujesz się tu jak w domu?
Przyjechałam do Polski dla miłości i zostałam z miłości. Dom jest dla mnie problematyczną koncepcją, którą rozpatruję na dwa sposoby: nostalgiczne wspomnienia ze szczęśliwych czasów w Portugalii albo z dzieciństwa oraz obecne szczęście i bezpieczeństwo, które czuję, mieszkając z moim mężem. Ale nie czuję się jak w domu, kiedy wychodzę za drzwi. Nie czuję się jak w domu w Polsce, ani kiedy wrócę do Portugalii na wakacje. Nie umiem dokładnie określić, czym jest dom, lecz na pewno nie jest krajem.
Jesteśmy Europejczykami, a jednak czujesz się imigrantką, obcą w Polsce. Jak to wpływa na twoje życie codzienne?
Bycie obywatelką Unii Europejskiej to przywilej i zaleta. Gdy zamieszkałam w Polsce, wykorzystywałam szanse, które mi się przytrafiały, uczyłam się, jak z „odmienności” uczynić wartość i zaletę. Teraz czuję się w Polsce komfortowo, lecz ten komfort nie obył się bez kosztów. Adaptacja i dopasowanie oznaczają wyrzeczenie się biegłości w ojczystym języku, a często również zapomnienie rytuałów, które są ważne „tam, w domu”. Ale to kwestia negocjacji z samym sobą; jak wiele chcesz zmienić, a jak wiele zachować. Z praktycznego punktu widzenia bywam ograniczona na przykład pod względem zawodowym, ponieważ nie umiem napisać idealnego maila po polsku. Chociaż mówię biegle, to nie umiem pisać jak krajowiec. Po latach spędzonych tutaj wciąż czuję, że największą barierę stanowi język.
Jak powstało „Obce ciało”? Patrząc na różne twoje działania artystyczne, wydaje się, że stworzenie tego projektu było procesem ewolucji. Czy przytaczane w występie historie i urywki hejterskich haseł również są twoim doświadczeniem?
„Obce ciało” powstało na podstawie wywiadów i wypowiedzi zebranych w trakcie realizacji poprzednich projektów. Od jakiegoś czasu przeprowadzam wywiady z obcokrajowcami mieszkającymi w Polsce – część z nagranych głosów stała się częścią performansu. Wielu rozmówców wyrażało mieszane uczucia na temat Polski i bycia imigrantem. Często są to słodko-gorzkie narracje, niektóre naznaczone czymś, co można by nazwać miękką agresją, inne rzeczywistym napięciem. Kiedy przygotowywałam performans, w Portugalii pojawiły się nagłówki o rasistowskim ataku na portugalską dziewczynę w Polsce. Nagle wszyscy z Portugalii zaczęli mnie wypytywać, czy Polacy są rasistami, czy niebezpiecznie tu żyć. Zawarta w performansie mowa nienawiści jest dosłownie zaczerpnięta z polskich mediów i prasy, często są to słowa uchwycone kamerą. Pierwszy publiczny pokaz performansu odbył się tuż po ataku na prezydenta Gdańska. To zbieg okoliczności, który sprawił, że dyskusja o mowie nienawiści stała się bardziej aktualna i istotna.
Patrząc na część „Eurodance” twojego występu, odnosi się wrażenie, że to bardzo smutny taniec, wręcz rozpaczliwy. W dodatku pojawiająca się na koniec performansu unijna flaga jest złowieszczo czarna, a gwiazdki białe. Myślisz, że Europa utraciła radość opiewaną w swoim hymnie?
Styl muzyczny eurodance cieszył się największą popularnością w latach dziewięćdziesiątych i wczesnych dwutysięcznych, w okresie ekspansji ekonomicznej i wszechobecnego optymizmu. Hity eurodance są znane w całej Europie za sprawą prostych, chwytliwych tekstów i optymistycznego brzmienia stworzonego do klubów. Często zdają się być ponad określonymi kulturami, są prawie beznarodowe albo „uniwersalne”, pomimo że autorzy pochodzą z różnych i dość specyficznych środowisk, jak Skandynawia, Niemcy czy Rumunia. Podczas performansu staram się nadążyć za euforyczną muzyką, ale ciało w końcu ulega wyczerpaniu przez ciągły, optymistyczny rytm. To staje się mniej radosnym, a bardziej wytrzymałościowym zadaniem, męczącym wysiłkiem, żeby tylko nadążyć. Zmęczenie jest dla mnie motywem przewodnim w życiu codziennym imigrantów i niekończącym się procesie adaptacji w nieprzyjaznym środowisku. Dzisiejsza Unia Europejska stoi przed wyzwaniami, z którymi wcześniej się nie zmagała, ale jej osiągnięcia są niezaprzeczalne, zwłaszcza gdy myślimy o Polsce. Czarno-biała flaga odnosi się do ciemniejszej strony, negatywu początkowego obrazu zjednoczenia. Odnosi się do Europy, w której skrajności przejmują inicjatywę, i do braku wiary w Unię u wielu jej mieszkańców – coś, czego nie podzielam, ale wobec czego chciałam się krytycznie odnieść w przedstawieniu.
Co łączy Polskę i Portugalię? Mamy Biedronkę, którą założył portugalski miliarder Alexandre Soares dos Santos. O niej też kiedyś zrobiłaś performans.
Bycie imigrantem to nagłe, pełne uświadomienie sobie swojej narodowości. Myślę, że nigdy nie byłam tak bardzo Portugalką, jak jestem w Polsce. Biedronka jest świetnym przykładem nostalgii, jaką imigrant odczuwa za ojczystym krajem, biorąc pod uwagę prosty fakt, że sprzedaje jedzenie – coś podstawowego i niezbędnego, co ma głębokie fizyczne i uczuciowe korzenie. Dawno temu zrobiłam dwa performanse w Biedronce. Jeden bezpośrednio związany z ideą jedzenia jako synonimem domu i schronienia, drugi połączony z powracającym w Polsce zjawiskiem – tym, że wiele starych kin jest zamienianych na supermarkety Biedronki. Poza politycznymi i ekonomicznymi aspektami poruszył mnie aspekt architektoniczny tego „skażenia” stale rosnącą siecią Biedronek. W końcu niektóre rodzaje biedronek też są inwazyjne.
O czym jest twój kolejny projekt?
Teraz pracuję nad performansem w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu, zatytułowanym „Still Life”, który łączy elementy historii sztuki z moją autobiografią w celu refleksji nad dychotomią przedmiot-podmiot. Zainspirowany jest tym, co znaczy „produkować sztukę” i co znaczy „być artystą”, ale także moimi niedawnymi doświadczeniami w byciu modelką malarską. W performansie eksploruję znaczenia pasywności, rzeźbiarstwa, sprawczości, dzieła/pracy, produktywności, spojrzenia, wojeryzmu/ekshibicjonizmu.
Myślisz, że będzie dobrze?
Tak, zawsze i na zawsze.

![[Z archiwum K MAG] „Nie umiem dokładnie określić, czym jest dom, lecz na pewno nie jest krajem” – wywiad z Cristiną Ferreirą](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_17_Performans_C_Ferreira_fot_Ha_Wa_1fee16442b.jpg&w=1920&q=80)









![[Z archiwum K MAG] „Jeśli masz coś dobrego do pokazania, na pewno zostaniesz zauważony” – wywiad z Aaronem Eshem](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_LC_3_A4192_5c3e30c1f9.jpg&w=1920&q=75)