Anne Hathaway ma 43 lata, kręci pięć filmów rocznie, a w przerwie zdobi okładkę „People”. Ale najciekawsze jest to, co stoi za tym tytułem i dlaczego otrzymała go właśnie teraz.
Plebiscyt istnieje od 1990 roku i jego historię tworzą Julia Roberts, Michelle Pfeiffer, Nicole Kidman, Halle Berry, Jennifer Aniston i Beyoncé. Kanon oczywisty, przewidywalny, niemal hermetyczny. I właśnie dlatego wybór Anne Hathaway jest, paradoksalnie, interesujący.
Nie dlatego, że aktorka jest nie jest piękna. Wiadomo, że jest. Ale przez większość swojej kariery Hathaway funkcjonowała w publicznej wyobraźni jako ktoś trochę za bardzo: za bardzo się starająca, za bardzo entuzjastyczna, za bardzo widoczna w swojej potrzebie bycia lubianą. Hathahaters, bo i taki termin krążył po Internecie, przez lata widzieli w niej aktorkę, która jest świetna technicznie, ale męczy. Hathaway sama przyznała w rozmowie z „People”, że na początku kariery była wobec siebie bardzo surowa, przekonana, że samokrytycyzm uczyni ją lepszą artystką. Czterdziestka coś zmieniła.
„Mother Mary”
Wybór okładkowej bohaterki nie jest przypadkowy, Hathaway promocję pięciu filmów zaczyna właśnie od „Mother Mary”, które weszło do kin 17 kwietnia. Reżyser David Lowery, twórca „A Ghost Story” i „The Green Knight”, napisał i wyreżyserował psychologiczny dramat-thriller, w którym Hathaway gra ikoniczną gwiazdę popu, która po artystycznym i osobistym kryzysie przygotowuje się do wielkiego powrotu.
Film zbudowany jest nie jako linearna narracja, ale jako warstwa po warstwie odkopywanych wspomnień, nierozwiązanych ran, reminiscencji, które wypływają podczas konfrontacji z przeszłością. Kiedy Mother Mary spotyka swoją dawną przyjaciółkę i kostiumografkę Sam Anselm, graną przez Michaelę Coel, na jaw wychodzi to, co przez lata było zakopane. Lowery, który mówił, że film zainspirował go Francis Ford Coppola z okresu „Bram Stoker's Dracula”, sięga po estetykę gotycką i atmosferę quasi-horroru, choć nie rezygnuje z rozmachu widowiska.
Najpiękniejsza kobieta świata: co z tym zrobimy
W rozmowie z „People” Hathaway powołuje się na zdanie pewnego reżysera: piękno może zawierać w sobie brzydotę, o ile zawiera prawdę. To poniekąd opis „Mother Mary” jako projektu filmowego. Lowery sam mówił, że film traktuje o tym, jak sztuka może wziąć coś strasznego i zamienić to w coś pięknego.
Hathaway ma w tym roku pięć premier: obok „Mother Mary” to kontynuacja „Diabeł ubiera się u Prady”, „The Odyssey” Christophera Nolana i adaptacja „Verity” Colleen Hoover. Być może właśnie dlatego okładka „People” pojawia się teraz. Hollywoodzki mechanizm celebracji jest precyzyjny.

