Aleksandra Rita Maczuga w autorskich typach modowych bada, czym współcześnie jest dla nas talizman. Snuje rozważania o współczesnym dandysie i przygląda się dyplomowej kolekcji Martyny Agnieszki oraz „Portretowi” Dawida Brzezińskiego, który za pomocą projektów snuje refleksje na temat społecznych archetypów.
Chcesz być dobry, zły lub jedynie (nie)widzialny?
Historia pokazuje, że społeczeństwo od zawsze regulowało widzialność określonych grup. Ubranie nigdy nie było wyłącznie kwestią estetyki – komunikowało pochodzenie, status i przynależność. Erving Goffman w „Człowieku w teatrze życia codziennego” pisał, że życie społeczne przypomina nieustanne przedstawienie, w którym każdy z nas odgrywa role zgodne z oczekiwaniami otoczenia. Dobitnym przykładem tej zależności były realia epoki praw Jima Crowa, gdzie elegancki garnitur nie był jedynie kwestią gustu – dla czarnych Amerykanów oznaczał przekroczenie niewidzialnych granic społecznych. Był symbolem godności, ale również prowokował przemoc, stając się pretekstem do wykluczenia.
Kolekcja „Portret” Dawida Brzezińskiego – laureata MOSKITA K MAG-a 2026 – podejmuje refleksję właśnie nad tym, jak rodzą się społeczne archetypy. Projektant fotografował anonimowych przechodniów z ukrycia, nie zakłócając tym samym ich naturalnej ekspresji. Z tych obserwacji narodziły się między innymi postaci: Kapitana, Poety, Biznesmena czy Czarodzieja. „W mojej kolekcji nie chciałem w pełni zrekonstruować zawodów, lecz podważyć przypisane im kody. Chciałem wprowadzić więcej lekkości i marzycielskości oraz pokazać, że ubiór nie powinien definiować człowieka”, podkreśla projektant. „Postać Poety była wzorowana na mężczyźnie w kryzysie bezdomności. Zafascynował mnie kontrast między jego wyglądem a tym, jak się wysławiał. Recytował miłosną poezję, całkowicie burząc stereotyp, który jego obraz uruchamiał w głowie”. Ubiór zdecydowanie staje się kostiumem, na podstawie którego jesteśmy obsadzani w określonych rolach. Czas zadać sobie pytanie, kim tak naprawdę jesteśmy, a może raczej: kim pozwalamy się zobaczyć?
Niedadaistyczna realność
„Kostium staje się ruchomą, wyzwoloną formą. (...) jest rezonatorem i pułapką, uwikłaniem i spotęgowaniem, również hamulcem, może być jego katem i ofiarą, może istnieć obok aktora i stać się przedmiotem jego żonglerki”, twierdził Tadeusz Kantor. Podobnie myślała Maria Jarema, jedna z najważniejszych postaci polskiej awangardy i współtwórczyni teatru Cricot. W 1948 roku artystka posłużyła się pojęciem „realności gotowej, wykorzystującej doświadczenie niedadaistyczne”. Dlaczego niedadaistyczne? Świadomie odwoływała się do awangardy, ale nie chciała, by jej twórczość powielała rozwiązania dadaistów oraz ideę ready-made. Czy zatem sam akt przeniesienia przedmiotu do przestrzeni (nie)wystarcza, by nadać mu nowe znaczenie, a ready-made jest jedynie prowokacją?
Artystka zdecydowanie odrzucała iluzjonizm oraz tradycyjne przedstawienie rzeczywistości. „Realność gotowa” nie oznaczała biernego wykorzystania istniejących obiektów, lecz ich ponowne włączenie w proces twórczy, w którym zyskiwały nowe znaczenia poprzez relacje z ciałem, ruchem i przestrzenią. Najpełniej koncepcja ta wybrzmiała właśnie w teatrze Cricot. Projektowane przez Jaremę kostiumy nie były wyłącznie podporządkowane tekstowi dramatycznemu, lecz stawały się równorzędnym środkiem wyrazu. Podsumowując, prawdziwa awangarda nie polega na prowokacji dla samej prowokacji, a na przekraczaniu utrwalonych sposobów patrzenia. „Sztuka rodzi się z wolności myślenia”, podkreślała wielokrotnie Jarema.
Niewinność jest konstrukcją wizualną
„Piękno, zajęcie, które w tym społeczeństwie przypisano kobietom, jest sceną ich zniewolenia. Prawomocny jest tylko jeden standard kobiecego piękna: dziewczyna”, pisała Susan Sontag w eseju „Podwójne standardy starzenia się”. Trudno o trafniejsze podsumowanie sposobu, w jaki przez dekady kreowano obraz kobiecości, utożsamiając go z delikatnością, niewinnością i dziewictwem. Istnieje wiele konstrukcji wizualnych, które nauczyliśmy się odczytywać jako symbole moralnej czystości: biel, koronki czy też (nie)pozornie subtelne sylwetki (niestety, kultura łączy kobiece piękno z dziewczęcością). Z tym sposobem patrzenia w swojej kolekcji dyplomowej polemizuje Martyna Agnieszka – nominowana do MOSKITA KMAG-a 2026.
Projektantka odrzuca wizualny stereotyp kobiety kruchej i uległej. Dzięki ciężkim tkaninom, surowemu wykończeniu i formie opowiada o doświadczeniu, sile oraz sprawczości. Sylwetki są manifestem sprzeciwu, ale również osobistą dedykacją dla kobiet z jej rodziny. Szczególne miejsce zajmuje postać babci, która – jak wspomina – „nie miała przestrzeni, żeby rozwijać swoją pasję do pisania czy też szycia. Jej codziennością było wychowanie dzieci i praca zawodowa, wykonywana przede wszystkim z konieczności ekonomicznej – bo przecież w czasach PRL-u kobieta musiała być wielofunkcyjna”. „Chciałam odejść od niewinnego wizerunku i pokazać siłę. Dlatego zapięcia koszul i marynarek umieściłam po prawej, typowo męskiej stronie.” Ważnym elementem kolekcji są również niefarbowane, naturalne ludzkie włosy. „Ich symboliką jest wspomniane wcześniej dziewictwo. Zamiast zaplatać je w warkocze i przewiązywać kokardką, wykorzystałam je do nadania sylwetkom struktury. W kulturze włosy od wieków stanowiły symbol kobiecości, czystości i seksualności, świadomie chciałam odwrócić ten kod”. „Mężczyźni patrzą, a kobiety są oglądane”, pisał John Berger. Właśnie dlatego niewinność nie jest cechą, lecz subiektywnym sposobem patrzenia.
Czarny dandyzm to „estetyczny kaprys”?
Czy garnitur jest manifestem politycznym? W historii czarnego dandyzmu odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. Francuski poeta Charles Baudelaire pisał, że „dandyzm nie jest próżnością, lecz postawą – dyscypliną, niezależnością i buntem przeciwko przeciętności”. Elegancja od zawsze była narzędziem odzyskiwania podmiotowości i sprzeciwu wobec społecznych hierarchii. Nieprzypadkowo przełomowym momentem, który na nowo otworzył dyskusję o czarnym dandyzmie, stał się motyw przewodni ubiegłorocznej Met Gali i wystawy „Superfine: Tailoring Black Style”, zorganizowanej przez Costume Institute The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Jak podkreśla jej kuratorka, Monica L. Miller, badaczka współczesnej literatury afroamerykańskiej i afrodiasporycznej oraz autorka książki „Slaves to Fashion”: „Dandyzm to praktyka, która nie ogranicza się tylko do ubioru i dodatków. Często chodzi o strategiczne wykorzystanie tych elementów w konkretnych momentach politycznych, w określonych punktach odniesienia kulturowego”.
Kim właściwie jest dandys? Przez długi czas określenie to miało pejoratywny wydźwięk. W kulturze minstrel shows dobrze ubrany i wykształcony czarny mężczyzna przedstawiany był jako karykatura, ponieważ podważał rasistowskie stereotypy. Dopiero z czasem pojęcie to zyskało nowe znaczenie. Korzenie sięgają George’a Bryana „Beau” Brummella, który na przełomie XVIII i XIX wieku uczynił z perfekcyjnie skrojonego garnituru symbol niezależności, autonomii i społecznego awansu. Nowy wymiar dandyzm zyskał natomiast podczas Harlem Renaissance. Wraz z Wielką Migracją Harlem stał się centrum afroamerykańskiej kultury, gdzie literatura, jazz i moda wspólnie stworzyły nową historię. Moda od zawsze była i jest polityczna. Klasyczne krawiectwo połączone z odwagą, indywidualizmem i ekspresją udowadnia, że dandysyzm to coś więcej aniżeli estetyczny kaprys.
(Nie)moc talizmanu
Od dawien dawna próbujemy oswoić to, czego nie potrafimy wyjaśnić. W kulturach szamańskich talizman miał chronić przed chorobą i śmiercią, w starożytnym Egipcie symbolizował odrodzenie, a w średniowieczu relikwie świętych traktowano jako dowód obecności siły wyższej. Jak pisał filozof Heinrich Rickert w „Przedmiocie poznania”: „Poznanie nie jest prostą relacją między podmiotem a przedmiotem – jego fundament stanowią wartości o charakterze transcendentalnym, dzięki którym rzeczywistość przestaje być jedynie zbiorem przypadkowych zjawisk, a nabiera znaczeń”. Zatem sens przedmiotu nie tkwi w nim samym, lecz w jego relacji z człowiekiem.
Tę zależność bada Balázs Ágoston Kiss, artysta multidyscyplinarny z Budapesztu, łącząc tradycyjne rzemiosło z projektowaniem spekulatywnym. Jak podkreśla: „Ludzie zawsze nosili biżuterię w jakiejś formie, więc ta potrzeba nie zniknęła nagle wraz z rozwojem cywilizacji, zmieniły się jedynie materiały i przypisywane znaczenia”. Jego zdaniem wyjątkowość biżuterii polega na tym, że towarzyszy nam każdego dnia. „Staje się świadkiem wydarzeń w naszym życiu. To dlatego zaczynamy przypisywać jej jakieś wartości – wierzymy, że przynosi szczęście albo pecha”. Relacja z przedmiotem rodzi się jednak jeszcze wcześniej. „Niektórzy długo odkładają pieniądze, żeby kupić moją biżuterię. Sam proces oszczędzania sprawia więc, że pojawia się emocjonalne zaangażowanie”. Wciąż chcemy wierzyć, że istnieje coś, co nas ochroni, pomoże podjąć właściwą decyzję albo wyprowadzi z trudnego momentu. Być może talizman nie odwraca biegu wydarzeń, a pozwala jedynie odpuścić? Kiedy przestajemy kurczowo kontrolować rzeczywistość, to, czego pragniemy, zaczyna się spełniać.


![Katarzyna Konieczka: „Paranoja jest kiełkującą myślą” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Kasia_red_B00123823_FR_1786472026_1_146c719ba9.jpg&w=1920&q=75)
![Martyna Kołtun: „Zamiast zastanawiać się, dlaczego w Polsce nie ma branży, możemy ją tutaj tworzyć” [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_260626_Igor_Rebis_0132_ba76945e8b.jpg&w=1920&q=75)
![Ofelia: „Chciałabym, żeby więcej ludzi chciało słuchać muzyki, która nie jest tylko echem” [WYWIAD I SESJA]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Farticles%2F67507e461af270031699ad11%2Fofelia_%252017.jpg&w=1920&q=75)

