FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Moda
|
Ludzie

Martyna Kołtun: „Zamiast zastanawiać się, dlaczego w Polsce nie ma branży, możemy ją tutaj tworzyć” [WYWIAD]

Autor: Aleksandra Rita Maczuga
01-10-2026
Martyna Kołtun: „Zamiast zastanawiać się, dlaczego w Polsce nie ma branży, możemy ją tutaj tworzyć” [WYWIAD]
Martyna Kołtun: „Zamiast zastanawiać się, dlaczego w Polsce nie ma branży, możemy ją tutaj tworzyć” [WYWIAD]
Martyna Kołtyn fot. Igor Rębiś

Martyna Kołtun – projektantka, nowa CEO i właścicielka MISBHV. Do marki dołączyła sześć lat temu, dziś, mając dwadzieścia osiem lat, przejęła odpowiedzialność za jej przyszłość. O tym, dlaczego zdecydowała się przejąć biznes, czego w MISBHV nie da się wycenić i dlaczego zamiast budować pomnik przeszłości, chce na nowo zdefiniować polskość. O błędach, które doprowadziły firmę do kryzysu, powrocie dawnego zespołu i ambicji stworzenia w Polsce miejsca, do którego najlepsi twórcy będą chcieli przyjeżdżać, zamiast z niego wyjeżdżać.

materiał pochodzi z numeru K MAG 128 Sinners 2026, tekst: Aleksandra Rita Maczuga

Jeszcze kilka lat temu przyszłaś do MISBHV świeżo po ASP, jako projektantka. Dziś jesteś właścicielką firmy. Kim właściwie jest Martyna Kołtun?


Przede wszystkim jestem osobą, która ma ogromną potrzebę robienia rzeczy, a nie tylko rozmawiania o nich. Mam w sobie ciekawość, która ciągle każe mi sprawdzać: „Co się stanie, jeśli spróbujemy?”. 
Po wzornictwie na ASP zaczęło mnie coraz bardziej interesować nie tylko samo projektowanie, ale też to, dlaczego jedne pomysły stają się czymś większym, a inne nie. Stąd później zarządzanie, socjologia biznesu i media na Akademii Leona Koźmińskiego. Chciałam być blisko rzeczy, które mnie ekscytują, i ludzi, od których mogę się czegoś nauczyć. Mam duży apetyt na życie. Chcę poznawać, tworzyć, eksperymentować. Chyba bardziej niż porażki boję się tego, że za dwadzieścia lat mogłabym pomyśleć: zabrakło mi odwagi, by spróbować.

Co najbardziej ukształtowało cię jako osobę?


Chyba sama droga i zrozumienie, że wszystko jest procesem. Ogromnym przeżyciem było dla mnie już dołączenie do MISBHV. Pamiętam ekscytację: mogę się tutaj uczyć, współtworzyć, być częścią tego zespołu. Patrzyłam na Natalię i Tomka i fascynowało mnie, że z Polski, bez ekosystemu, który otacza młode marki w Paryżu, Londynie czy Mediolanie, wprowadzili MISBHV do międzynarodowego świata mody. Miałam za sobą zagraniczne staże i tym bardziej rozumiałam skalę tego, co udało im się zbudować.

Czy kiedykolwiek wcześniej przeszło ci przez głowę, że możesz zostać właścicielką MISBHV? 


Nigdy nie pracowałam w MISBHV z myślą, że któregoś dnia ta firma będzie moja. Moja relacja z marką zaczęła się od fascynacji i pasji, później były przyjaźnie, wspólne wyjazdy, godziny rozmów o projektach i poczucie, że razem tworzymy coś większego. MISBHV przez lata było głęboko wpisane w moje życie – dorastałam razem z tą marką i ona w pewnym sensie dorastała razem ze mną.

Martyna Kołtyn fot. Igor Rębiś

Jak narodził się pomysł przejęcia firmy i co sprawiło, że zamiast odejść z firmy w kryzysie, postanowiłaś wziąć za nią pełną odpowiedzialność? 


Ta decyzja dojrzewała we mnie długo. Im trudniejsza stawała się sytuacja firmy, tym częściej zadawałam sobie pytanie: co będzie z MISBHV i co ja mogę z tym zrobić? Miałam dwie drogi. Mogłam odejść, znaleźć inną pracę albo zacząć własny projekt. Mogłam też zawalczyć o coś, czemu poświęciłam sześć bardzo ważnych lat życia. Nie wiedziałam, czy to się uda. Nadal tego nie wiem. Ale jest też we mnie coś, co lubi sytuacje, w których nie znam jeszcze odpowiedzi. Mam dwadzieścia osiem lat i dostałam możliwość zrobienia czegoś, co jeszcze kilka lat temu wydawałoby mi się kompletnie nieprawdopodobne. Pomyślałam: chcę zobaczyć, co się stanie, jeśli naprawdę dam temu wszystko. Jeśli nie teraz, to kiedy?

Co zobaczyłaś w MISBHV, czego być może nie widziała osoba patrząca wyłącznie na wyniki finansowe?


Firmę można wycenić, policzyć jej przychody, koszty czy zapasy, ale znacznie trudniej wycenić kulturę, która przez lata wokół niej powstała. MISBHV ma własny język, historię, emocje i społeczność złożoną z ludzi mody, muzyki, fotografii czy sztuki. Jednocześnie czułam, że ten potencjał wciąż nie został do końca wykorzystany. W Polsce mamy świetnych projektantów, stylistów, fotografów i technologów, a jednak dla wielu ambitnych osób naturalnym krokiem jest wyjazd do Paryża, Londynu czy Mediolanu. Dlaczego nie stworzyć tutaj miejsca, do którego to inni będą chcieli przyjeżdżać? Zamiast zastanawiać się, dlaczego w Polsce nie ma branży, możemy ją tutaj tworzyć.

Dlaczego, twoim zdaniem, MISBHV znalazło się w tak trudnej sytuacji? 


Rynek mody bardzo się zmienił, ale zbyt łatwo byłoby wszystko zrzucić na kryzys. My też popełniliśmy błędy. W pewnym momencie organizacja nie rozwijała się równie szybko jak ambicje marki. Zabrakło dyscypliny biznesowej, kontroli kosztów i koncentracji – robiliśmy za dużo rzeczy jednocześnie. Wyzwaniem była też przeprowadzka całej firmy z Krakowa do Warszawy, która okazała się kosztowna i organizacyjnie trudna. Rozwodniła się też spójność kolekcji i języka wizualnego. Nie interesuje mnie jednak szukanie winnych. Błędy są naprawdę drogie dopiero wtedy, kiedy niczego nas nie uczą.

Dlaczego odbudowę MISBHV zaczęłaś od przywrócenia dawnego zespołu?


Nie dzwoniłam do ludzi z komunikatem: „wróćmy i zróbmy wszystko tak jak kiedyś”. Mówiłam: „spróbujmy jeszcze raz, ale zróbmy to najlepiej, jak potrafimy”. Część miała już inne życie, pracę, własne projekty, a mimo to chcieli wrócić, bo czuli, że mogą mieć wpływ na to, czym MISBHV stanie się teraz. Jednocześnie zaprosiłam nowe osoby, które nie są przesiąknięte historią marki. Ten miks jest dla mnie bardzo ważny. Ci, którzy wrócili, też zdobyli już nowe doświadczenia. Nie chodzi więc o odtworzenie dawnego MISBHV, tylko wykorzystanie jego historii do zbudowania czegoś nowego.

Martyna Kołtyn fot. Igor Rębiś

Jak zmieni się twoja praca, kiedy z projektantki staniesz się CEO? 


To chyba największa zmiana, przez jaką teraz przechodzę. Jako projektantka mogłam koncentrować się na świetnym produkcie. Dziś zaczynam rozumieć, że moim największym projektem jest sama firma – stworzenie warunków, w których cały zespół może robić świetne rzeczy. Nie chcę przy tym udawać klasycznej CEO ani tracić kontaktu z kreacją. Kocham materiały, inspiracje, cały proces projektowy. Muszę natomiast nauczyć się odpuszczać kontrolę. Nie chcę być najmądrzejszą osobą w każdym pokoju. Chcę mieć wokół siebie ludzi lepszych ode mnie w tym, co robią, i dawać im przestrzeń do realizowania najlepszych pomysłów.

Jaka jest zatem przyszłość MISBHV? 


Chciałabym, żeby MISBHV było przede wszystkim żywe. Nie interesuje mnie budowanie pomnika MISBHV 1.0 ani udawanie marki z Paryża czy Mediolanu. Jesteśmy stąd i właśnie dlatego możemy być ciekawi dla świata. Przyglądamy się na nowo temu, czym dzisiaj jest dla nas polskość – bez folkloru i nostalgii dla samej nostalgii. Interesuje nas sztuka, muzyka, transformacja, przełom lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych, ale też współczesna Polska i to, jak zmienia się nasze własne spojrzenie na ten kraj. Roboczo nazywamy to polishcore, ale traktuję to bardziej jako punkt wyjścia do rozmowy niż zamkniętą estetykę. Chcę, żeby marka była znowu miejscem spotkania różnych światów: projektanta z muzykiem, fotografa z technologią. Moim sukcesem będzie moment, kiedy w MISBHV wydarzy się coś genialnego, o czym wcześniej nie wiedziałam.

Co jest twoją największą inspiracją?


Proces. Bardzo bliskie jest mi pojęcie formy otwartej Oskara Hansena. Projektant nie musi tworzyć skończonego dzieła i narzucać innym własnej wizji. Może stworzyć ramy, w których coś zaczyna wydarzać się dzięki ludziom. Coraz częściej myślę w ten sposób także o firmie. Nie chodzi mi o to, żeby samodzielnie zaprojektować MISBHV od początku do końca, tylko stworzyć warunki, w których ludzie mogą rozwijać pomysły i doprowadzać je do miejsc, których sama nie byłabym w stanie zaplanować. To właśnie najbardziej mnie inspiruje w procesie – jego nieprzewidywalność.

Załóżmy, że spotykamy się ponownie za trzy lata. Po czym poznasz, że przejęcie MISBHV było dobrą decyzją?


Oczywiście po wynikach – chcę, żeby MISBHV było zdrową, rentowną i stabilną firmą, mocną w Polsce i na świecie. Ale chciałabym też wejść za trzy lata do naszego biura i poczuć energię: ktoś kłóci się o projekt, ktoś biegnie z próbką materiału, ktoś właśnie wpadł na szalony pomysł. Zobaczyć osoby świeżo po studiach, którzy patrzą na to miejsce tak jak ja sześć lat temu i myślą: „Mogę tutaj zrobić coś dużego”. Nie chcę, żeby ta historia sprowadzała się do: „Martyna uratowała MISBHV”. Chcę sprawdzić, jak daleko możemy razem zajść. Jeśli za trzy lata zobaczę ludzi, którzy czują, że tutaj mogą zrobić coś naprawdę dużego, będę wiedziała, że było warto.

foto photo Igor Rębiś

stylizacja styling Mariusz Targoński

produkcja production Alicja Zjawiona / K MAG

asystent fotografa photographer’s assistant Tymoteusz Eksner

specjalne podziękowania dla special thanks to A10 Darkroom, Krzysztof Powierża

1/7
Slide image

Martyna Kołtyn fot. Igor Rębiś

Advertisement

Polecane artykuły

Met Gala 2027. Hołd dla Galliano dzieli świat mody

Met Gala 2027. Hołd dla Galliano dzieli świat mody

[Z archiwum K MAG] „Wszyscy wiemy, że jesteś tylko tak dobry, jak twoja ostatnia kolekcja” – wywiad z Victorem dE Souzą

[Z archiwum K MAG] „Wszyscy wiemy, że jesteś tylko tak dobry, jak twoja ostatnia kolekcja” – wywiad z Victorem dE Souzą

6 produkcji, które definiowały modę męską na ekranie

6 produkcji, które definiowały modę męską na ekranie

Met Gala 2027. Hołd dla Galliano dzieli świat mody

Met Gala 2027. Hołd dla Galliano dzieli świat mody

[Z archiwum K MAG] „Wszyscy wiemy, że jesteś tylko tak dobry, jak twoja ostatnia kolekcja” – wywiad z Victorem dE Souzą

[Z archiwum K MAG] „Wszyscy wiemy, że jesteś tylko tak dobry, jak twoja ostatnia kolekcja” – wywiad z Victorem dE Souzą

6 produkcji, które definiowały modę męską na ekranie

6 produkcji, które definiowały modę męską na ekranie

FacebookInstagramTikTokX
Advertisement