FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Konkurs
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Advertisement
Ludzie
|
Muzyka

Tom McFarland z Jungle: „Od zawsze czułem dużą bliskość z Polakami” [WYWIAD]

Autor: Natalia Żelazowska
12-10-2026
 Tom McFarland z Jungle: „Od zawsze czułem dużą bliskość z Polakami” [WYWIAD]
 Tom McFarland z Jungle: „Od zawsze czułem dużą bliskość z Polakami” [WYWIAD]
fot. materiały prasowe

Zespół Jungle w sierpniu wydał swój piąty album studyjny „Sunshine”, z którym jesienią ruszył w światową trasę koncertową. Po raz pierwszy gra w oficjalnie powiększonym składzie, zasilonym przez współpracującą z grupą już od kilku lat wokalistką i multiinstrumentalistką, Lydią Kitto. W Polsce usłyszymy ich 10 listopada na łódzkiej Atlas Arenie. Na kilka tygodni przed koncertem spotkaliśmy się z jednym z członków zespołu -  Tomem McFarlandem, by porozmawiać o przelewaniu emocji na piosenki, życiu w trasie oraz wyzwaniach, jakie muzyce zgotowały algorytmy.

Jako zespół byliście w Polsce już wielokrotnie, a 10 listopada zagracie w łódzkiej Atlas Arenie. Co takiego jest w polskiej publiczności, co sprawia, że tak chętnie i regularnie tu wracacie?

Po prostu świetnie się z Wami bawimy (śmiech). Wiesz, graliśmy w Warszawie, Krakowie… Graliśmy też na festiwalach w Polsce. Nie pamiętam dokładnej nazwy, ale chodzi o ten festiwal na terenie z torem wyścigów konnych.

Tak! Na Orange Warsaw Festivalu. Pamiętam, świetnie się bawiałam!

To było niesamowite, panowała tam wspaniała atmosfera. Od zawsze czułem dużą bliskość z Polakami, bo kiedy dorastałem w Londynie, mieszkałem w Hammersmith, gdzie była ogromna polska społeczność. Działało tam centrum polskie, więc wielu pracowników w mojej szkole to byli Polacy. Pracowałem też w barach i restauracjach w zachodnim Londynie i bardzo często większość obsługi kuchni czy niektórzy moi przełożeni byli Polakami. Myślę, że jako naród też po prostu wiecie, jak dobrze się bawić. Macie wyjątkową kulturę, mocno powiązaną z brytyjską. Mam wrażenie, że mamy też bardzo podobne poczucie humoru. No i wszyscy mamy długie, ciemne i ponure zimy (śmiech), więc gromadzenie się w klubach czy halach, by spędzić miło czas, posłuchać muzyki czy potańczyć, wydaje się super naturalnym pomysłem na umilenie tego okresu.

Od lat dużo czasu spędzacie w trasach koncertowych. Przemieszczacie się z jednego hotelu do drugiego, od miasta do miasta. Jak znajdujecie w tym wszystkim poczucie normalności? Czy po tylu latach koncertowania macie jakieś rytuały lub rutyny, które poprawiają wam samopoczucie podczas życia w trasie albo występowania na scenie?

Tak. Myślę, że chodzi o robienie rzeczy, które dają radość i znajdowanie na nie czasu – czy to aktywność fizyczna, czy czytanie książek, które zawsze pozwala mi twardo stąpać po ziemi. Wygospodarowanie chwili dla siebie, by posiedzieć w spokoju, posłuchać ulubionej muzyki albo porozmawiać przez telefon z rodziną, jest dla mnie ważne, ale super jest też to, że podróżujesz z ludźmi, których znasz od wielu, wielu lat i którzy znają Cię na wylot. To trzyma w pionie – codzienne rozmowy z nimi tworzą niesamowity system wsparcia. Oczywiście życie, które prowadzimy, jest wspaniałe i mamy ogromne szczęście, że możemy wykonywać taki zawód, ale bywają momenty, w których człowiek czuje się samotny, odizolowany i przytłoczony. Posiadanie tak zgranej ekipy w trasie jest nieocenione.

fot. materiały prasowe

Czy jest w Waszej setliście konkretna piosenka, podczas wykonywania której czujecie, że więź z publicznością staje się jeszcze silniejsza lub nabiera zupełnie innego wymiaru?

Tak, zdecydowanie. Z albumu „Volcano” na pewno utwory takie jak „Someday, Somewhere” czy „Where Are You Now” dają poczucie ogromnej wspólnoty. Zawsze staraliśmy się pisać utwory o uniwersalnym przesłaniu, które każdy może interpretować na własny sposób, w tym samym czasie. W tych momentach czuć, jak wszyscy się jednoczą - zarówno na widowni, jak i my na scenie. Ten dialog między nami a publicznością jest dla nas kluczowy. Widok ludzi, którzy dobrze się bawią, uwalniają emocje, zostawiają swoje problemy za drzwiami i wchodzą do tej bezpiecznej przestrzeni, gdzie mogą być sobą - jest dla nas niezwykle budujący.

Czy są jakieś emocje, których nie udało wam się jeszcze przełożyć na piosenkę?

Ciekawe pytanie. Chyba złość. Złość wydaje się dość trudną emocją do opisania w muzyce, ponieważ chcemy tworzyć utwory, które wprawiają w dobry nastrój. Kiedy pisze się piosenkę o złości, pojawia się ryzyko, że powstanie kawałek, którego tak naprawdę nie ma się ochoty słuchać (śmiech). Utwór o gniewie nie bardzo pasuje do stylu Jungle. Ale może pewnego dnia, kto wie…

Trochę trudno mi sobie na razie wyobrazić to w waszym wykonaniu…

Nie wiem, jak można by tańczyć do nasiąkniętej złością piosenki (śmiech).

Muzyka Jungle bardzo kojarzy mi się ze słońcem, otwartą przestrzenią, latem. Gdyby Jungle nie było zespołem, ale miejscem, jak byś je namalował lub opisał? Co składałoby się na wasz autorski świat?

Kiedy zaczynaliśmy tworzyć muzykę w Jungle, zawsze wyobrażaliśmy sobie przestrzeń, w której ta muzyka wybrzmiewa. Widzieliśmy to jako lekko fikcyjną wersję plaży Ipanema w Brazylii, ale pełną neonów – coś pomiędzy Tokio a Brazylią. Czyli plaża, ale w bardzo futurystycznym wydaniu.

Czy po zdobyciu tak dużej popularności czujecie większą swobodę do eksperymentowania, czy paradoksalnie odczuwacie większą presję, by być coraz lepszymi?

To mieszanka obu tych rzeczy. W słabszych momentach pojawia się presja narzucona samemu sobie, ale w głębi serca wiemy, tworzymy muzykę, którą sami kochamy, i jak niejednokrotnie udowodniła nam rzeczywistość, odbiorcy również ją uwielbiają.

Masz jakąś ulubioną historię z powstawania płyty lub z wykonywania jej na żywo podczas aktualnych koncertów?

Pierwszy wieczór trasy był dla nas wyjątkowy. Występowanie jest jak jazda na rowerze, a my nie graliśmy koncertów przez prawie dwa lata przed aktualną trasą. Przed pierwszym występem w USA naprawdę się denerwowałem, co rzadko mi się zdarza, bo zazwyczaj czuję po prostu ekscytację i mnóstwo napływającej adrenaliny. Zastanawiałem się, czy nie zapomniałem, jak być performerem i jak to jest być na scenie, ale kiedy zeszliśmy ze sceny po udanym koncercie, widząc, że fani świetnie się bawili, to było wspaniałe uczucie. Dobrze jest chwytać momenty, które przypominają, jak wyjątkowe jest to, co robimy, i nie należy brać tego za pewnik.

Czy początek trasy jest trudniejszy emocjonalnie niż jej koniec, kiedy pewien rozdział po kilku miesiącach się zamyka?

To zależy. Na końcu trasy jesteś wykończony fizycznie… Trochę marzysz już o tym, by wrócić do swojego łóżka i spokojniejszej codzienności, ale z drugiej strony nie chcesz, żeby to wszystko się kończyło. Na początku jest tona ekscytacji, ale towarzyszy jej stres.

fot. materiały prasowe

A gdybyś mógł zamrozić i przeżyć na nowo jeden dowolny moment z koncertów Jungle z ostatnich lat, co byś wybrał?

Myślę, że nasz pierwszy duży samodzielny koncert w Meksyku był wyjątkowy. Fani są tam niesamowici i to był dla nas spory szok (śmiech). Wyjątkowe są też wszystkie koncerty w plenerze. Niedawno graliśmy dwa koncerty w Red Rocks w Denver – to niesamowite miejsce, bo stoisz na scenie, cała widownia rozciąga się nad tobą w naturalnym amfiteatrze aż do samego nieba, a po obu stronach wznoszą się potężne skały z piaskowca. Kiedy masz chwilę, by naprawdę uświadomić sobie, co się dzieje w takim momencie, to jest to coś niezwykłego.

Czy jest coś, za czym szczególnie tęsknisz w przerwach między trasami?

Za poczuciem bycia częścią tej trasowej rodziny. Życie w trasie, które w dużej mierze polega na byciu nocnym markiem, bywa wyzwaniem, ale jednocześnie przypomina codzienne nocowanki u znajomych, co jest po prostu fajne.

A jakie miasto lub miejsce, którego nie macie na trasie, bardzo chciałbyś odwiedzić?

Niewiele graliśmy w Azji, więc chciałbym pojechać do Tajlandii czy na Filipiny. Działa tam teraz ciekawa podziemna scena muzyczna, w którą fajnie byłoby się włączyć. Kochamy grać muzykę i możliwość występowania w kolejnych krajach, byłaby super.

fot. materiały prasowe

W dzisiejszych czasach sukces wielu artystów czy piosenek nierozerwalnie wiąże się z mediami społecznościowymi i siłą algorytmów. Czy jest jakiś trend muzyczny, który chętnie wyeliminowałbyś z kultury muzycznej?

Chciałbym wyeliminować samo pojęcie internetowych trendów muzycznych. Uważam, że to toksyczne dla twórców, gdy czują, że muszą tworzyć coś pod dyktando trendów, aby zdobyć obserwujących, sukces i pieniądze. To niezwykle niszczące nie tylko dla kreatywności, ale i dla ludzkiego szczęścia.

Czy to miało kiedyś wpływ na Was jako zespół lub na Ciebie jako muzyka i artystę? Czy odczuwaliście presję, by być na bieżąco przez media społecznościowe i algorytmy?

Tak, kiedy jesteś młodszy, bardziej naiwny i mniej pewny siebie artystycznie, łatwo wpaść w pułapkę odtwarzania czegoś, co przyniosło sukces w przeszłości, albo porównywania się: „Dlaczego tamten artysta ma milion obserwujących, a my tylko tyle?”. To naprawdę niebezpieczne. Na szczęście jesteśmy teraz w miejscu, gdzie czujemy się tak pewnie jako twórcy i kompozytorzy, że to już na nas nie wpływa. Ufamy sobie nawzajem i chcemy tym się kierować.

Czego mogę wam życzyć na dalszą część trasy i rozwój kariery?

Chcemy po prostu nadal czerpać z tego radość i nigdy nie brać tego za pewnik. Mamy ogromne szczęście, że robimy to, co robimy. Życz nam, abyśmy kontynuowali to przez długi czas, wciąż odnajdując w tym ekscytację i szczęście.

Jestem przekonana, że tak będzie! Jako słuchaczka, życzę Wam, abyście nie stracili tej radości i dalej tak chętnie przelewali ją na muzykę... no i może stworzyli ten jeden utwór „pełen złości” na kolejną płytę. Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Łodzi!

Wielkie dzięki, do zobaczenia!

Advertisement

Więcej od autora

Piotrek Pańszczyk: „Dla wielu luksus to tylko sposób pokazania statusu” [WYWIAD]

Piotrek Pańszczyk: „Dla wielu luksus to tylko sposób pokazania statusu” [WYWIAD]

Misja przez filtr kontrowersji. 5 razy, kiedy wybieg stał się miejscem protestów

Misja przez filtr kontrowersji. 5 razy, kiedy wybieg stał się miejscem protestów

Od kulinarnej fascynacji do mema i obsesji. 5 jedzeniowych trendów, które nie dają nam spokoju

Od kulinarnej fascynacji do mema i obsesji. 5 jedzeniowych trendów, które nie dają nam spokoju

Piotrek Pańszczyk: „Dla wielu luksus to tylko sposób pokazania statusu” [WYWIAD]

Piotrek Pańszczyk: „Dla wielu luksus to tylko sposób pokazania statusu” [WYWIAD]

Misja przez filtr kontrowersji. 5 razy, kiedy wybieg stał się miejscem protestów

Misja przez filtr kontrowersji. 5 razy, kiedy wybieg stał się miejscem protestów

Od kulinarnej fascynacji do mema i obsesji. 5 jedzeniowych trendów, które nie dają nam spokoju

Od kulinarnej fascynacji do mema i obsesji. 5 jedzeniowych trendów, które nie dają nam spokoju

Polecane artykuły

„Kurtyzana” pod Sejmem. Słownik posła Berkowicza

„Kurtyzana” pod Sejmem. Słownik posła Berkowicza

Sejm uchwalił ustawę o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Teraz czas na Senat

Sejm uchwalił ustawę o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Teraz czas na Senat

Piotrek Pańszczyk: „Dla wielu luksus to tylko sposób pokazania statusu” [WYWIAD]

Piotrek Pańszczyk: „Dla wielu luksus to tylko sposób pokazania statusu” [WYWIAD]

„Kurtyzana” pod Sejmem. Słownik posła Berkowicza

„Kurtyzana” pod Sejmem. Słownik posła Berkowicza

Sejm uchwalił ustawę o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Teraz czas na Senat

Sejm uchwalił ustawę o zabezpieczeniu socjalnym artystów. Teraz czas na Senat

Piotrek Pańszczyk: „Dla wielu luksus to tylko sposób pokazania statusu” [WYWIAD]

Piotrek Pańszczyk: „Dla wielu luksus to tylko sposób pokazania statusu” [WYWIAD]

FacebookInstagramTikTokX
Advertisement