FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Art & Dizajn

Światło, obraz, obecność. O paryskiej premierze „Les Rayons et Les Ombres” rozmawiamy z Anną Próchniak [WYWIAD]

Autor: Antonina Konopelska
06-04-2026
Światło, obraz, obecność. O paryskiej premierze „Les Rayons et Les Ombres” rozmawiamy z Anną Próchniak [WYWIAD]
Światło, obraz, obecność. O paryskiej premierze „Les Rayons et Les Ombres” rozmawiamy z Anną Próchniak [WYWIAD]
Anna Próchniak i Nastya Golubeva Carax. Materiały dystrybutora Gaumont, fot. Christine Tamalet Marquer

Paryż, światło, cień i spotkanie. Rozmowa z Anną Próchniak odbywa się tuż po premierze filmu „Les Rayons et Les Ombres” Xaviera Giannoliego – w przestrzeni, gdzie kino przenika się z życiem. O napięciu między tym, co widzialne, a tym, co pozostaje niedopowiedziane, o obecności, ciele i sztuce jako doświadczeniu.

Antonina Konopelska: Za tobą paryska premiera „Les Rayons et Les Ombres”. Filmu z ogromnym budżetem i gwiazdorską obsadą. Wśród gości między innymi Gaspar Noé czy Leos Carax. Chwila dla reporterów i fanów, czerwony dywan, owacje na stojąco – a jednak mam wrażenie, że dla wszystkich jasne było, że przyszliśmy tam przede wszystkim po to, żeby być razem, zobaczyć film, nad którym Xavier Giannoli pracował wiele lat, porozmawiać o nim. Szczerze. Afterparty przypominało kameralny wernisaż, na którym spotkali się niezobowiązująco przyjaciele, bliżsi i dalsi znajomi.

Anna Próchniak: Też tak czuję. Rytm premier filmowych jest zazwyczaj podporządkowany promocji filmu, rozmowom z dziennikarzami. Mam wrażenie, że podczas tej premiery najważniejsze było samo spotkanie. Spotkanie środowiska, przyjaciół czy widza z filmem. Gaspar Noé pojawił się na niej nie w roli słynnego reżysera zaproszonego przez produkcję, ale bliskiego przyjaciela Xaviera Gianolli - reżysera filmu. Gaspar chciał z Xavierem dzielić ten ważny dla niego moment.

Bankiet po premierze był bardzo swobodny, niewymuszony. Dziewiętnastowieczna brasserie z wnętrzem w stylu Art Deco, w której się odbywał, powitała nas reprodukcją Autoportretu w zielonym Bugatti Tamary Łempickiej. Spotkanie odbyło się w wąskim gronie twórców filmu, ekipy i najbliższych przyjaciół, w przestrzeni sąsiadującej z kinem Pathé Wepler w 9. dzielnicy Paryża, niedaleko Montmartre. Klimat francuskiej bohemy.

9. dzielnica to zresztą miejsce ważne dla samego filmu. Bohaterka, którą gram, Lydia Rogers, jest gwiazdą kabaretu. Chwilę po swoim występie w ikonicznym La Nouvelle Eve (znajdującym się kilkaset metrów od kina Pathé Wepler), Lydia poznaje Jeana Luchaire, granego przez Jeana Dujardin’a, ikonę francuskiego kina, zdobywcę Oscara za Artystę w 2012 roku. Taneczny numer z jej udziałem trenowałyśmy przez dwa tygodnie razem z tancerkami z paryskiego Les Plumettes. Wnętrze La Nouvelle Eve pojawia się także w innym ważnym filmie o okupowanej Francji, Mr. Klein, z Alainem Delonem. Tego typu śladów jest w „Les Rayons et Les Ombres” więcej.

1/3
Slide image
Anna Próchniak i Jean Dujardin na uroczystej premierze Les Rayons et Les Ombres w Paryżu fot. Antonina Konopelska

Antonina: Przez wiele lat trenowałaś taniec klasyczny – balet. Jak to doświadczenie wpłynęło na sposób budowania granych przez ciebie postaci?

Anna: Trenowałam balet od ósmego roku życia przez dziesięć lat. Później bardzo ważny stał się dla mnie taniec współczesny i physical theatre, wtedy już na równi z samym aktorstwem. Fascynowało mnie, że ciało może przekazywać więcej niż słowa. Jak zahipnotyzowana oglądałam produkcje DV8 czy Complicité, inspirował mnie sposób, w jaki ciało wykorzystywała w swoich performansach Marina Abramović.

Uważam, że dorastanie w kontakcie ze swoim ciałem i ze świadomym ruchem było dla mnie ogromnie ważnym doświadczeniem. To właśnie dzięki tańcowi zbudowałam fundament swojego aktorstwa, choć początkowo nie planowałam pójścia tą drogą.

Dla mnie kluczowe jest, żeby emocje były osadzone w ciele, swobodnie przez nie przepływały i nie były blokowane, czy nadmiernie analizowane przez umysł. W „Les Rayons et Les Ombres” Lydię Rogers widzimy na kabaretowej scenie tylko raz, ale jej obecność w całym filmie jest bardzo mocno związana z cielesnością. Choć od zawsze chciałam zagrać tancerkę, ważne było dla mnie to, żeby postać Lydii nie została sprowadzona wyłącznie do tej roli. Lydia jest wyrazista, ma różne odcienie i mocny character arc. Trzeba było zbudować dla niej mocną i złożoną personę.

Antonina: Stworzyłaś bardzo interesującą postać, ważną dla struktury i dramaturgii filmu. Barwną, ekstrawagancką, enigmatyczną. Po premierze Xavier Giannoli podkreślił, że nie zrezygnował w procesie montażu z ani jednej sceny Lydii.

Anna: Lydia ma wielowymiarową osobowość, ogromną sensualność, jest odważna. Dodaje kolorytu. Istotne było to, jak się porusza, ubiera, eksperymentuje z makijażem, jak bawi się modą. Praca z Pascaline Chavanne, autorką kostiumów, była dla mnie ogromną przyjemnością. Pascaline obdarzyła mnie twórczym zaufaniem, miałam dużą przestrzeń do decyzji. Zdarzało się, że początkowo zakochiwałyśmy się w stworzonej przez nas stylizacji, ale ostatecznie uznawałyśmy, że nie jest ona wystarczająco wyrazista dla Lydii. Pascaline często powtarzała: „Lydia needs something… more caractère”.

Śmiałyśmy się, że Lydia jest zawsze „too much”. Ale taka jest właśnie jej prawda. Jedną z inspiracji do stworzenia jej postaci stała się pewna prawdziwa osoba o imieniu Lydia, tancerka can-cana i modelka Mana Raya z lat 40., uwieczniona w jego słynnym Larmes (Glass Tears). Dzieło, powiązane z rozstaniem artysty z Lee Miller, bywa też nazywane Lydia, études pour Larmes. Ta fotografia była ważną inspiracją zarówno dla mnie, jak i dla Marie Colet, odpowiedzialnej za moją charakteryzację.

1/3
Slide image
Anna Próchniak i Nastya Golubeva Carax. Materiały dystrybutora Gaumont, fot. Christine Tamalet Marquer

Antonina: Motyw tej wystawy przywodzi na myśl tytuł filmu Les Rayons et Les Ombres i jego problematykę.

Anna: To wielowymiarowy portret bohaterów złożonych z warstw mroku i przebłysków światła. Film opowiada historię inspirowaną życiem Jean’a Luchaire’a. To wysublimowane i dogłębne studium ludzkiej natury w obliczu wojny i wyborów, przed którymi stają bohaterowie. To próba zmierzenia się z tematem kolaboracji francuskich elit z nazistami.

Ta historia mocno rezonuje z dualizmem moralnym obecnym w twórczości Wiktora Hugo - do którego tomiku poezji nawiązuje tytuł filmu. Równie interesująca jak Clair-Obscur była dla mnie wystawa Drawings Outside the Lines w Grand Palais prezentująca szkice i rysunki z kolekcji obecnie remontowanego Centre Pompidou. Zazwyczaj wystawy pokazujące proces twórczy i studium mocno na mnie nie oddziałują; tutaj jednak było odwrotnie. Zetknięcie z wyborem tak ogromnej liczby szkiców i prób autorstwa różnych artystów skojarzyło mi się z teorią „strzępów emocjonalnych”, o której opowiadał nam - studentom Wydziału Aktorskiego – Jan Peszek.

Te „strzępy” to myśli i skojarzenia naładowane emocją konkretnego momentu. Kiedy aktor zgromadzi ich wystarczająco dużo, może zacząć z tych zasobów korzystać. Dla mnie te szkice były właśnie takimi wycinkami myśli i tropów. Czasem bezpośrednio prowadziły do powstania znanego nam dzieła lub cyklu, a innym razem do stworzenia czegoś zupełnie innego.

Duże wrażenie zrobiła na mnie praca Stendhal Syndrome Nan Goldin, która była częścią pierwszej francuskiej retrospektywy artystki, This Will Not End Well, w Grand Palais. Inspirowana jest sześcioma historiami z Metamorfoz Owidiusza i przedstawia wizualny dialog między bardzo intymnymi portretami bliskich i przyjaciół artystki, a wizerunkami obrazów i rzeźb ze światowych muzeów, z Luwrem na czele. Idea równoległych światów i powracających, uniwersalnych tropów jest mi bardzo bliska.

Przecież tyle możemy dowiedzieć się o nas samych, czytając mitologię – ja sama często do niej wracam i dostrzegam w niej psychologiczne schematy, odczytując na nowo wydarzenia z własnego życia lub scenariuszy, które dostaję. Spodobało mi się też, że wystawy nie wolno było fotografować ani filmować. Dziś często doświadczamy sztukę tylko przez ekran naszego smartfona. Zapominamy o byciu tu i teraz. Tam trzeba było po prostu zanurzyć się w świecie artystki.

Antonina: To, co powiedziałaś, przypomniało mi o viralowym Glass Slipper Ariany Papademetropoulos w Thaddaeus Ropac Gallery w dzielnicy Marais.

Motyw przecięcia sztuki z życiem rezonuje z jeszcze jedną jej dziedziną. Odwiedziłyśmy La Galerie Dior… Anna: To była ważna wizyta. Projekty domu mody Dior są dziełami sztuki. W jednym z nich, z najnowszej kolekcji Jonathana W. Andersona, miałam przyjemność i zaszczyt pojawić się na premierze „Les Rayons…”. Ten look był bardzo „Lydia Rogers”.

Antonina: … ale i Anna Próchniak. Widać to doskonale w serii zdjęć, którą spontanicznie zrobiłyśmy.

Anna: Tak. Te wszystkie wątki spotkały się w sposób zaskakująco naturalny, jakby przychodząc z różnych rzeczywistości.

1/3
Slide image
La Galerie Dior, widok wystawy, fot. Antonina Konopelska
FacebookInstagramTikTokX